piątek, 26 września 2008

Wakacje zakończone

Wróciłem, biurko wciąż czekało i było puste (znajomy Anglik ostrzegał mnie, że jeśli ktoś w Japonii opuści stanowisko pracy na miesiąc, to nie ma po co wracać, bo to jego miejsce zostaje zlikwidowane albo pracuje przy nim ktoś inny). Przebyłem trasę Niemcy-Polska-Anglia, po powrocie do Japonii nadrabianie zaległości, wycieczka labowa (od laby i laboratorium), dopiero ostatnio wziąłem się za zdjęcia, a teraz, po ponad dwóch miesiącach przerwy, w końcu zasiadłem do TBN. I prawdę mówiąc nie mam pomysłu na wpis...
Za oknem pierwszy od tygodni deszcz, w rządzie nowy premier. Nic nadzwyczajnego, wiele się Japonia nie zmieniła od lipca. Polska za to wydała się jakaś bardziej zielona, ale to może dlatego, że odwiedzałem miejsca, które w dzieciństwie przypominały krajobraz księżycowy. Do czary czaru wspomnień dorzuciłem imprezy absolwentów podstawówki i liceum, które umożliwiła Nasza Klasa. Świetnie było poczuć, że oprócz zmiany gabarytów i muzyki w tle (wszędzie i zawsze zespół Feel), niewiele się zmieniliśmy.

Parę rzeczy zmieniło się jednak na gorsze. Przez ostatnie trzy lata chyba większość Polaków zmieniła samochody na szybsze, bo horror na drogach odczułem potrójnie. Być może doszły inne czynniki - pora wakacyjna, czy też moje odzwyczajenie się od stresu za kierownicą, ale tylu kretynów i chamów w jednym miejscu nigdy dotąd nie widziałem. Te same wąskie i dziurawe drogi, za to więcej samochodów, "markowych", z pewniejszymi siebie ludźmi (ale przez to chyba bardziej zapracowanymi i zestresowanymi), którym bardzo spieszy się umrzeć. Dotrą o kwadrans wcześniej na plażę i... i tak skrócą sobie żywot bezsensownym prażeniem skóry, więc tym bardziej ich pośpiech jest dla mnie bezsensowny i niezrozumiały. Wyprzedzanie na trzeciego, złość na tych, którym się nie spieszy (czyli jadących mniej niż 100 km/h), narażanie i obrażanie wszystkich dookoła... Japończycy też nagminnie narażają swoje dzieci nie przypinając ich pasami, nie używając fotelików, ale oni chcą zabić swoje dzieci, podczas gdy ścinający zakręt Polacy chcą zabić moje... To Japończycy mieli być tym narodem, który żyje w ciągłym pędzie i stresie, dla którego nieważne są rodzina i drugi człowiek, a tu...

9 komentarzy:

ben_kenobi pisze...

Gdybyś wiedział jak na kursie prawa jazdy uczą nowych kierowców to byś się za głowę złapał. Zamiast szkolić dobrych kierowców to robią z nich samobójców, kamikaze. A później się wszyscy dziwią jak to Polacy jeżdżą szybko i niebezpiecznie. Prowadząc auto trzeba mieć oczy w d**ie. Nie dość że rozwali swój samochód to jeszcze nam i kilku innym osobom. Ja nie wiem, ludziom nie zależny na ich własnych samochodach? Wydali na nie sporo kasy, może zaciągnęli duży kredyt, a jeżdżą nimi jakby to była mało wartościowa zabawka, którą rodzice wymienią jak się zepsuje. :/

Trochę się rozpisałem, ale to moje własne odczucia na temat tego co się dzieje na polskich drogach.

Anonimowy pisze...

oczywiście chodzi tu o życie swoje i innych a nie o samochód, ale to szczegół

Kabura pisze...

