niedziela, 18 stycznia 2009

Znów za rok matura♪

Po raz piąty wziąłem udział w ogólnokrajowym "egzaminie centralnym" dla licealistów, o którym powiadają, iż decyduje o przyszłości każdego młodego Japończyka. Napięcie sięga zenitu, bo (w pewnym sensie, rzecz jasna) chodzi o lepsze, czy gorsze życie. W Japonii ukończenie uczelni wyższej "na poziomie" bardzo pomaga w znalezieniu dobrej pracy, więc nauka licealisty ukierunkowana jest na jak najlepszy wynik tego właśnie egzaminu (potem jest już z górki). Ponieważ "losy się ważą", wszystko musi zagrać idealnie, inaczej organizatorzy i przeprowadzający egzaminy mogą być pozwani do sądu przez choćby wyczulonych rodziców. Rzeczywiście na twarzach tłumu licealistów zmierzających do wyznaczonych miejsc zdawania serii dwudniowych egzaminów widać to napięcie, ale od jego rozładowania są studenci pierwszych lat, którzy dodają otuchy przy okazji reklamując swoje kółka zainteresowań. Stał u wrót genialny chirurg Black Jack z wielką strzykawką, nakłuwający przechodniów "na szczęście", był Barack Obama wmawiający młodym, że "mogą tego dokonać", a odziani w same slipy studenci tarzali się w śniegu pokazując, że ten sprawdzian życiowy tak właśnie zahartuje przyszłego żaka. Był nawet ktoś przebrany za... drzewo wiśni wprowadzając wiosenną aurę w sercach zestresowanych przybyszów. Jednakże po sprawdzeniu tożsamości (każdy musi mieć przy sobie "kartę zdającego" ze swoim zdjęciem i numerem) i zajęciu swojego miejsca w danej sali nieznajomych ścian uniwersytetu. Uśmiech znikł a stres powrócił gdy równie nieznajomi profesorowie wnieśli worki z pytaniami. Wszystko zorganizowane jest tak, by zapewnić równe szanse i zapobiec ściąganiu. Lądujesz z ludźmi z różnych liceów, na pewno nie ma w sali nikogo z twojej klasy. Masz wyznaczone miejsce i nie wiesz, czy koło ciebie siedzi ktoś dobry, czy słaby. Dlatego wszyscy zdziwili się, kiedy jedna z uczennic została przyłapana dziś na zaglądaniu w kartę odpowiedzi swojej sąsiadki. Nawet starsi profesorowie kręcili głowami mówiąc, że w ich długoletniej karierze nigdy nie zdarzył się taki przypadek. Stwierdzili, że albo bardzo nie wierzyła w siebie, albo nie wytrzymała nerwowo i obwiniali rodziców, że za bardzo naciskają swoje pociechy wmawiając im, że jak nie wypadną dobrze, to ani na dobrą pracę, ani na dobre zamążpójście - nie będą mogli liczyć...
Egzaminy trwały dwa dni (sobota i niedziela), a zdający mogli wybrać spośród takich przedmiotów jak "wiedza o społeczeństwie" (a w niej np. etyka i geopolityka), "historia z geografią", "język japoński", "język obcy", czy "angielski ze słuchu" (żądnych szczegółów odsyłam do Wikipedii, choć część o urządzeniach Sony wykorzystywanych podczas "angielskiego ze słuchu" może stracić na aktualności, bo podobno firma przegrała przetarg na przyszły rok). Wybór przedmiotów zależy głównie od tego, jaki się wybrało uniwerek, bo to on decyduje jakie trzeba przedmioty zdawać, żeby się nań dostać. Oczywiście na renomowanych uczelniach są jeszcze egzaminy wstępne, jednak wyniki z "centralki" są brane pod uwagę i bardzo wiele znaczą.
W tym roku mi się poszczęściło i wylosowałem najmniej stresującą fuchę, tj. pilnującego porządku na korytarzu. Oczywiście porządek jest bez pilnowania, więc można siedzieć na krześle i zagłębiać się w dowolnej lekturze (w Japonii książki w księgarni dostają szare okładki, żeby nikt nie widział, co czytasz), jednak oprócz odprowadzania ewentualnych delikwentów do toalety (i patrzenia czy nie dzwonią do starszego brata) trzeba być gotowym na mdlejących, zapominalskich i "tych z problemem". Np. jedna panna zapytała, czy może używać kropli do oczu. Oczywiście nie wolno mi odpowiadać na takie pytanie, tylko udać się do Sztabu Głównego i zapytać Szanownej Komisji co sądzi o tym nagłym wniosku (odpowiadanie na własną rękę może tylko zaszkodzić, i to nie Tobie, ale Twojemu przełożonemu – gdyby jeszcze ktoś nie wiedział, dlaczego pani z japońskiego okienka leci ze wszystkim do "góry"). Dostałem instrukcję ("krople, wg. pkt. 43 na str 172 instrukcji egzaminacyjnej, można dopuścić, ale najpierw należy sprawdzić napisy na buteleczce"), po czym przekazałem je prowadzącemu w pomieszczeniu wnioskującej i wszyscy byli szczęśliwi...

Dwa dni minęły niczym z bicza strzelił. Zmiany pilnujących na korytarzu były co pół godziny, więc udało mi się przeczytać dwie książki i napisać ten wpis. Nie mówiąc o obszernych badaniach socjologiczno-antroplogicznych :)

10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

a kim ty w ogóle jesteś? nie znam cie

Kabura pisze...

Nikim godnym głębszego poznania.
Jak to zwykli odpowiadać angielscy dżentelmeni - "jestem mężem swojej żony, sir" ;)

Archon^^ pisze...

Witamy witamy i pozdrawiamy :P

Kabura pisze...

Witacie? Nie poznajecie? Przecież ja tu pisuję od czerwca 2007 :)

WiT pisze...

Kabura ty świeżaku! W końcu ktoś cię zauważył :D

Archon - byś się wstydził, musisz tu zaglądać częściej. A tak na marginesie, kupiliście już bilety?

ShaXbee pisze...

Rozbawił mnie anonim do łez :) Kabura trzymam w lodówce Łęcką Śliwowice na spotkanie w PL :)

Puchatek w Szortach pisze...

Czesc

Zueplnie nie na temat, ale mam nadzieje, ze nikt nie bedzie mi mial tego za zle:

W sobote, 31 stycznia, w Lawrence Hall w Londynie ( krotki spacerek od St. James's Park tudziez Victoria Stations ) miejsce bedzie miec Tokyo Day - wsyscy, ktorym za Tokyo teskno/nie znaja, a chieliby poznac, niech nie ronia lez i przychodza!
Troche wiecej na: http://www.tcp2009.com/

Raz jeszcze - mam nadziej, ze mnie WiT, ani nikt inny, za roznoszenie takich ulotek po blogu nie skarci ;)

RadaZ pisze...

Szare okladki moga jednak spotegowac fale "a co pan czyta?"-czy, ale z drugiej strony unika sie sytuacji, w ktorej uslyszymy: "i tak, jak zawsze, zabil lokaj" albo jak to bylo w Simpsonach, gdy mlody Homer i Marge wychodza z premiery "Imperium kontratakuje", przed kinem zwyczajowa, kilometrowa kolejka, a Homer: "Kto by sie spodziewal, ze Vader bedzie ojcem Luke'a!"

PS Moar Sapporo!

Kabura pisze...

Wit, jakie bilety?
Jakiś śpiący jestem. Bendem dziyś w stolycy, ale tylko na chwylę :)

WiT pisze...

To do Archona było. Normalnie wątek konfuzji...