sobota, 16 maja 2009

Inna planeta

Japonia…

Po wpisaniu tego mimo wszystko wciąż egzotycznego dla nas słowa w najpopularniejszą na świecie wyszukiwarkę otrzymujemy na dobry początek 8 870 000 stron internetowych…

I przynajmniej tyle myśli, wrażeń, emocji i komentarzy kłębi się w naszych głowach po powrocie z tej jakże odmiennej niż nasza „planety”.

Nasza przygoda z Japonią trwała trzy tygodnie. Trzy intensywne tygodnie, które dostarczyły nam niezapomnianych wspomnień na całe życie. Trzy tygodnie, w których liczby pokonywanych piechotą w ciągu dnia kilometrów chyba nie uda nam się już nigdy przebić. Podobnie jak odległości przebytych w ciągu dnia różnymi środkami komunikacji. Staraliśmy się ten czas wykorzystać najlepiej jak się dało, jak najwięcej zobaczyć, jak najwięcej spróbować, jak najwięcej poczuć, zapamiętać, zaobserwować… Czasami poddawaliśmy się zmęczeniu i wychodziliśmy z domu godzinę lub dwie później niż zaplanowaliśmy, bo nogi kategorycznie odmawiały dalszej współpracy bez zapewnienia dłuższej regeneracji.

Poniżej niewielka część naszych obserwacji dotyczących tego kraju pełnego sprzeczności, które łączą się harmonijnie i tworzą coś, czego nie sposób znaleźć chyba nigdzie indziej na świecie:

Czyste i niezaśmiecone ulice vs. notoryczny brak śmietników.

Telefony – koniecznie z klapką, koniecznie z milionem rozmaitych przywieszek, z obracanym panelem dla łatwiejszego oglądania telewizji, najlepiej różowe vs. cisza w zatłoczonych wagonach pociągów i autobusach, przerywana jedynie stukotem kół i wielokrotnie powtarzanymi dwujęzycznymi komunikatami dla podróżujących.

Wagony pełne śpiących ludzi niezależnie od godziny vs. nigdy niezasypiające ulice, na których nawet o 3.00 nad ranem samochody stoją w korku.

Doskonale zorganizowana sieć komunikacji, pozwalająca sprawnie dotrzeć do najdalszych zakątków kraju vs. problemy w nawiązywaniu kontaktów, a nawet w odezwaniu się do nieznajomego.

Legendarne oddanie pracy lub nauce, która zabiera niemalże całą dobę vs. ludzie w najdziwniejszych strojach, jakie przyjdą nam do głowy, których spotkać można o każdej porze dnia i nocy na ulicy, a także boiska do baseballu i pola golfowe cieszące się przez cały dzień pełną frekwencją.

Supernowoczesne pociągi poruszające się z prędkością 250 km/h vs. staromodne taksówki z koronkowymi pokrowcami na siedzeniach.

Pociągi kończące kursowanie o północy vs. stujenówki czynne do 3.00 na ranem i całodobowe combini, w których załatwisz wszystko: od kupienia piwa po wydrukowanie kolorowych zdjęć w samoobsługowej maszynie.

Bezdomni ludzie w parku mówiący w miarę płynnie po angielsku vs. nieumiejące odezwać się po angielsku nastolatki.

Młodzi kolesie w butach na obcasach i z damskimi torebkami vs. mężczyźni w obowiązkowym granatowym, czarnym lub ostatecznie szarym garniturze i kobiety w kimonach podążające do świątyni.

Niesamowicie zatłoczone i głośne uliczki przy Ueno vs. spokój, cisza i śpiew ptaków w Hakone u stóp majestatycznej i świętej dla Japończyków góry, której wizerunek widnieje na milionach pocztówek i innych gadżetów.

Tłok, chaos i ścisk w wagonach pociągu jadącego do Tokio o 8.30 rano vs. uporządkowane kolejki ustawiające się w wyznaczonych obszarach na peronach.

Podziwianie i dotykanie delfinów w jednym z Aqua Parków vs. superświeże sushi na targu Tsukiji o 6.45 rano.

Przejażdżka roller coasterem w centrum Tokio o 9.00 rano vs. piwko na plaży przy Enoshimie o zachodzie słońca z widokiem na surferów czekających na fale.

Swoisty freak show i tańczący Elvisi w niedzielę przy Harajuku vs. tradycyjny pełen skupienia trening kendo w parku Yoyogi kilkadziesiąt metrów dalej.

Tradycyjne japońskie toalety (czytaj: porcelanowa dziura w ziemi) vs. zachodnie muszle klozetowe z podświetlanymi i ogrzewanymi deskami sedesowymi wyposażonymi w panele kontrolne.

Praktycznie miniaturowe samochodziki żwawo poruszające się 24h/dobę po ulicach Tokio vs. wypasione lowridery pojawiające się po zmroku i unikające wzroku polującego na nie turysty.

Setki świątyń pamiętających najstarsze japońskie dynastie, zachwycające pięknem i harmonią otaczających ogrodów vs. programy telewizyjne, uwłaczające średniointeligentnemu telewidzowi i olbrzymie, często kilkupiętrowe salony gier gwałcące oczy i uszy krzykliwymi kolorami i nieznośnymi dźwiękami.

Dzieci z gołymi stópkami nawet w chłodne dni, noszone w nosidełkach na plecach vs. psy w najmodniejszych strojach od znanych projektantów, w świecących obrożach, wożone w wózkach.

Bezzałogowy pociąg jadący na sztuczną wyspę vs. ryksze ciągnione przez rykszarzy w tradycyjnych ninja shoes.

Jajka na twardo w czarnych skorupkach vs. czekoladki z zielonej herbaty.

