sobota, 5 lipca 2008

Isezaki

to miejsce niecodzienne. Isezaki nigdy nie śpi. Rozrywkowa ulica Yokohamy, za dnia pasaż pełen ludzi, podrzędnych sklepików, knajpek na lancz, straganów z chińskim importem.
W nocy rozświetlona promenada pełna alkoholowych wyziewów prowadzi do tajskiej dzielnicy, gdzie dostaniesz kompleksowy masaż z happy endem, niekoniecznie w wykonaniu Tajek, a nawet niekoniecznie kobiet. Latarnie wcale nie są różowe, strój nie definiuje płci a wygląd pochodzenia. Wszystko miesza się tu jak w kalejdoskopie: syf z rozpustą, letnie powietrze z zatykającym smrodem, ludzkie potrzeby z pieniędzmi na nie wydanymi. Czasem warto takie miejsce odwiedzić, by zdystansować się do własnych problemików życia codziennego. Tak jak w zoo jednak, często tam nie bywam.









Oczywiście pojawienie się tam gajdzina z aparatem czyści chwilowo ulice. Nie jest więc łatwo uwiecznić Isezak'ów, tych nocnych oczywiście.

10 komentarzy:

TOMa pisze...

czyli co?
chcesz powiedzieć, że idziesz tam po katharsis?

WiT pisze...

raczej z ciekawości, która - zaspokojona - zmienia perspektywę

Rafal pisze...

Blog ogladam od jakiegos czasu - kurcze, jaka to inna kultura, inny swiat :)

Anonimowy pisze...

GIANT PEDOBEAR~!!!!11

Anonimowy pisze...

"GIANT PEDOBEAR~!!!!11"
oh hai

Likurg pisze...

Rzeczywiście inny świat jak dla mnie. Raczej europejczyk nie ma dużych szans by wtopić się w tą kulture, ale jednak nieznane kusi. Czy prawda będzie tak kolorowa jak to sobie wyobrażam? O tym to już sam musze się przekonać. Życie jest krótkie i trzeba próbować nowych doznań.

radaz pisze...

"Przybytek wątpliwej rozkoszy, a niewątpliwej rzeżączki..."? ;D

PS W linku grafika tematyczna. ;)

Anonimowy pisze...

1&2...

Lukis pisze...

A może by tak przegląd prasy :P lubiłem te artykuły :) Pozdrawiam

mona pisze...

WIT, to może warto się przebrać, zakamuflować? Znając talent tubylców do kreacji i ich nieskończoną wyobraźnię - możesz wymyślić cokolwiek i zlać się z tłumem...
Wersja na szybko: natapiruj włosy w każdą stronę, spuść spodnie jak najniżej możesz, na koszulce nabazgraj markerem co wlezie i włóż wielkie ciemne okulary. Aha - nie zapomnij rozczłapać butów, a do tylniej kieszeni spodni włożyć portfela LV (ale tak, by do połowy wystawał). Może wtedy te "ćmy nocne" nie będą znikać w popłochu...
Gorzej, jak zadziałasz na nich jak światło świecy...! :)
Ale co to wtedy byłby za reportaż!!