czwartek, 24 września 2009

Veni Vidi Wici...

Dużo łatwiej było przyjechać do kraju kwitnącej wiśni niż teraz jest z niego wyjechać.

Sayonara - czteroletni przełom w moim życiu właśnie się skończył. Na kolejny etap patrzę jak dziecko na prezent pod choinką. Pobyt w Japonii był doświadczeniem, o którym nigdy wcześniej nie śniłem. Szkoła życia, czasem przetrwania. Wspaniała zabawa i nowe znajomości. Praca za granicą - legendy rodzą się do życia; odsłaniają odruchy pierwotne i uczą o ludziach. Syndrom łodzi podwodnej to przy tym pikuś. Przeżyłem to wszystko - nie zabiło mnie więc pewnie sprawiło, że jestem mocniejszy. Polecam każdemu.

Zdołałem opanować tylko marne podstawy języka japońskiego ale uzależniłem się na dobre od niektórych potraw tutejszej kuchni. Zobaczyłem kawałek tego świata i wracam do swojego na trochę bo Ziemia jest zbyt duża a życie zbyt krótkie by siedzieć w jednym miejscu, desu ne?

Co z blogiem? Temu w internecie czas najwyższy pozwolić umrzeć śmiercią naturalną.
Dzięki Wydawnictwu PJWSTK rodzi się album zawierający najlepsze posty z pierwszego roku. Mam nadzieję, że będzie to początek czteroletniej serii - tak by każdy, kto kiedyś śledził moje losy w na blogu, miał je na półce z książkami - nieśmiertelne.

W sobotę wracam do k-raju. Aż dziw bierze jak mało rzeczy zabieram ze sobą. Nie dorobiłem się samochodu, przyczepy, jachtu ani nawet motocykla - z wymienionego na stronie powroty.pl typowego składu mienia przesiedleńczego zwolnionego z cła i podatków. Mam natomiast żonę. Nasze wspólne mienie mieści się w dwóch metrach sześciennych cholernie drogiego transportu morskiego, którego mam nadzieję nie porwą piraci po drodze bo ubezpieczony będzie na oko.

Raz jeszcze więc, sayonara!
Dziękuję czytelnikom, którzy zostawili tu ponad sześć tysięcy komentarzy. One składały się na kontakt z ludźmi, którego tak często potrzebowałem i normalizowały moje postrzeganie Japonii. Dziękuję też tym, którzy nie pisali nic - stawiając tylko kropkę w statystykach. Wiem, że tu byliście. Mam nadzieję, że jeszcze gdzieś się spotkamy!

Na dokładkę parę ostatnich fotek z rodzinnej imprezki pożegnalnej.




ps. pewnie jeszcze kiedyś pojawi się tu kilka wpisów. 
じゃ~またね~!

środa, 23 września 2009

Guam

To właściwie też Japonia, tyle że amerykańska. Kilka pocztówek z mini-podróży poślubnej:
















wtorek, 22 września 2009

Parowóz


Jakże zdziwioną minę można mieć niespodziewanie spotykając na zwykłej stacji parowóz. Ten jeździ regularnie na linii Yamaguchi, między stacjami Ogori i Tsuwamo - bo tam są nawrotki tak, że lokomotywa zawsze jest z przodu. Video nagrane w marcu podesłała niedawno Hanako.

środa, 16 września 2009

Przegląd prasy

Firma Mori Building City Air Service startuje z nową usługą transportu helikopterowego z lotniska do oddalonego o prawie 60km centrum Tokio. Lądowisko tak naprawdę znajduje się 20km od Narity, w Sakurze - dokąd w 15 minut dowiezie nas limuzyna, potem jeszcze kwadrans w powietrzu i lądowanie na dachu Ark Hills. Bilet w jedną stronę kosztuje 50,000JPY, powrotny 90,000JPY. Promocja na stronie oferuje miejsca już za 38,000. JR ze swoim nowym modelem Narita Express może czuć się niezagrożony.

Burmistrz miasta Nara został upomniany za żucie gumy i ssanie cukierka podczas pierwszej sesji rady miasta. Drugi-najmłodszy burmistrz w kraju, 33-letni Gen Nakagawa dopuścił się tych czynów stojąc na mównicy i odpowiadając na pytania członków rady. Tłumaczył się, że bardzo chciało mu się pić i nie chciał przerywać sesji kasłaniem. Następnym razem obiecał przygotować sobie dużo wody. A my polecamy tę reklamę.

Szef Yakuzy w Fukuoce został aresztowany w piątek za kąpiel w publicznej łaźni bez zakrywania tatuaży. 54-letni Yoshiyuki Fujiura zignorował znaki zakazujące wstępu wytatuowanym klientom oraz słowne ostrzeżenie recepcjonistki, brzmiące "To spowoduje dyskomfort innych klientów". Policja dostała anonimowy donos brzmiący "Wytatuowany człowiek, wyglądający jak gangster, kąpał się w publicznej łaźni" już w czerwcu oraz raport o stratach moralnych od właściciela łaźni w lipcu ale sprawcę ujęła dopiero teraz. Yakuza przyznał się do zarzucanych mu czynów wyjaśniając, że "chciał dać ulgę swemu sfatygowanemu ciału". Nie wiemy ile mu grozi...

