niedziela, 31 maja 2009

Nie na temat

Dziesięć tysięcy metrów nad poziomem ale przyzwoicie; dziewięć tysięcy kilometrów z domu do domu przemierzam który już raz? Samolot wystartował opóźniony ile godzin, ile dni? Moje linie lotnicze z-apgrejdowały swoją mapę do poziomu 3D, z płynnymi animacjami i dodatkowymi informacjami, takimi jak położenie co sławniejszych wraków statków na dnie morza. Możesz dowiedzieć się gdzie w 1676 zatonął Kronan czy w 1945 Wilhelm Gustloff. Ciekawe, że nie pokazują na mapie miejsc katastrof lotniczych. Chociaż może przelatując nad Lasem Kabackim akurat jadłem swój pudding z gorzką czekoladą? Na suchym lądzie za Kaukazem mapa ta pokazuje dużo więcej miejsc w których nie chciałbyś lądować awaryjnie niż wszystkie poprzednie, które widziałem.

Podczas dwunastogodzinnego lotu pod wschodni wiatr przeczytałem dwa tomy felietonów Jeremego Clarksona. Dowiedziałem się m.in. o jego procedurze, która sprawia, że jedna para majtek starcza na 4 dni ("Drugiego dnia nosi się je tyłem na przód, trzeciego na lewą stronę i wreszcie czwartego dnia tyłem na przód i na lewą stronę") i o tym że kurczaki, które hoduje mają imiona po członkach angielskiej drużyny futbolowej.

Samolot, w którym siedzę wypełniony jest głównie Japończykami. Znaczna większość z nich świętowało swoje siedemdziesiąte urodziny już jakiś czas temu. Zupełnie jak pasażerowie lotu Jeremego, chodzą do ubikacji co 15 minut. W powietrzu, oprócz bąków, wyłapałem unoszące się oburzenie z faktu, że do obiadu w tą stronę Szwajcarzy nie podali obowiązkowej soby z sosem sojowym i wasabi (japoński makaron gryczany, obecny jako przystawka we wszystkich dotychczasowych lotach do i z Japonii, jakie miałem okazję odbyć). Nie było też pałeczek - kryzys pełną gębą. Interesujące, że wcześniejszy "connecting flight" z Warszawy, wypełniony był ludźmi w moim wieku i wszyscy byli szczęśliwi z serwowanego przez chusteczkę rogalika bez nadzienia. Nikt ich nie nauczył wymagać np. ogórka kiszonego.

Oprócz wspomnianych felietonów, w księgarni na Okęciu nabyłem wyznania "Księżyc yakuzy. Wyznania córki gangstera" autorstwa S. Tendo ale omamiony papką Clarksona nie dałem rady napocząć tej, przyozdobionej na okładce tatuażami, ciekawostki. Ktoś z Was miał okazję? Warto? Pytam bo jedna z rzeczy, których nie lubię, to wybieranie książek. Nigdy nie wiem co kupić. Perspektywa straconego czasu nad nietrafionym wyborem dobrniętym do połowy skutecznie odstrasza od pochopności.

A skoro o tym - tak się składa, że największym sukcesem mojego przydługiego pobytu w k-raju były narodziny nadziei, że po wakacjach w księgarni znajdziecie papierową serię tokyobynight.pl, wydaną za czterdzieści-parę złotych, w miękkiej oprawce; tak by każdy mógł sobie przypomnieć moje stare dobre czasy, siedząc na sedesie, w altance bądź na twardej ławce w poczekalni lotniska bez darmowego internetu. Trzymajcie kciuki - może się uda.

W moich słuchawkach leci trzeci album koncertowy najlepszej australijskiej kapeli jaką dotąd poznałem, The Cat Empire; po niej Manchester Orchestra, którą dziwnym trafem zatrzymałem w katalogu "\fresh" i potem pokochałem. Mam nadzieję, że po zamknięciu laptopa i dopiciu ostatniej przysługującej mi buteleczki białego wina zasnę na siedząco, tak mi dopomóż losie mój, rzeko. Pan Tanaka obok mnie już kima.

Kilka fotek z Polski ku pamięci:





6 komentarzy:

ewoska pisze...

Byłoby super gdyby wyszła Twoja książka! *trzyma kciuki* :)
Pozdrawiam!

Marcin W pisze...

O! Byłeś w Sopocie?

Vanti pisze...

Pomimo, iż dawno nie komentowałem nic na tym blogu, to zaręczam że cały czas jestem jego stałym czytelnikiem ;) Trzymam gorąco kciuki za powodzenie wydania Twojej książki. Z dziką rozkoszą poczytam Twojego bloga w wersji papierowej. A jeżeli będziesz robił tournee po polskich księgarniach to na pewno poproszę Cię o autograf i zaproszę na jakiegoś browarka w stolicy.

Anonimowy pisze...

Doczekać się nie mogę :-)

Puchatek w Szortach pisze...

Troche z innej beczki - wie ktos co sie dzieje z restauracja "Polonez" w Nagoya? Chcialem sie tam dodzwonic pare dni temu, ale nr telefon nie dziala, ich stronka tez nie - smutno by bylo dowiedziec sie, ze juz nie mozna potancowac z kluskami :(

Anonimowy pisze...

Ha! No i przeczytalam wszystko! Calutkiego bloga, od samego poczatku z tchem zapartym..:) Czekam niecierpliwie na ciag dalszy i wersje ksiazkowa tonac w zachwycie i pelna podziwu. :)