sobota, 6 czerwca 2009

Po-lot

Poranek na podtokijskim lotnisku zaczął się od irytacji. Mój senny ale szybki krok z rękawa w dół do odprawy został zakłócony nie-ruchomymi schodami. Ale w Japonii nic nie dzieje się bez powodu. Na ich końcu czekała długa kolejka do punktu kwarantanny, w którym dogłębnie sprawdzana była poprawność wypełnienia formularzy związanych ze świńską grypą. W wąskim i dusznym korytarzu stały ze dwa airbusy ludzi; zmęczonych, śmierdzących - przekazujących sobie nawzajem wszystkie możliwe wirusy i bakterie. Moja irytacja była jednak niczym w porównaniu z furią szwajcarskich stewardes, zaskoczonych brakiem oddzielnej kolejki dla załogi. Tak więc gdy po trzech kwadransach dotarłem do okienka wyraz dezaprobaty dla takiej organizacji emanował z mojej twarzy jak to, że podczas lotu nie spałem ani trochę.

Kolejna stacja w drodze krzyżowej przez terminal to kontrola paszportowa. To co, że jestem powracającym gajdzinem; co, że jestem nawet zwolniony z pieczątek? Automatyczna bramka też była zamknięta. Ustawiłem się do zwykłej, z napisem Japanese Passports/Reentry Permit. Stałem może dwie sekundy gdy podszedł do mnie oficer porządkowy, odpowiedzialny za pokrzykiwanie na przyjezdnych i wydał do mnie serię dźwięków: Hey! You! Not here! Not for you!. Odpowiedziałem mu tą samą dezaprobatą i podszedłem do zwalniającego się właśnie okienka. Zdążyłem tylko krzyknąć do celnika: sutanpu nasi de! (bez pieczątki!) gdy uniósł ją do góry. Nie pomogło.
Dobry początek dnia.

Odbierając walizkę zgadywałem w myślach co mi się przytrafi na trzeciej stacji, przy kontroli zawartości. Jednak wyćwiczona wcześniej tego poranka mina odpowiadająca na pytanie "Czy to twój bagaż?" skutecznie odstraszyła gościa przed zadawaniem kolejnych. Ciekawe jak bym mu wyjaśnił, że to co rozlało się po wszystkim to chrzan...

Tak więc jestem back in Japan, w samym środku pory deszczowej. Trochę nie na miejscu, zniechęcony, zdezorientowany. Obudziłem się po tygodniu pracy, idę coś zjeść.

ps1. podziękowania dla kancelarii radcy prawnego "Orłowska" za nie pierwszą już pomoc w k-raju. No i dla szanownego Pana Prezesa ;)

ps2. ktoś się wybiera do jebisu głosować?

5 komentarzy:

VdV pisze...

Tak, ja. Ale do innej ;)

Pozdro

Ser pisze...

Ja do odpowiedniej, ale kolo poludnia ....
Ciekawe ile ludzi w ogole przyjdzie.

Pozdrowienia

Jesss pisze...

Gratulacje za odprawe :-)
Swoja droga, to chyba Japonia przoduje w farsie zwanej "swinska grypa" :-) (no moze lepszi byli w Egipcie, gdzie wymyslili wybicie wszystkich swin w kraju).
Coz... porownanie rozwojowe z dzialaniem krajow dosyc ciekawe. W sumie wynika, ze jedni i drudzy absolutnie nie kumaja o co chodzi.

Puchatek w Szortach pisze...

Ja bym sie tlumaczyl, ze polewasz bagaz wasabi, zeby odstaraszac bakterie ;)

anjel pisze...

Miał do nas jakiś miesiąc temu przyjechać pewien psor z Kyoto na wizytację mającą zaowocować pierwszą wymianą z Japonią w tym całym instytucie (bynajmniej nie japonistyka, ale język jest), ale wyprawa została odwołana - dlaczego? Ze strachu przed załapaniem świńskiego bakcyla na komunikacyjnych rozdrożach!