niedziela, 14 czerwca 2009

Chōshi made


Półtorej godziny jazdy pociągiem linii Narita z miasta Narita; dwadzieścia minut telepania drezyną linii Chōshi z miasta Chōshi i znajdujesz się w najdalej położonym na wschód krańcem Metropolii Tokijskiej (Itto Sanken).



Z każdą minutą spędzoną w drodze tutaj, czas spowalnia o ułamek sekundy. Dostrzegasz to dopiero po dotarciu na miejsce. Życie tutaj toczy się tak normalnie, że nienormalnym staje się świat, z którego ty przybywasz.
Przegłodzeni w pociągu, od razu ruszamy na owoce morza - tak świeże, że nawet nie pachną rybą. Potem godzinka spacerkiem wzdłuż wybrzeża.






Takie miejsca uspokajają duszę, przynoszą natchnienie i chęć do życia.

Jeśli lubicie podobne podróże to polecam rozpoczynający się niedługo sezon biletów Seishun 18 Kippu. Może kiedyś sam się skuszę.

5 komentarzy:

VdV pisze...

Z centrum do krańca wschodniego stolicy, w której mieszkam jedzie się hm... no może z 15 minut nawet (wydaje mi się że raczej 5). Ta stolica to prowincja bez ruszania się z niej ;)

anjel pisze...

Kiedyś, kiedy zapragnęłam gorąco zażyć prawdziwego oceanu, wybrałam się właśnie do Chôshi. Kolejeczka to naprawdę ciekawe przeżycie, tu muszę się zgodzić. Ale, choć pewnie przez nienastrajającą aurę pogodową, nie nastroiło mnie to to życia samo z siebie. Lało potwornie, tak, że dotarcie do latarni morskiej (na pewno tam byliście) zajęło o przystanku z pół godziny,tak trzeba się było pokładać na wietrze i deszczu.
Ale w owej latarni spotkała bardzo żywotną shufe, z którą od tamtej pory miewałam różne przygody, lecz znajomość skończyła się parę miesięcy później równie nagle, jak się zaczęła. Żywotna pani przestała dawać znaki życia.

Ale tego dnia prosto z latarni pobrnęłyśmy do lokalnego solonego onsenu i na lokalne najjedyńsze, jak wszędzie, datemaki zushi, czyli rybkę w grubym na pięść omlecie.

Ciekawie :)

p pisze...

Ładnie :)

Anonimowy pisze...

ale numer. bylismy tam w niedziele tydzien wczesniej. piotr

WiT pisze...

Nie wysiadaliśmy nawet przy latarni bo wysiadły tam wszystkie szufy (z 60 gdzieś...). Pojechaliśmy do ostatniej stacji gdzie nie było żadnej wycieczki, tylko cisza i spokój.