piątek, 31 lipca 2009

wtorek, 28 lipca 2009

Krykiet i takie tam

Masz ochotę pograć w Krykieta? Żaden problem - najlepszym miejscem w Japonii jest podobno Yokohama Country & Athletic Club. Zwłaszcza gdy lubisz do tego leżeć plackiem na basenie z trampoliną czy też grać w bowls. Jest jeszcze cała gama innych sportów w repertuarze ale czy to jest warte w sumie 860,000JPY rocznie?





Jest też knajpa z prawdziwie brytyjską obsługą - żeby tam zjeść nie trzeba być członkiem klubu.

Satnight outtakes

Jeszcze dwie klatki na których widać niedopracowaną grę zespołowa przy strzelaniu zdjęć ale też to jak można sobie niepostrzeżenie wylać pół piwa...


poniedziałek, 27 lipca 2009

Satnight feva

Chociaż na plaży wylądowaliśmy dość późno, bo tuż przed północą, to zostaliśmy długo - do świtu. Paweł zapraszając uprzedzał: może przyjść 5 a może 105 osób. Było bliżej tej drugiej liczby. Na początku, zanim zdążył otworzyć pierwsze piwo, policja spisała lidera naszej grupy. Podobno w razie czego, jakby impreza wyrwała się spod kontroli, móc go wydzwonić na komórkę.
Potem już nikt nam nie przeszkadzał. Wybitnie międzynarodowa mieszanka podzieliła się na trzy podgrupy - sportową, gawędziarską i spacerową.













Była też sekcja baletowa...

Ten kolega z Francji - nawet nie zdążyłem go spytać o imię - postanowił wypróbować polski spiryt (przyniesiony zresztą przez innego Francuza). Chwilę przekonywaliśmy go by sobie dał spokój. O tym, że można sobie permanentnie uszkodzić kubeczki smakowe; że to jest dobre z wodą, na miodzie i cytrynach; wreszcie, że my tym czyścimy maszyny!

Argumenty nie poskutkowały - ale jestem pewien, że więcej nie będzie próbował. Fotka powyżej pokazuję jego minę po dwóch szotach na czysto bez zakąski. Ta poniżej, obraz gościa po trzydziestu paru minutach. Leżał zamroczony w czarnym piachu do rana. Kilka osób na zmianę trzymało biedaka na boku gdy wymiotował, ktoś go nawet potem umył na twarzy, dał mu wody, przykrył czymś i sprawdzał puls; potem wszyscy sobie z nim robili zdjęcia. Wesoło było.

A świt nastał niepostrzeżenie.

sobota, 25 lipca 2009

Anniversary edition

25.07.2005r.

W poniedziałek miną cztery lata od momentu, w którym po raz pierwszy postawiłem stopę na japońskim gruncie. Gruncie rzeczy, o których wcześniej nawet nie śniłem ale też o których nadal często nie mam bladego pojęcia. Pojęcie ludzkie przeszło natomiast wiele z tego, co tu widziałem. Widocznie tak miało być.

Mimo, że zbytnio mi na tym nie zależało, dowiedziałem się dużo o naturze Japończyków - jednak chyba nawet więcej o samych Polakach. Nie wyzbyłem się jeszcze swojego zacofania światopoglądowego ale pracuję nad tym, codziennie. Czasem żałuję, że nie urodziłem się 10 lat później.

W tej chwili, już od dłuższego czasu, stoję w miejscu. Utrzymuję równowagę na krawędzi i tylko czekam na ten moment by przechylić się niezauważalnie - wykonując krok do przodu.
Wiem, że stchórzyłem już wiele razy.

Kilka fotek wygrzebanych przed chwilą z kwietniowego bałaganu serwuję jako danie drugie:



Różnych świrów już widziałem na ulicach Tokio (np. w przypadku tego powyżej po prostu ciekawi mnie jaką muzykę koleś ma w słuchawkach) ale takiego, w mundurze Wehrmachtu, jeszcze nie...

