niedziela, 2 listopada 2008

Nie nauką student żyje

Coroczny festiwal studencki w Saitamie nie zachwyci Cię na zewnątrz. Chaotyczne stragany ze zmarzniętymi przedstawicielami różnych kółek zainteresowań sprzedającymi potrawy i napoje w stylu "naleśnik z bananem i tequila" czy "szaszłyk ze skóry kurczaka i amaretto.
Gdy jednak wejdziesz do środka, szczęka opadnie Ci na pewno. Cały trzypiętrowy budynek z salami wykładowymi przerobiony na labirynt klubów i knajpek. Na dole piętro z rockowymi bandami. 8 sal, w każdej rzępolą inaczej. Po drodze na piętro mijasz zespół skrzypków szykujących się do występu w sali z muzyką klasyczną. Mijasz kółko teatralne, gdzie klęczy facet w kimonie; gada do widowni pełnej pustych krzeseł. Dalej przechodzisz obok sali przerobionej na tradycyjną izakayę, pełną siedzących w kucki klientów, by w końcu dotrzeć do klubu jazzowego, gdzie zespół formuje się na bieżąco. Ktoś z widowni wstaje i zaczyna grać, perkusista wraca za bar a kelnerka zdejmuje fartuch i zaczyna śpiewać. Na samym końcu trafiasz do klubu nocnego, gdzie uderzają Cię ciężkie house'y, piękna DJ-ka i skaczący swoje szanty do niej, studenci z Nepalu. To wszystko nastraja pozytywnie, bardzo pozytywnie!














6 komentarzy:

melun pisze...

Fajnie, ze wpadliscie! Impreza drwa do poniedzialku, macie pzodrowienia od XXXdzajny :-)

WiT pisze...

Pozdrów jej XXXdzajnę back.

Anlin pisze...

Czytam tego bloga od ok. 3 lat ale jakoś nigdy nie naszła mnie wena żeby się ujawnić ;]
Dzięki temu poszerzyła się moja wiedza o Japonii za co jestem wdzięczna ;]

Nadal mam nadzieję że "skończę" w Japonii.

Anonimowy pisze...

http://pl.youtube.com/watch?v=J1keNdTvjuQ
3:19 :P

TOMa pisze...

...ej wielu czytelników siedzi w EU.
dla mnie też to jest niepowtarzalne źródło informacji z wysp.
chyba dlatego je tak bardzo lubię bo wciąż jest jeszcze polskie :)

ashka pisze...

Go, go, MutsumeSai! Aż szkoda, że jest tylko raz do roku.