wtorek, 12 sierpnia 2008

Antrykot u Kowalskich

Wychodzisz z biura, rowerem na stację, przesiadka w Kamioooce, szybka wymiana zdań z taksówkarzem w Misaki, trucht z górki, zmiana gaci, piasek, kamyczki, woda!!! Jakże mi tego brakowało!




Prywatna plaża Kowalskich, wraz z ich przepastnym tarasem niedaleko, wspaniałą kuchnią na uchodźstwie i niepowtarzalną domową atmosferą sprawiła, że przez chwilę nie myślałem o niczym. Jakie to wspaniałe uczucie!

3 komentarze:

Uka pisze...

Taaaaa

p pisze...

Pikne!

Anonimowy pisze...

jaka duza mrowka...