sobota, 13 września 2008

Dokąd uciekać w Japonii

- Jak Ty to robisz, że z rurką na powierzchni, co rusz opijasz sie wodą...?!
- Eeee... no bo mi szczęka opada z zachwytu.


Tak było...

Wspomnienia z Ishigaki mają smak soli wschodniochińskiego morza i kolorowe są, jak obrazki w telewizji. Z tą różnicą, że tam wszystko było naprawdę! Takich wrażeń nie zapomnę nigdy.
Ishigaki to jedna z wysp archipelagu Yaeyama, najdalszego południowego zakątka Japonii.


Wyspy te, to raj dla nurków, snorkeling’owców i miłośników chwilowego, swoistego eskapizmu. Bezwstydnie wybujała przyroda na Iriomote (dziewięć dziesiątych wyspy porasta las i dżungla!), niezatarta historia na Taketomi i proste życie Ishigaki.
Proste – rzecz jasna, nie te pod wodą! Tam, na rafie koralowej dzieje się więcej, niż można sobie wyobrazić.



Kontrastem dla podwodnej rzeczywistości była nasza wakacyjna codzienność w Kabirze. Pod powierzchnią radosny, kolorowy chaos, na lądzie porządek (choćby pilnować go miał policjant z tektury ;)).

7.30 rano, jak na kolonii, budził nas głos gospodarza obwieszczającego śniadanie. Trzeba było wstać i zjeść, bo jedyne dwa sklepy we wsi nie grzeszyły asortymentem, a i otwierały się wtedy, kiedy sklepowa chciała... (to aby na pewno Japonia?:))
A do pływania wiadomo, sił trzeba. Nie szkodzi, że na każde śniadanie to samo: jajko i kiełbaska... Wszak japoński urlop nie trwa na tyle długo, by gościom "zdążyło się przejeść" (japońskim gościom może nie). To, co na pewno nigdy się nie znudzi, to obserwacja podwodnego życia. Nie, źle - to po prostu życie pod wodą. Bo tam nie musisz być jedynie obserwatorem. Odrobina szacunku, uważności, a za chwilę otaczają cię ryby wszystkich możliwych kształtów, rozmiarów i kolorów! Stajesz się częścią pasiastej ławicy, potem płyniesz płetwa w płetwę z inną ciekawską gromadką.




Ciekawska byłam i ja, gdy pierwszy raz na żywo zetknęłam się z gekonami. Z miejsca zapałałam do nich miłością, a te co wieczór dostarczały mi wrażeń.


Ale zanim sól i subtropikalne słońce wysuszy Twe ciało do kości, warto jeszcze zobaczyć namorzynowe lasy na Iriomote i zaliczyć przejażdżkę "bawołowym wozem" na Taketomi.

To ostatnie, trochę może i "komercha", ale gdy współpasażerowie zaczynają spontanicznie nucić wraz z woźnicą, gdy ten śpiewa i przygrywa na schamisen okinawskie (całkiem fajne!) dźwięki, wóz się telepie, bawół się leni, a wokół pachną hibiskusy – to całkiem tak, jakby ktoś kliknął "Esc" twojej codzienności...

4 komentarze:

ben_kenobi pisze...

super zdjęcia rafy koralowej ;D

p pisze...

Piękne Mona! Mi się właśnie marzy takie nurkowanie, wśród rybek i raf.. cudowne :) Pozdrawiam

piotrek44 pisze...

a mi się spodobało to zdjęcie z nogami ^^ rafa koralowa też jest świetna !

Anonimowy pisze...

piękne zdjęcia :)