środa, 16 lipca 2008

Cyfrowy dzień powszedni

Nie pisałem już szmat czasu, więc pomyślałem, że należy zaznaczyć swoją obecność napisaniem, że nic się nie dzieje :)To znaczy prawie nic, bo przecież mamy weekendy pełne wydarzeń. Problem w tym, że nie chce się dźwigać aparatu... Ale to w następnym poście, ten miał być o chlebie powszednim. Zanim zacznie się kolejny okres wyjazdów konferencyjnych (druga połowa roku), trzeba dokończyć eksperymenty, wykończyć prace na te konferencje, zaplanować podróże, a w tym samym czasie edukować młodzież wkraczającą w okres egzaminów. Niestety zdjęcia zajęć da się zrobić tylko w czasie tzw. "laborek".

Laboratoria to zajęcia, podczas których młodzi inżynierowie konfrontują podręcznikowe teorie z "namacalnymi" narzędziami i elementami, czyli tak jak prawie wszędzie. Jednak zapalanie i gaszenie diody to mało zajmujące ćwiczenie...

...więc należy odpowiednio sformułowąc zadanie, na przykład sugerując skonstruowanie namiastki miecza świetlnego :)

Ja przeniosłem swoje laborki na symulator, więc gdy studenci projektują inteligentne domy, mogę sprawdzić jak wygląda TBN na Firefoksie pod CentOSem.

A propos - od kilku dni jestem trójsystemowy i mogę sprawdzać TBN również na XP (Opera), MacOSX (Safari) i Fedorze (Konqueror). Padł pomysł na ujednolicenie pracy biurowej pod Windowsem i naukowej pod Linuksem przy pomocy Maców. Dawali, to wziąłem, bo ekran duży, a klawiatura mała i bezprzewodowa... Przyznam, że z dozą niepewności, bo nie dotykałem Jabłek przez ostatnie osiem lat. Jednak jestem dobrej myśli, bo jak dotąd nie zobaczyłem żadnej bomby oznaczającej w tamtych czasach, że system się wywalił i pomoże tylko reboot...

Oczywiście cyfrowe godziny przeplatają analogowe elementy. Gdy podczas ćwiczeń wyciągnąłem aparat, podbiegł do mnie student z prośbą, żebym sfotografował bardzo „rzadką i niezwykłą rzecz”. Był to jego breloczek do telefonu przedstawiający symbol Hokkaido – niedźwiedzia, który nie trzymał w pysku łososia, jak nakazuje tradycja, ale ojca Gegege-no Kitarō, bohatera jednej z najpopularniejszych serii animowanych (i nie tylko) w historii Japonii (niestety prawie nieznanej w innych krajach – trzeba mieć oblatane obake, czyli straszydła z ludowych wierzeń oraz yūrei, czyli mniej lub bardziej pospolite duchy). Tak, tak, nie stroniący od sake i mądry papcio jest okiem wyposażonym w kończyny :)

4 komentarze:

melun pisze...

jak juz znudzilo mi sie pisanie driverow pod linua przesiadlem sie na OS 10. , bedziesz zadowolony na 100%

Anonimowy pisze...

A my tu z Windowsami się męczymy no... Vista ssie niesamowicie (kompatybilność zerowa narazie). Mac OS by się przydał ale no... ceny zaporowe XD
Pozdrawiam!

mcv pisze...

Współczuję TWM-a na czwartym zdjęciu. ;-)

Kabura pisze...

Jak już wyemigruję na Maca zupełnie, to będę musiał dokupić notebooka, a nie widzę żadnego przynajmniej dwa razy mniejszego od AirMaca, a trzy razy większego od iPhonea ;)
TWM wywoałany, żeby odpalić Firefoksa, nie jestem masochistą :)
Robimy nasze NLP prawie wyłącznie w terminalach, a szybciej się podnosi tewuemka niż Gnome czy KDE.