niedziela, 29 czerwca 2008

Myśl pozytywnie

Staram się nie myśleć o niepowodzeniach na froncie mieszkaniowym i przesłuchuję właśnie kapele, które wystąpią w tym roku na Fuji Rock Festival. Fakt, że tak jak rok temu znam może z 10% nazw nie przeszkadza mi w zupełności. Trzeba tylko omijać występy największych gwiazd. FRF'07 to z pewnością najlepsze wydarzenie jakie przeżyłem w Japonii. Niesamowity weekend w pępku Japonii. Polecam! Ceny zaporowe ale naprawdę warto.
Ktoś z Was się wybiera?

piątek, 27 czerwca 2008

Odyseja mieszkaniowa

No więc dwa tygodnie temu wybrałem sobie mieszkanie. Nie było łatwo. Lokalizację zdeterminowało głównie położenie blisko stacji umożliwiających w miarę łatwy dojazd do obydwu biur z jakimi mam teraz do czynienia (tak tak, znów będę jeździł na śledzia do pracy). Jako, że jedno znajduje się w Yokohamie a drugie w Ichigaya - rozsądnym, mam nadzieję, wyborem jest Shinagawa - położona na granicy Tokyo od strony Yokohamy. Daje to ok. 30min w jedną i drugą stronę, z nieodzowną przesiadką.

W Shinagale podobno próbowali zrobić piękną i modną dzielnicę, ale im się nie udało. Niedaleko mojego "wy(s)marzonego" mieszkania jest spalarnia śmieci, zajezdnia shinkansenów i Odaiba. Dużo lepiej jednak niż w przypadku na przykład poprzedniego, które miałem na oku. Było ono położone na drugim piętrze bloku sąsiadującego, na piętrze piątym, z autostradą.

Żeby zobrazować Czytelnikowi sytuację, należy zacząć jednak od opisania systemu wynajmu mieszkań w Japonii. Przeciętny cudzoziemiec, pracujący w lokalnej firmie ma do wyboru dwie główne możliwości: weekly/monthly mansion* albo wynajem na zasadach "standardowych". Pierwsza opcja charakteryzuje się uproszczoną procedurą związaną z podpisaniem kontraktu, mieszkaniem w pełni gotowym do zasiedlenia (meble, garnki, sztućce, internet) ale stosunkowo drogim "czynszem". Druga opcja wiąże się z dogłębną analizą zdolności finansowych kandydata na mieszkańca i firmy - w której pracuje, wymogiem zapłacenia równowartości czasem nawet sześciu miesięcznych czynszów na początek ale również przeciętnie dwa razy większym, choć pustym, metrażem. Dwie z tych opłat są mylnie nazywane depozytem, kolejne dwie są "podziękowaniem dla lorda danego landu (czyt. landlorda)" za wynajęcie mieszkania - keymoney, jedna to prowizja dla agencji za dowiezienie na miejsce i rzadko kompetentne pokazanie nieruchomości (znalazłem tylko jednego dewelopera u którego można wynająć mieszkanie bezpośrednio). Ostatnia, szósta równowartość czynszu to dopiero sam czynsz z góry. Te wartości coraz częściej są, w ramach promocji, obniżane. Można znaleźć ogłoszenia z jednym depozytem lub keymoney, czasem nawet bez. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że najlepsze mieszkania są oferowane na najgorszych warunkach. Negocjacje są bardzo trudne i zależą od dobrej woli landlorda, która to z pewnością zależy od aktualnej temperatury ciepłej bułeczki, jaką jest dane mieszkanie. Do tego w przypadku "zwykłego" wynajmu dochodzą, wliczone w przypadku weekly/monthly mansion, opłaty za wodę, gaz, prąd czy ogólnie pojęty maintenance. Co najważniejsze jednak, dochodzi też tzw. gwarantor. Jest to organizacja lub osoba prywatna, gwarantująca twoją reputację i wypłacalność. Podpisując bowiem umowę na takie "normalne" mieszkanie, zobowiązujesz się w nim mieszkać co najmniej dwa lata. Przy zerwaniu kontraktu oczywiście czeka surowa kara, coś jak przy zakupie telefonu komórkowego.

Po dwóch latach spędzonych w mieszkaniu wielkości wnętrza średniego jachtu (wynajmowanego na zasadzie monthly mansion) przychodzi powoli czas na przeprowadzenie się do czegoś bardziej godnego. Piszę powoli gdyż mimo, że fundusze zgromadzone a mieszkanie wybrane, pozostaje ten problem godności, bo póki co czekam cierpliwie na odpowiedź lorda, tego no... landu, czy mnie tam zechce czy nie, wysyłając przeciętnie co dwa dni kolejny dokument, niezbędny jak się okazuje, do rozpatrzenia wniosku. Mimo więc wypełnienia preferowanej daty zasiedlenia na dziś (wcześniej sprawdzając w ofercie pogrubiony napis dostępne od zaraz) przeprowadzka trochę poczeka.

