wtorek, 25 sierpnia 2009

Komentarz

Ponad dwa tysiące kilometrów w cztery dni. Uzupełniam dziury na liście miejsc do odwiedzenia. Wizyta gości z k-raju jest ku temu doskonałym pretekstem. W pierwszym skoku teleportem o nazwie "hikari" wybraliśmy się do Hiroshimy. Rzecz jasna, atmosfera podobna do Nagasaki. Obok rozpoznawalnej kopuły - która mimo, że była sto metrów od epicentrum, stoi nadal jako jeden z kilku procent ocalałych budynków - jest muzeum, w którym można pomacać roztopione butelki, przetestować licznik Geigera i zobaczyć zmutowane części ciała w formalinie. Ciarki przechodzą po plecach.
Następnego dnia, zwiedzając Kioto, trafiłem w końcu do Fushimi Inari - góry usianej kilkoma tysiącami czerwonych bram świątynnych, w drodze na szczyt. Miejsce rozbudzające wyobraźnie, zwłaszcza po zmroku. Otwarte całą dobę - idealne miejsce na moment odosobnienia i namysłu.
Trzeciego dnia zwiedziliśmy zamek w Himeji, dobrze przygotowany na oblężenie, które nigdy nie nadeszło - pewnie dlatego przetrwał; nadal wygląda jak nowy. Skromna ilość eksponatów rozczarowuje znacznie ale miejsce jest warte polecenia.
W ostatnie popołudnie zaś odpoczęliśmy w Kobe. To miejsce uspokaja - zwłaszcza gdy, popijając sake, oglądam widok z balkonu na 28 piętrze. Można stamtąd naprawdę nabrać dystansu do świata i ludzi, spraw codziennych i problemów zbędnych - wyczyścić umysł z brudu. Wycieczka udana.




3 komentarze:

4ever16 pisze...

ale cicho :o

p pisze...

Ładne.

Przeprowadzka? Współczuje, mnie również to czeka niebawem...
Pozdrawiam :)

Major pisze...

Nie ma się co dziwić, że budynek banku przetrwał - ludzie znacznie przeceniają siłę wybuchu broni jądrowej a bomb zrzuconych na Japonię tym bardziej.

Należy pamiętać, że poza tym bankiem praktycznie cała Hiroszima była "drewniana" a sam wybuch nawet nie tyle zdmuchnął te budynki tylko je zapalił.

Poza tym warto zwrócić uwagę, że nawet na amerykańskich filmach z prób jądrowych budynki są w większości drewniane (kto był, ten wie jak badziewnie tam budują).