niedziela, 29 marca 2009

O tym co u mnie

Do Tokio powoli WiTa wiosna. Ciągle jeszcze pizga zimnym wiatrem po uszach ale pękają już wiśniowe pączki, wychodzi słońce, ludzie na ulicę.
Ostatni tydzień spędziłem na kaszlu. Odchorowałem dwa wspaniałe wyjazdy snowboardowe. Jednak gram kondycji w połączeniu z całym odważnikiem nieprzespanych nocy, całym dniem na stoku i tygodniem za biurkiem - nie sprzyja układowi odpornościowemu. Mimo tego, że zacząłem w końcu nosić maskę, zaraziłem się jakimś syfem w pociągu i właśnie dochodzę do siebie na mojej łodzi, w Yokohamie. Wczoraj i dziś wymsknąłem się tylko na chwilę do Ootoya na obiad, to takie niedzielne miejsce dla mnie. Przejechałem rowerem przez park Yamashita, by utrwalić wspomniane pączki, czego produkt poniżej i wróciłem do patrzenia w monitor. Jeszcze nigdy w życiu się tyle nie uczyłem, bleh.




Poza tym za kilka tygodni wpadają goście z k-raju, niewiele później ja sam będę tam gościem. Może się trafi też Hong Kong znów na parę dni w międzyczasie.
Mamy jakiegoś rodaka w Hong Kongu?

Blackbird, fly

Kilka tygodni temu, w ramach prezentu dla samego siebie za zdanie 4Q, zakupiłem sobie plastikowy aparat, o którym myślałem już od dawna. BBF, z daleka wyglądający jak klasyczny rolleiflex, ma tą niezwykłą możliwość, robienia zdjęć na pełnej szerokości filmu 35mm, łącznie z perforacjami. Niestety, jaki egzamin taki aparat. Po rozpakowaniu z fikuśnego pudełka okazało się, że nóżka z gwintem do mocowania statywu jest wyrwana, i tak bym nie używał - pomyślałem. Dokupiłem więc parę 12 klatkowych filmów i czekałem na okazję (plastikowe soczewki i specyficzna obsługa mocno ograniczają przydatność tej zabawki w warunkach nie idealnych). Co prawda na co drugim zdjęciu o czymś zapomniałem ale zabawa jest przednia.
Po wywołaniu pierwszego, snowboardowego zresztą filmu okazało się, że wyrwana nóżka spowodowała jednak jakieś pęknięcie w obudowie aparatu, przez które wdziera się światło, jasną smugę widać po środku każdej klatki, również na kolejnych kliszach. Aparat oddałem, nawet nie wymieniałem na nowy bo już się napstrykałem. Wracam do lomo.


poniedziałek, 16 marca 2009

Mono

Bynajmniej, grają w stereo. W sobotę byłem na ostatnim, przed wyjazdem na europejskie tourne, koncertem grupy Mono. Mocna kakofonia porządnych dźwięków zrobiła na mnie wrażenie już na zeszłorocznym Fuji Rock Festival. Ta muzyka pasuje jednak bardziej właśnie do klubowych ciemności niż upalnego letniego popołudnia w lesie. Grają długo, tajemniczo; jedyny wokal jaki z siebie wydali był grupowym okrzykiem radości za kulisami, po udanym występie. Polecam zobaczyć i posłuchać osobiście bo 5 kwietnia odwiedzą Stary Browar w Poznaniu. Pozycja obowiązkowa, zwłaszcza, że bilety są śmiesznie tanie.







Polecam też zerknąć na ciekawy teledysk do singla promującego ich nowy album.

wtorek, 10 marca 2009

Codziennie

Kilka fotek zebranych w folderze do publikacji przez ostatnie dwa tygodnie, bez specjalnego komentarza:








Powyższa fotka wyszła Hani.

A na koniec moje upragnione, zdjęcie z Wałęsą ;>

Oczywiście ja to ten co szuka jedzenia. To ujęcie podesłał pierwszy PAParazzo w Japonii, Jacek.

sobota, 7 marca 2009

Ogłoszenie drobne

Sprzedam obiektyw Tamron SP AF 14mm f/2.8IF z mocowaniem do Canona. Kupiony w styczniu 2007 w Japonii, używany niewiele. Stan bardzo dobry, osobista dostawa do Warszawy 25go kwietnia, ew. wysyłka w każdej chwili. Cena 2000zł.
W zestawie skórzana pokrywka i pokrowiec.