Grupa 65 pracowników nękanego problemami finansowymi przewoźnika lotniczego JAL postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Ubrani w mundury piloci, stewardesy i mechanicy rozdawali w zeszłą środę, czwartek i piątek ulotki przy stacji Yurakucho w centrum Tokio. Kampania, zachęcająca do korzystania z usług firmy, to odpowiedź na hasło "zróbmy coś" powstałe wśród młodych pracowników JAL. Ostatniego dnia do inicjatywy dołączył nawet prezydent firmy, Haruka Nishimatsu.

Prawie cztery tysiące e-maili użytkowników sieci komórkowej Softbank w zachodniej Japonii zostało dotkniętych problemami technicznymi. Wiadomości, wysłane między 28 a 31 sierpnia zostały dostarczone do złych adresatów lub nie dotarły w ogóle. Firma tłumaczy się awarią serwera pocztowego i uspokaja, że póki co nie ma dowodów na nielegalne wykorzystanie informacji zawartych w źle dostarczonych wiadomościach.

W związku ze zmianą w Ustawie o Dniach Wolnych Od Pracy Japończycy w tym roku po raz pierwszy będą mogli cieszyć się pięcioma dniami wolnego we wrześniu. Zmiana objęła przełożenie Dnia Szacunku Dla Ludzi Starszych z 15 września na trzeci poniedziałek miesiąca. Przyszły tydzień więc, szybko nazwany srebrnym, pozwolić ma na odrobienie strat przemysłu turystycznego spowodowanych kryzysem gospodarczym - ale z własnego doświadczenia wiem, że znaczy to tylko podwójne ceny i zatłoczone samoloty.

Źródło: mdn

W związku ze związkiem, jak mawia Gutek, my na wakacje wybieramy się już dziś. Cel - Wyspy Mariana, konkretnie Guam. Ciekawe co na to Marian?

ps. jeszcze dwie fotki od niedawnych gości wstrzymujących czas, poniżej:


czwartek, 10 września 2009

PWN

Przy okazji korekty literackiej do druku posta o przyjacielu kalorii pojawiła się wątpliwość jak tłumaczyć na język polski termin "balanced food" - zbalansowany czy zbilansowany. Korektorka wystosowała zapytanie do Poradni Językowej PWN:

Dzień dobry,
chciałabym się dowiedzieć, czy mówimy o zbilansowanej diecie, czy też o zbalansowanej diecie. Preparaty multiwitaminowe zawierają składniki odżywcze w zbilansowanych czy też zbalansowanych dawkach? Spotkałam się z obiema wersjami – która jest poprawna?
Z góry dziękuję za odpowiedź.


Finezyjna odpowiedź eksperta miło mnie zaskoczyła:

Bilans to zajęcie dla księgowych – zestawienie tzw. aktywów i pasywów, którego elementem jest zysk lub strata. O zbilansowanej diecie można mówić, ale większy sens wydaje się mieć dieta zbalansowana, czyli zrównoważona. W internecie bez trudu można znaleźć przykłady użycia pierwszego z tych słów zamiast drugiego, por. „(...) zbilansowana dieta to taka, która jest bogata we wszystkie niezbędne składniki odżywcze w odpowiednich proporcjach”.
Przewaga liczebna diety zbilansowanej nad zbalansowaną jest tak duża, że każe zapytać o przyczyny tego zjawiska. Wyjaśnienia nasuwają się dwa. Po pierwsze, wyobrażenie księgowego czy księgowej, którzy skrupulatnie sumują w odpowiednich rubrykach właściwe kwoty, chyba lepiej harmonizuje z tym, co praktykują ludzie przestrzegający diety, niż wyobrażenie cyrkowca balansującego na linie. Po drugie, struktura fonologiczna słów bilans i balans sugeruje, że to pierwsze oznacza coś mniejszego niż to drugie (por. analogiczne pary wśród onomatopei, gdzie np. chi-chi oznacza chichot, a cha-cha głośny śmiech). W diecie zaś – tej, która jest w centrum uwagi – chodzi o to, aby ciała było jak najmniej, a nie jak najwięcej.
Reasumując, choć dieta zbilansowana wydaje mi się czymś mniej logicznym od diety zbalansowanej, muszę uznać przewagę tej pierwszej, która już dała jej zwycięstwo,

— Mirosław Bańko,
PWN

poniedziałek, 7 września 2009

Varia(tkowo)

Kilka fotek na bezsenność. Każda z innej parafii.






środa, 2 września 2009

Postępy

Chciałem się pochwalić postępami w przygotowaniach do wydania pierwszej części tokyobynight.pl na papierze. Genialny zespół redakcyjny poukładał już wszystko do kupy, korektorka wykonała kawał dobrej roboty przy użyciu czerwonego długopisu a ja pobłogosławiłem wynikowe pdf'y. Na dniach tokyobynight.pl idzie do druku. Na początek 1000 egzemplarzy, żeby zobaczyć czy ktokolwiek będzie nim zainteresowany. Mam nadzieję, że uda się ustalić cenę na nie więcej niż 40zł ale to zależy głównie od papieru. Trzymajcie kciuki! Ja nie mogę się doczekać.