Wczoraj przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz, która wciąż w Polsce czeka na zmiany mentalności. Będąc w Multikinie, obejrzeliśmy z brzdącem zmagania grubej pandy z resztą świata. Film zakończył się, pojawiły się napisy końcowe, zapaliło się światło i wszyscy wyszli. Przyzwyczajony do tego, że polska widownia ma gdzieś twórców filmu, wykonawców endingu, nieraz całkiem zaskakujące wstawki w trakcie i po napisach nie spodziewałem się niczego innego jak samotnego oglądania końcówki. Jeśli masz pecha i znajomych wśród filmowców a chcesz zobaczyć czy w danym filmie maczali palce, to tak naprawdę masz szczęście, że Ci tych napisów nie wyłączają (kiedyś to było nagminne) i możesz coś tam jeszcze wyczytać i obejrzeć w zależności jak bardzo rozświetlono drogę tym spieszącym się (jak kierowcom) widzom. Multikino chce pewnie uchodzić za porządne kino, więc puszcza napisy do końca (choć pewnie wymusza to na nich prawo), również para sprzątaczy czekała, aż feralna rodzinka (my dwaj) wyniesie się wreszcie i w końcu będą mogli pozamiatać rozsypany popcorn. Niestety wyraźnie nadwyrężyliśmy ich cierpliwość, bo zaczęli wzdychać, szeptać i przebierać z nogi na nogę. Wyczułem sprawę i wydałem rozkaz ewakuacji, mimo, że dobrze się bawiliśmy przy "Everyboy's Kung-fu Fighting" i ciekawych obrazach. Syn nie kwapił się do wyjścia (pierwszy raz w polskim kinie), więc potrwało to jeszcze parę chwil. Gdy w końcu pozbieraliśmy po sobie śmieci (sic!) i zaczęliśmy stąpać w stronę wyjścia, usłyszeliśmy dość agresywne "NO NARESZCIE..."
W sumie dotarło to do mnie po dłuższej chwili i gdyby nie podejście "przecież to Polska, co ja na to poradzę", poszedłbym do "góry" i powiedziałbym co o takim zachowaniu myślę. Jednak machnąłem ręką. Tym samym zapisałem się do grupy narzekaczy, która nic nie robi, by dany stan rzeczy zmienić. Wczoraj przechodziłem koło tutejszego kina i naszły mnie wyrzuty sumienia, więc postanowiłem o tym napisać. To przecież zadanie młodej emigracji, żeby uświadamiać rodaków, iż są na świecie miejsca, gdzie szacunek może oznaczać wiele różnych rzeczy, nie tylko szacunek dla własnego czasu. Do tej pory na takie "duperele" człowiek nawet nie zwracał uwagi, ale tak naprawdę bez zmiany podejścia do tych szczególików - większe zmiany w naszej mentalności chyba nie będą możliwe. Nie chodzi mi o to, żeby Polacy nagle zaczęli zostawać na napisach w kinie, chodzi mi o to, żeby wiedzieli, iż są również ludzie, którzy chcą je obejrzeć, którzy chcą usłyszeć końcowy utwór w dobrym nagłośnieniu, sprawdzić, czy realizatorzy zostawili dla nich niespodziankę zaraz po napisach, itd.

O, ja to się dopiero rozpisałem. Żeby to jeszcze ktoś z Multikina przeczytał... ;)

PS: Byliśmy na najnowszej animacji Miyazakiego. Piosenkę o "Poyo Poyo" na końcowych napisach śpiewała połowa dzieci w kinie, a garstka, która wyszła wcześniej - niech żałuje.

Kabura pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

Mieszkam w Anglii jakis czas i po polskich drogach nie jezdzilem przez 3 lata. W sierpniu przyjechalem samochodem (1. raz) i gdy po stronie niemieckiej zobaczylem poloneza, to juz czuc bylo stajnie. Kiedy wjechalem na polska strone, wyprzedzanie przez tiry itp (ja jechalem 50 lub 90 - tak jak trzeba). Nie wiem dlaczego ludzie sie tak spiesza...

n pisze...

bo w Polsce panuje przekonanie że większemu wszystko wolno... Przecież jemu w tej kabinie nic się nie stanie, a przy okazji zabije kilka osób...

Anonimowy pisze...

Heh, Kabura rozumiem Twój ból. Ja już jestem przyzwyczajony do oglądania napisów w samotności. Najfajniej jest jak jestem w kinie z jakąś kobietą, wszyscy wychodzą, a kobieta zawsze po chwili nieśmiało pyta: "Idziemy już?" a ja na to krótko "Nie!" :) Mina kobiety - bezcenna. ;)
Co do obsługi kina to nie spotkałem się nigdy z chamskim zachowaniem, a to ich zniecierpliwienie zwyczajnie mnie bawi. No ale ja wredny jestem z natury. :P

Kabura pisze...

Ja akurat TIRów tylu nie widziałem, za to wyprzedzało nas wielu piratów w Golfach (tzn w takich samochodach, oni przeważnie mieli karki odkryte). Jeśli tu chodzi o wielkość, to chyba ptaszka, niektórzy muszą nadrobić małego wielką prędkością, może bez tego czują się niedowartościowani...? Trudno zgadywać skąd się to bierze.

PS: Oczywiście chodziło mi o Ponyo Ponyo, a nie Poyo Poyo ;)

Anonimowy pisze...

hej

chcialem tylko napisac za czytuje tbn od ponad roku i nie moge sie uwolnic. To w sumie jedyny blog ktory czytam. Wszystko inteligetnie opisane, zaobserwowane, piekne zdjecia i piekne refleksje

przesylam zatem gorace pozdrowienia od wielkiego fana z wysp brytyjskich

czolem