piątek, 17 kwietnia 2009

Przyjaciel

(ang.: friend), słowo o bardzo szerokim znaczeniu. Kim jest przyjaciel dla mnie? Nie miałem pojęcia jak używać tego terminu i tak naprawdę nadal nie do końca wiem. Wszystko było jasne dopóki przez 25 lat swojego życia obracałem się w towarzystwie używającym języka polskiego. Wtedy wiedziałem, że to słowo ma specjalne znaczenie i nie należy go nadużywać. Angielski trochę sprawę komplikuje.
Dziś, w samolocie, wino podpowiedziało mi jak stopniować ten termin. Otóż wszystko zależy jak częstą komunikację z danym "przyjacielem" tolerujesz. Jeśli kontakt raz na miesiąc jest wystarczający i gdy spotykacie się częściej nie bardzo jest o czym gadać, albo nawet denerwuje Cię gdy ten ktoś zawraca Ci głowę wieczorem, daleko mu do przyjaciela, znacie się. Gdy odczuwasz potrzebę jakiegokolwiek kontaktu raz na dwa tygodnie, telefon, email, co słychać, wyskoczymy na piwo - ale nie rozmawiacie częściej, czasem bywają miesiące, że w ogóle - to jest twój kumpel, ew. kumpela (ale tylko w przypadku osób tej samej płci). Kolejnym etapem wydaje mi się kontakt częstszy niż dwa tygodnie, wspólne aktywności podnoszące rangę waszej znajomości. Tenis, bilard, ryby - potrzeba pobycia z kimś, pogadania o duperelach wplatając swoje osobiste wątki. To stan bliski przyjaciela ale jeszcze nie to.
Przyjaciel wg. mnie zaczyna się wtedy i tylko wtedy, gdy znosicie się nawzajem codziennie, na dobre i na złe, czasem krzyczycie ale znosicie. Gdy możesz opowiedzieć mu dowcip przez drzwi siedząc na kiblu, wiesz czy ma dziś dobry dzień czy też zły, rozumiesz go - on doskonale rozumie Ciebie i obaj nie wykorzystujecie tej wiedzy przeciwko sobie. Na dobre i na złe. To jest przyjaźń, taka zdefiniowana przeze mnie dziś, niekoniecznie łatwa do doświadczenia.

A tak na boku, pragnę polecić twórczość zespołu Beirut, której właśnie słucham. Bogata, żywa, przynosząca natchnienie i pobudzająca zmysły muzyka. Znam już całą antologię chyba na pamięć a i tak za każdym razem słyszę coś nowego.

5 komentarzy:

Wojtek pisze...

No nie wiem?? ~~~? To jest Twoja definicja, wiec moze byc dla Ciebie prawdziwa (ok. ale moze powinienem w takim razie napisac "Pana", bo na Ty w naszej kulturze, to tylko do tych od kibla;-), ale tak uniwersalnie, to chyba mało trafna. W sumie nie wiem czy gosc, ktorego spotykalem codziennie na studiach, kawalow z kibla mu nie opowiadalem, ale zdarzylo sie ze rzygaliśmy zaraz po sobie do niego, a teraz nie widzielismy sie 20 lat - poza jednym wypadem do Kopenhagi, to on jest tym przyjacielem czy nie, a moze był a juz nie jest?

una-clover pisze...

Dołączam się do polecania Beirut'a, zaprawdę melodyjna i zaskakująca muzyka...
A co do definicji przyjaciela, to chyba kazdy musi odnaleźć swoją, ja własnej jeszcze nie posiadam...

Anonimowy pisze...

kurde człowieku...uświadomiłeś mi, jakiego przyjaciela naprawde mam....dziękuję Ci za to
jesteś wielki
gorąco pozdrawiam

Anonimowy pisze...

A może tak :
Przyjaciel, to osoba, z kora przez lata całe nie masz o czym gadać ale wiesz, że jeśli w środku nocy świat spadnie Ci na głowę, to zadzwonisz i będzie na Ciebie czekał za dwie godziny tam, gdzie się umówiliście ( nawet jeśli będzie wściekły, bo właśnie przestał grzać sie ciepłem swojej żony / nie żony i następnego dnia będzie miał jazdę )
Może tak być ? ;-)

Anonimowy pisze...

sorry,
zapomniłem podpisu...
Ash