piątek, 27 lutego 2009

Kamata Onsen

Wczoraj wybrałem się z kolegą do łaźni w centrum miasta. Nie ma to jak pogadać o polityce i sporcie nago przy piwie. Miejsce ma dumnie brzmiącą nazwę Kamata Onsen ale tak naprawdę jest to małe lokalne "sento" tyle, że zasilane naturalnie mineralizowaną wodorowęglanem sodu wodą, co czyni ją czarną w kolorze. Podobno pomaga na tuzin różnych dolegliwości.
Wejście do lokalu, mającego swoje lata świetności dawno za sobą, kosztuje 450 jenów; suszarka przy wyjściu 20. W środku dostępne cztery różne "ofura" w tym jedno pod prądem (poważnie - wchodzisz i pieści) oraz sauna.

Po wyjściu z łaźni zwiedziliśmy jeszcze pobliską rameniarnię, gdzie za 390 jenów można dobrze siorbnąć i pogadać z ciekawymi ludźmi. Jeden się taki trafił: bardzo się dziwił jak można być Europejczykiem i tylko raz w życiu odwiedzić stadion piłki nożnej. Potrafił wymienić połowę składu reprezentacji Polski z '74 i cieszył się jak dziecko gdy powiedzieliśmy mu, że Lato jest teraz prezesem PZPN. Nawet piwo nam postawił. Tylko miał problem z naszą flagą, nie pamiętał czy jest biało-czerwona czy czerwono-biała.
Tłumaczył też, sam od siebie, dlaczego Japończycy nie są tak wielkimi fanami futbolu jak np. bejsbola. Otóż wg. niego, ponieważ japońskie maniery nakazują we wszystkim działać wg. określonych kroków, z pauzą pomiędzy (np. przy jedzeniu: arigato gozaimasu-itadakemasu-gojisosamadeshita-arigato gozaimashita) tak stosunkowo statyczne sporty jak bejsbol, gdzie rozgrywka trwa pół dnia, pozwalają cieszyć się widowiskiem, pogadać ze znajomymi, wypić kilka piw, pójść do toalety i mimo tego nie ominąć ani jednego detalu z gry. A nie, jak to w piłce, 45min emocji, krzyków, śpiewów; kolejki do kibla w przerwie; potem druga połowa i człowiek zmęczony wychodzi...

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

..ja mam jedną prośbę - nie przestawaj pisać, site jest po prostu rewelacyjny.

Jakub pisze...

Ta woda jet specjalnie pod prądem, czy im się kabel urwał? :P

Hanna pisze...

Znakomity artykul, profesjonalna robota, nadaje sie do ksiazki.

Kimas pisze...

Ta woda z prądem jest najciekawsza, fajnie drętwieją w niej ręce. Zastanawiam się, czy często można coś takiego spotkać. Ja pamiętam to z jednego osnenu w Fujisawa.