1200 km z Jokohamy do Fukuoki w ciągu 300 minut vs. 7 pięter w Yodobashi nie do przejścia w ciągu jednego dnia.

Ramen, tempura, katsu, okonomiyaki, sushi i inne pyszności vs. plastikowe potrawy przed każdą restauracją.

Mnisi modlący się na ruchliwych skrzyżowaniach Tokio vs. dzieciaki przebierające się za anime na Odaibie.

Niesamowite budynki rodem z filmów fantasy, cudowne świątynie i chramy vs. paskudne centra handlowe plus nijakie bloki i wieżowce.

Superzurbanizowane miasta, w których wykorzystany jest każdy metr kwadratowy ziemi, będące w stanie oprzeć się żywiołowi trzęsienia ziemi vs. daniele spacerujące sielsko po ulicach Nary i kruki zmyślnie rozmaczające sobie bułkę w fontannie.

Wąskie budynki i piętrowe parkingi vs. rozległe pola ryżowe pokryte warstwą wody.

Supersterylność, ręce dezynfekowane spirytusem przed dotknięciem delfina, mokre antybakteryjne chusteczki przed każdym posiłkiem, maseczki higieniczne na twarzy vs. nieużywanie chusteczek do nosa (każdy może się domyśleć efektu), plucie na ulicy i głośne siorbanie ramenu.

Kilka kolejnych obserwacji w obrazkach:

schemat linii tokijskiego metra...

miasta, które nigdy nie śpi.

I feel train to you (znaczy się pociąg do ciebie czuję),

a ten z tyłu to chyba Reksio;

ostre burito było, Asakusa.

Fake beer,

real tuna.

Return to innocence,

kamikaze boski wiatr, nie ma przebacz...

Elvisi żyją, tańczą i piją,

a typowi pedestrianie w Tokyo pozują,

Odcinek specjalny dla żółwi,

taniec i swawola dla ludzi.

shinkansen race

beauty and the beast

no more war / just PEACE

purezento deska?

moonfishing

Magda, odsłoń panu samogłoskę

40 i spada...
Komplet zdjęć trzymamy na picasie.

Podsumowując, świat sprzeczności, ale jednocześnie niesamowitej harmonii. Nowoczesność pędząca niczym shinkansen cieszy się z obecności tradycji, która snuje się niczym znudzony jeleń pod schodami jednej ze świątyń w Narze. Bogactwo przeplata się z biedą. Praca przeplata się z rozrywką. Życie toczy się dalej.

Czyli prawie tak, jak wszędzie.

Prawie, bo to jednak inna planeta…

Planeta, w której można się zakochać.

19 komentarzy:

Aleksandra pisze...

O matko, jak cudnie. Rzeczywiście tyle sprzeczności, ale wszystko razem tworzy niesamowitą i oryginalna całość, której nigdzie indziej się nie znajdzie. Pięknie.

Maja pisze...

Dzieki za notke! Kapitalne komentarze do zdjec, swietne obserwacje. 2 miesiace temu bylam w Tokyo, ach jak mi sie teraz teskni... : )

ShinnRa pisze...

Takie kontrastowe opisy powodują, że człowiek coraz bardziej chce się tam wybrać i na własne oczy zobaczyć te sprzeczności. Zdjęcia cudne tak jak i fantastyczny opis Japonii...

Wojtek pisze...

Ciekawa rzecz. Byłem w tamtych miejscach, no cóż niedawno, ale zrobiło sie z tego 21 lat temu. Obserwacje dokładnie te same. I jeszcze jedno z czym sie zgadzam, to wrecz moje slowa - to inna planeta. I jeszcze - to przygoda do pamietania na cale życie.

WiT pisze...

Bardzo dziękuję za ciepłe przyjęcie Ady i Grzesia na blogu. Osobiście uważam, że spośród wszystkich znajomych odwiedzających mnie w Japonii, oni wykorzystali swój czas najlepiej. Ba, nawet zarzekają się, że jeszcze tam wrócą :)

Iwona pisze...

Sama prawda a jak pięknie ujęta ...

essenita pisze...

Super relacja, brawo :)

renczus pisze...

"zachodnie muszle klozetowe"

AFAIK washlety to wymysł Japończyków, nie zachodu.

Bardzo ciekawy wpis.

Anonimowy pisze...

WOW!!!! Jeden z najlepszych wpisow od bardzo dawna. Mam nadzieje ze wyladuje na tej innej planecie za 3 miesiace (:
Pozdrawia Edek z fabryki kredek

Anonimowy pisze...

Swietna notka, genialna...

Anonimowy pisze...

delicious loli

Anonimowy pisze...

Nareszcie cos ciekawego bo nudno bylo ostatnio

Anonimowy pisze...

Byłem, jeszcze nie tak dawno..
Łezka się kręci w oku..

Przy pierwszej okazji wracam do do tego kraju i zostaje tam na zawsze.

Dominik

tsan pisze...

Bardzo celne obserwacje, ale dodam - dla osób, które w Japonii jeszcze nie były, że prowincjonalne miasta nie są aż tak pełne sprzeczności.

Anonimowy pisze...

Genialny wpis i super relacje :)Prosze o wiecej;]

Anonimowy pisze...

a blog umiera śmiercią naturalną

Higany pisze...

Gdy patrzę na zdjecia shinkansen'a to przypominają mi się kartki wysyłane z Japonii do mnie przez mojego tate :)

Crono pisze...

Burito na Asakusa jak sie idzie od Ueno to wyglada jak "kupka"
dopiero potem zostalismy uswadomieni ze to ZNICZ :D

FoxSzczecin pisze...

No swietny opis...zweryfikuje juz 5 wrzesnia ;) Sprawil ze czas oczekiwania na wyprawe moja staje sie teraz meczarnia :)