Pamiętam jak dziś, gęste powietrze, które zlepiło cztery lata temu moje nozdrza po wyjściu przed halę przylotów. Teraz też, od czterech dni pada deszcz bez przerwy. Przedłużająca się pora deszczowa, której nigdy wcześniej tak dobitnie nie zauważałem powoduje, że w mieszkaniu nie wyłączam klimatyzacji. Boję się, że obiektywy mi zapleśnieją. Jestem pewien, że wskaźnik wilgoci w moim termometrze pokazuje 99% tylko dlatego, że ma na to tylko dwa ciekłokrystaliczne miejsca.

* fotkę na samej górze zrobił kfaz - dzięki stary za uwiecznienie tej chwili.

wtorek, 21 lipca 2009

Nippon maru

Jakież było moje zdziwienie gdy zobaczyłem w niedzielę żaglowiec Nippon Maru przycumowany z okazji Dnia Floty, razem z bliźniaczą jednostką, do Osanbashi (zwykle stoi u stóp Landmark Plaza kilkaset metrów dalej). Poszedłem więc zobaczyć pusty dok, jako niecodzienność ale stanąłem jak wryty widząc ten sam statek drugi raz!
Dopiero pytanie do wujka googla rozwiało wszelkie wątpliwości. Są dwa Nippon Maru - jeden z drewna, obecnie muzeum (jak Dar Pomorza) - drugi ze stali, pełni rolę naszego Daru Młodzieży. Baka Jacek!



Małżonkę bardziej zachwycił jednak zachód słońca nad Jokohamą.

poniedziałek, 20 lipca 2009

Tomato ramen

Słyszałem wiele o "turystyce ramenowej" - ludzie jeżdżą po całej Japonii w poszukiwaniu unikatowych sklepów z ramenem.
Nie mogę być gorszy - na prywatnej mapie smaków stawiam więc drugą kropkę, zaraz po opisywanym kiedyś Giro - jest odwiedzony przeze mnie już kilka razy Taiyo Tomato. Zimą zaprowadził mnie tam Kuba; od razu pokochałem ten smak i tak za nim tęskniłem, że dziś przy okazji wizyty w centrum wybraliśmy się do Otsuki (nie wiedząc, że sklepy Tayio są w wielu miejscach - bardziej po drodze). Myślę nawet o otwarciu franczyzy w Warszawie kiedyś...

Polecam standardowy "taiyo-no-ramen" z "czizu toppingu, betsu-zara de" (czyli danie firmowe z tartym parmezanem na oddzielnym talerzyku, byś posmakował smaku pomidorów zanim zintegruje się z topniejącym serem. Bajer!



niedziela, 19 lipca 2009

Testing testing - PEN

Podobno zdjęcie jest jak tysiąc słów; czyli film to 25,000 słów na sekundę?
Od wczoraj testuję nową zabawkę mojej wybranki. Szczególnie chętnie będę jej ją podkradał by uwiecznić trochę ruchomych obrazków od czasu do czasu. Pierwszymi obiektami wczorajszych doświadczeń byli tradycyjni, około-supermarketowi stacze:


Kurtuazja to mało powiedziane...

Narita Gion Festival









środa, 15 lipca 2009

Sawara

Kawał drogi od tokijskich establishmentów, w mieście Sawara w Chibie odbywa się dwa razy do roku przyjemny festiwal. Raz po jednej stronie rzeki, raz po drugiej. Jak wiadomo wiele lokalnych społeczności japońskich miast i miasteczek robi festiwale na różne tematy. Ta ma fioła na punkcie gigantycznych lalek przedstawiających bogów, bohaterów i co jeszcze wpadnie organizatorom do głowy - wożonych na mini świątyniach wyposażonych w koła (dashi). Wozy ciągną i pchają po okolicy całe pokolenia lokalnej społeczności. Tradycyjnie, dużo przy tym muzyki, tańca, śpiewów, krzyków i okazji do szeroko rozumianej konsumpcji.