sobota, 17 stycznia 2009

Każdy może zatrzymać pociąg

Wczoraj przydarzyło mi się awaryjne hamowanie.
Zwyczajny piątek wieczór. 21:30, linia K'sei w stronę Narity. Lekko zapchany wagon, większość ludzi drzemie na stojąco. Nie czuć zbytnio woni alkoholu w powietrzu.
Rozmarzony chłodnym trochę luksusowym piwkiem czekającym na mnie w lodówce staram się wytrzymać ukrop panujący w wagonie, myślę o rozpoczętym właśnie weekendzie i kilku innych drobiazgach.

Nagle ktoś z hukiem odsuwa drzwi między wagonami, przechodzi do nas i rozgląda się nerwowo po kątach, przestawiając zaskoczonych pasażerów. Facet koło trzydziestki, z długimi farbowanymi na brąz włosami, znajduje po kilku sekundach puszkę z napisem "emergency" w trzech innych językach. Powtarza "ciotto sumimasen", "ciotto sumimasen" i otwiera ją. Rozmowy w wagonie milkną, wszyscy koncentrują się na gościu z sąsiedniego wagonu. Koleś waha się jeszcze przed wciśnięciem czerwonego przycisku, ale nie szuka raczej zrozumienia w moim tłumie. Rozlega się elektroniczny pisk. Po 2 sekundach pociąg zaczyna, nie tak gwałtowne jak wydawało mi się w takich przypadkach potrzebne, hamowanie. Tuzin osób obok mnie wydaje dźwięk dezaprobaty, ktoś cmoknął ustami, inny westchnął z niezadowolenia. Wiemy już wszyscy, że będzie spóźnienie.

Gdy pociąg zatrzymał swój bieg w interkomie wewnątrz otwartej puszki rozlega się głos konduktora z końca pociągu. Z konwersacji zrozumiałem mniej więcej:

- Tu mówi konduktor, co się stało?
- Tak, pasażer zemdlał, leży - odezwał się rozemocjonowany gość z wagonu obok.
- Ah tak, już idę, proszę czekać - jakbyśmy mieli coś innego do roboty...
- Dobrze, dziękuję - tylko... to jest wagon... - rozejrzał się w poszukiwaniu numeru.
- Tak wiem, czwarty - zakończył konduktor.

- Trzeba było poczekać do następnej stacji - wtrącił jeszcze z dezaprobatą w kierunku długowłosego, siwy pasażer siedzący pode mną. Jego opinia pozostała jednak bez odpowiedzi.

Konduktor odłożył mikrofon nie wyłączając nadawania. Słyszymy jeszcze jak melduje o sytuacji do motorniczego po drugiej stronie składu. Mija chwila ciszy, w trakcie której każdy próbuje wychylić się jak najmocniej by sprawdzić czy widzi
omdlałego.

Zatrzymaliśmy się "w polu", na przejeździe kolejowym. Mimo nocy, widać że dookoła zgromadzili się przechodnie, szufa na rowerze, kilka samochodów. Sygnał ostrzegawczy, który słyszymy z zewnątrz, zmniejszył częstotliwość. Spojrzałem z powrotem, w stronę sąsiedniego wagonu. Z tłumu wyłaniał się powoli konduktor. Ktoś wskazał mu ponad swoją głową kierunek, w którym powinien iść. Do czasu gdy osiągnął swój cel, po kilku minutach od zatrzymania pociągu, omdlały pasażer, pozornie koło pięćdziesiątki, w okularach i zielonym płaszczu, ocknął się i nawet wstał na widok
konduktora.

Ten zapytał krótko:
- To pan zemdlał? Wszystko w porządku?
- Eee, przepraszam - odparł zmieszany.
- Czyli można do następnej stacji? Rozumiem.
Konduktor odwrócił się na pięcie i zniknął w tłumie.

Pociąg ruszył po chwili. Mieliśmy 6 minut spóźnienia, za które konduktor przeprosił w najgrzeczniejszej możliwej formie. Siwy komentator pode mną dodał jeszcze parę zdań pod nosem od siebie, ale sprawca zatrzymania nie mógł ich słyszeć, bo wrócił do swojego wagonu i siedział dumnie na kanapie. Omdlały pasażer opuścił pociąg na najbliższej stacji i ukłonił się zawiadowcy stacji, który wyszedł mu naprzeciw.

Tyle widziałem. Coś mi mówi, że nie była to choroba, tylko chwilowa pomroczność jasna spowodowana tradycyjnym piątkowym wieczorem...

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

kurczę Wit masz talent toż to prawie sensacyjna historia.Dosłownie jakbym tam była...możesz pisać książki:)

buziaczki
kinga

Anonimowy pisze...

Fajnie się to czytało :D

Anonimowy pisze...

Ja nie mogę, czy Oni są normalni...? To zamiast zająć sie facetem (pewnie zasłabł, bo mało tlenu w ciepłym tłumie) do następnej stacji,koleś zatrzymuje pociąg i wzywa konduktora...?! I poza "siwym" reszta pasażerów nic? Dajcie spokój, co za naród...

essenita pisze...

Jak dla mnie to nie ma się co tak dziwić ;)
Ja np. będąc w Tokio doświadczyłam innej "komunikacyjnej" niespodzianki. Przemieszczając się metrem z Shinjuku do Shimabshi mieliśmy 8 minutowy przestój, coś się rozkraczyło na torach. A ponieważ to było przed 9 rano, to w związku z opóźnieniem, w Shimbashi dostaliśmy wszyscy "usprawiedliwienie", że nasze spóźnienie w pracy wynika z opoźnienia metra, a nie naszego niedbalstwa. Powiem szczerze, że zbierałam szczękę z ziemii ;))))

P.S. zainwestowałam i smsa wysłałam, powodzenia!!!

Anonimowy pisze...

E tam! Usprawiedliwienia za spóźnione pociągi kolejarze/zawiadowcy wystawiali w Polsce juz 15 lat temu! 4 lata dojeżdżałam koleją do liceum - dobrze znam temat :)

essenita pisze...

Ja nie jeżdżę więc nie wiem!
Ale za to MPK takich "usprawiedliwień" nie wystawia. Ha!