niedziela, 4 stycznia 2009

Sendai raczej kulinarnie

W związku ze szczytem sezonu turystycznego w drodze powrotnej z Sapporo udało nam się dolecieć tylko do Sendai, które leży w połowie drogi do Tokio ale już na wyspie po której jeżdżą shinkanseny.

Miasto jak miasto, ale wystarczy pojechać 20km na północ, do Matsushimy, by znów cieszyć się przestrzenią,

oraz tanimi i świeżymi owocami morza.

Ostrygi znikały z naszych talerzy tak szybko, że nie zdążyłem im zrobić zdjęcia.


Archipelag 260 wysepek to jedno z najpiękniejszych miejsc w Japonii. Nie polecam jednak zwiedzać ich w styczniu bo ręce przymarzają do aparatu.

Sendai jest miastem ozorków. Fani tej części krowy znajdą tu dla siebie kulinarny raj. Na każdym kroku spotkać można knajpy specjalizujące się w ozorkach. Polecamy sieć restauracji rikyu, doskonałe i tanie żarcie z wołowego jęzora.


Poza tym wyjątkowo miła rzecz mi się przydarzyła w tej knajpie: siedzieliśmy przy zbiorowym stoliku i gdy podano nam jedzenie, obcy facet po posiłku, obok mnie, zapytał mnie grzecznie po angielsku "Can I smoke?"; pierwszy raz doświadczyłem podobnej kultury w Japonii. Równie zdumiewające było jego spokojne wyjście na zewnątrz gdy powiedziałem "please, no"...

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Mi by ani ozorki ani ostrygi przez gardło nie przeszły.

pau pisze...

na pewno smakuje 'jak kurczak', albo po prostu wołowina ? ..

;|

mcv pisze...

Coś niedobrego się ostatnio tu dzieje. Prawie każde zdjęcie, na którym jest coś bezpośrednio oświetlone przez Słońce jest… przepalone. I to tak masakrycznie. Active D-Lighting się zepsuł czy co? ;-)

WiT pisze...

No wiem, to efekt używania dwóch laptopów. Jeden wyświetla pełną gamę RGB i jest bardzo jasny, zdjęcia wywołuję lightroomem. Na drugim, używanym w podróży, z raczej przeciętnym ekranem, działam na picasie.

Popracuję nad tym, dzięki za uwagi.

Anonimowy pisze...

Ten facet pytający, czy może zapalić aby na pewno był Japończykiem...?!
Nie może być...! Pewnie jakiś "bywały" i gdzieś się nauczył, bo i angielski zna... ;) Myślę, że Ty z kolei, mogłeś być pierwszym w Japonii, który wyraził otwarcie własne zdanie = mu odmówił ;) Przecież tu "jarają szlugi" przy jedzeniu na potęgę i nikt słowem nic nie piśnie! Naprawdę Wit - przeżyłeś przygodę! ;)