sobota, 25 lipca 2009

Anniversary edition

25.07.2005r.

W poniedziałek miną cztery lata od momentu, w którym po raz pierwszy postawiłem stopę na japońskim gruncie. Gruncie rzeczy, o których wcześniej nawet nie śniłem ale też o których nadal często nie mam bladego pojęcia. Pojęcie ludzkie przeszło natomiast wiele z tego, co tu widziałem. Widocznie tak miało być.

Mimo, że zbytnio mi na tym nie zależało, dowiedziałem się dużo o naturze Japończyków - jednak chyba nawet więcej o samych Polakach. Nie wyzbyłem się jeszcze swojego zacofania światopoglądowego ale pracuję nad tym, codziennie. Czasem żałuję, że nie urodziłem się 10 lat później.

W tej chwili, już od dłuższego czasu, stoję w miejscu. Utrzymuję równowagę na krawędzi i tylko czekam na ten moment by przechylić się niezauważalnie - wykonując krok do przodu.
Wiem, że stchórzyłem już wiele razy.

Kilka fotek wygrzebanych przed chwilą z kwietniowego bałaganu serwuję jako danie drugie:



Różnych świrów już widziałem na ulicach Tokio (np. w przypadku tego powyżej po prostu ciekawi mnie jaką muzykę koleś ma w słuchawkach) ale takiego, w mundurze Wehrmachtu, jeszcze nie...

Pamiętam jak dziś, gęste powietrze, które zlepiło cztery lata temu moje nozdrza po wyjściu przed halę przylotów. Teraz też, od czterech dni pada deszcz bez przerwy. Przedłużająca się pora deszczowa, której nigdy wcześniej tak dobitnie nie zauważałem powoduje, że w mieszkaniu nie wyłączam klimatyzacji. Boję się, że obiektywy mi zapleśnieją. Jestem pewien, że wskaźnik wilgoci w moim termometrze pokazuje 99% tylko dlatego, że ma na to tylko dwa ciekłokrystaliczne miejsca.

* fotkę na samej górze zrobił kfaz - dzięki stary za uwiecznienie tej chwili.

6 komentarzy:

TOMa pisze...

4 lata to już trochę...
przez dwa lata miałem małą Japonię w Polsce, chciałem tam pojechać z firma, zawodowo ale tez z pasją teraz muszę odłożyć.

niemniej jednak zazdroszczę i gratuluje wytrwałości!

p pisze...

Lepiej żyć jeden dzień jak tygrys, niż sto dni jak owca. Skacz!

Anonimowy pisze...

co to znaczy zacofanie światopoglądowe ?

Major pisze...

Co do obiektywów - nie mógłbyś zastosować czegoś a'la VacSy Zeptera?

Anonimowy pisze...

Fajna fotka na samej gorze! Pozdrawiamy.
zona pogsa

Bartholomew pisze...

Gratuluję. Zdarza się, że napotykam blogi które mnie wciągają, i którym zaczynam kibicować w czasie hurtowego pochłaniania, zwłaszcza gdy zaczynam pożerać je w momencie gdy dysponują już tłustym archiwum, przez które muszę się przegryzać nim dotrę do miejsca gdzie z trybu fast-food trzeba się przestawić na tryb restauracyjny i czekać cierpliwie na zaserwowanie nowej notki tydzień lub dwa. Twój blog czytam od jakichś dwóch lat - początkowo archiwum, dwie, pięć, dziesięć zachwycających notek na raz, z opadniętą szczęką przechadzałem się po Twoim blogu jak wszyscy ci, których oprowadzałeś po Tokio gdy sam już swoją szczękę pozbierałeś z podłogi. Potem przerwa, żeby się nie porzygać, i znów maraton po stolicy nipponu z autorem za rękę. W miarę jak docierałem do coraz bardziej bieżących wpisów zauważyłem że ich charakter szybko zaczął się zmieniać. I już nie raz, nie dwa konstatuję, że chyba regułą jest w tego typu przedsięwzięciach jak tokyobynight pewne smutne w gruncie rzeczy zjawisko, które dotyka autora: odrętwienie. No jasne, jak długo można utrzymywać entuzjazm i zachwycać się szarą codziennością - to zrozumiałe (i tak użyczanie miejsca na blogu innym osobom, z wciąż nowym spojrzeniem zmieniło nieco postać rzeczy), ale obawiam się czy TBN nie spotka przypadkiem los jaki spotkał niegdyś świetny blog Macieja Steca zawierający zapis jego początków w Nowej Zelandii. To był genialny blog, z przepięknymi zdjęciami (autor jest fotografem) i takim samym opadem szczęki autora i czytelnika. Jednak w miarę upływu czasu szara nowozelandzka rzeczywistość dopadła Macieja i blog umarł (albo też przetransformował się w zapis z życia w Australii dokąd autor wyemigrował ostatecznie). Mam nadzieję że w przypadku TBN to się nie przydarzy! 100 lat.

Pozdrawiam z polski o piątej rano, nieco bełkotliwie bo głowa ciężka.