Strona producenta tutaj.
Przykładowe zdjęcia nim zrobione tu, tu i tu.

Foodex

Trzydzieste czwarte targi żywności Foodex Japan dobiegły wczoraj końca. Jedna z najciekawszych imprez masowych tego typu przyciąga ludzi różnorodnością jedzenia, które w normalnych warunkach nie miałoby szans trafić na japoński stół. Tak tak, władze z jednej strony uśmiechają się do importerów, minister mówi o wolnym rynku żywności ale wszyscy importerzy skarżą się na udziwnienia prawne i wysokie opłaty celne przy sprowadzaniu jedzenia z zagranicy. Rodzimy rynek mimo, że mocno zależny od importu, jest mocno chroniony przez prawo.
No ale do rzeczy. Targi odbyły się w Makuhari-Messe (tak jak wszystkie targi w okolicy chyba - patrz np. Tokyo Motor Show). 8 połączonych ze sobą hal, podzielonych na trzy rewiry: japoński, zagraniczny z dużymi pawilonami (włoski, hiszpański, amerykański czy meksykański) i taki z mniejszymi (np. polski - choć i tak podobno tegoroczna wystawa była największa w historii i organizatorzy zarzekali się, że więcej takiej nie zrobią bo się nie opłaca...)


Tuż przed inauguracją Maorysi tańczyli do Boga o powodzenie nowozelandzkich win.

Meksykańska ekspozycja kulinarna tańczyła co kilka godzin, w przerwie na zmianę oleju pod "Genki Yakiniku".

Telewizja kręciła historię polinezyjskich trunków.

Można było podziubać sery z różnych dziwnych miejsc,

spotkać miłych ludzi.



Polskie sezamki sprowadza o dziwo firma amerykańska.
Jako "organic food", od kwietnia dostępne będą w sieci Natural Lawson - 110JPY za paczuszkę.

Japońska sałata sprzedaje się lepiej z francuską nazwą.

Polski kucharz pichcił sosy, zupy i mięsiwa.

Do tego tureckie lody kręcone w japońskim pawilonie,

i duża ekspozycja targu Tsukiji, który notabene został znów otwarty dla turystów - niedługo się wybieramy;
a na koniec akcent polityczny:

wtorek, 3 marca 2009

Co Japończycy myślą o polskim jedzeniu?

Niewiele o nim wiedzą. Mają trochę obaw jakościowych, obawiają się chemicznych dodatków ale Ci co byli w Polsce i spróbowali bardzo przekonują resztę do tego by importować, importować więcej! Mowa o debacie po seminarium poprzedzającym targi Foodex 2009.
Po prezentacjach związanych z poszczególnymi gałęziami polskiej produkcji spożywczej oraz mini-raporcie z badań japońskiego instytutu Norinchukin na miejscu, w kraju kiełbasy i kartofla, złożona głównie z japońskich importerów jedzenia widownia, zadawała pytania.
Pytali o to dlaczego Rosja kwestionowała jakość polskiego mięsa, jak opisujemy skład produktu na opakowaniu i czy używamy kodów kreskowych. Gdy rozwiano wszelkie wątpliwości została degustacja - bo jakże inaczej przekonywać.









Delegacja przywiozła mnóstwo jedzenia. Przyjechał też kucharz, który przygotował bankiet dla VIP'ów, teraz jest na targach i gotuje na bieżąco. Nie byłem jeszcze w takich okolicznościach. Golonka, kopytka, piwo koźlak, pierogi z jagodami, wędliny pachnące tak, że nie sposób koło nich przejść obojętnie. Dodatkowo kefir, ciasta, czekolada z Krakowa. Polmos promuje domowe nalewki na spirytusie, bo nie mogą podobno patrzeć jak japońscy studenci piją go na czysto





Pani Ambasador bacznie czuwała nad poziomem dyplomacji.

Prezydent Lech Wałęsa, rozchwytywany przez wszystkich, odwiedził targi na chwilę przed rozpoczęciem. Wraz z Ministrem Rolnictwa, Markiem Sawickim przecięli wstęgę, uroczyście otwierając trwającą do piątku ekspozycję. Nihonsiu serwowana na bankiecie tak średnio smakowała Panu Prezydentowi.