*Terminologia mansion i apato - używana w języku japońskim może być czasem mylna. Apato (niby apartment) to starsza nazwa, przypisywana teraz głównie do tradycyjnych japońskich mieszkań, w budynkach raczej z drewna a podłodze raczej ze słomy. Mansion to niekoniecznie większe od apato mieszkanie, tyle że w bloku z cegły lub betonu. Obie nazwy nie mają nic wspólnego z rozmiarem mieszkania, jak kiedyś myślałem.

niedziela, 22 czerwca 2008

Heartbeat

Żyję.
Nie piszę, nie robię zdjęć. Nie ma o czym, nic nowego wokół mnie. Noce zarywam na ćwierćfinałach półfinałach; lekcje japońskiego mam niemal codziennie. Do tego praca, dom, praca, drugi dom. Może za tydzień przeprowadzę się do upragnionego normalnego mieszkania. Piszę może, bo czekam na orzeczenie lorda mojego landu - czyt. landlorda - czy jestem godzien mieszkać w tym budynku czy nie. Jak wiemy z autopsji jednym z kryterium doboru mieszkańców (obok nie/posiadania psa czy instrumentów muzycznych) jest nie/bycie cudzoziemcem. Nie każdy szanujący się obywatel tej wyspy życzy sobie by w jego najbliższym otoczeniu mieszkał jakiś gajdzin. Jeszcze przyjdzie mu na przykład do głowy nago chodzić po mieszkaniu bez firanek (pozdrowienia dla Grega) albo śmieci nie będzie wyrzucał prawidłowo. Raz na przykład, podczas oglądania mieszkań, zostałem ostrzeżony, że gdy ew. pójdę poznać właściciela budynku to powinienem założyć garnitur. Takie tam, niuanse.
No nic, w każdym razie chciałem szanownych Czytelników uspokoić, że w lipcu będzie bardziej interesująco.
Tak myślę.

PS. W momencie gdy klikałem PUBLISH dość silnie zatrzęsło. Ale spoko, tak jak pisałem, żyję.

środa, 18 czerwca 2008

Kraj Kwitnącej Kuchni

Koleżanka Monika z Kobe podrzuciła mi linka do niedawno wydrukowanego w polskim Newsweek'u artykułu o tym, w jakim kulinarnym raju (wg.jury Michelin) mieszkamy i gdzie się o tym można przekonać. Może zainteresuje Was fakt, że japońska kuchnia uznana została za najlepszą na świecie, albo że w jednej z serwujących to najlepsze jedzenie na świecie restauracji, nie ma nawet kibelka? Polecam, niedługą bądź co bądź, lekturę.

niedziela, 15 czerwca 2008

Juwenalia po japońsku

Japońskie wydanie corocznego święta studentów znacznie różni się od Polskiej rodzimej wersji. Przede wszystkim Juwenalia organizowane są przez każdy uniwersytet osobno i zazwyczaj nie zbiegają się w czasie. Kolejny raz nie zagra Kazik i Myslovitz tych samych utworów co rok temu z tego samego playbacku, lecz studencka kapela rokowa, która de facto fałszuje na mniej więcej tym samym poziomie. Kilkudniowy piknik na kampusie to okazja dla wszelakich kół i klubów zainteresowań do zaprezentowania swoich talentów, jak również zebrania drobnych funduszy dzięki sprzedaży świeżych lub mniej świeżych straganowych japońskich smakołyków. Wieczorami impreza przekształca się w kuluarowe degustowanie trunków alkoholowych oraz głęboką integrację. Poniżej krakowiak w wersji z Okinawy:


Nie tylko studenci mogą się skusić na lukrowane jabłka na patyku.

Hip-hop mega break dance i piosenka "Obejmij mnie" w wykonaniu Moko Koko.

Powyżej to nie jest typowy Engrish lecz:
"Not in Employment Education or Training" ale być może jest jeszcze nadzieja w karaage i barze.

Aikido () warto wspomnieć, iż w wyrazie Aikido do tej pory używa się wycofanej w 1946 formy zapisu ki czyli 氣 zamiast obecnej 気.

Wieczorem sale wykładowe przekształcają się w bary i kluby.


A dobra ulotka jest dźwignia handlu, nawet jeżeli miałoby to oznaczać wydrukowanie pana z Dragon Balla.
cdn.!

Sobota wieczór, urodziny Kuby











Melun nie dotarł bo dwa dni wcześniej w akademiku rozpijali alkohol z Kirgistanu. Dochodzi do siebie i nawet obiecał dokończyć, legendarne już, wiszące od miesięcy w drafcie, posty na TBN.

piątek, 13 czerwca 2008

Polska!

Kilka tygodni temu odwiedziliśmy ponownie halę w Sendagaya. Złotka oczywiście zwyciężyły nad Serbią, kwalifikując się do Pekinu. Pamiętam dwa lata temu grała tu Agata Mróz, którą wspominam z ogromnym smutkiem. Otwarta, pełna życia, waleczna. Jedna z najlepiej atakujących Polek.



Najmłodszy polski kibic tego dnia przyniósł drużynie szczęście. Olaf płakał tylko jak serwował przeciwnik a cieszył się razem z nami gdy zdobywaliśmy punkt. Szkoda, że nie było go wczoraj w Wiedniu.

niedziela, 8 czerwca 2008

Meldunek z północy

Gospodarz wrócił, przypomniał o blogu ;)

W sumie niewiele się przez ostatnie tygodnie działo, chociaż właśnie zakończył się festiwal Yosakoi, a przedtem...

Polonia deklamowała Mickiewicza i Norwida podczas koncertu Chopinowskiego upamiętniającego dwudziestolecie Towarzystwa Przyjaciół Kultury Polskiej na Hokkaido...

Wpraszało się do blogowiczów z południa wykorzystując ich gościnność do granic przyzwoitości...

Podczas Juwenaliów polowało się na kebab, kiribath i ikan bakar ...

Odwiedzało chram w którym znajomi przysięgali przed dziesiątkami tysięcy bóstw...

Oraz pędziło umeshu, czyli winko ze śliwek - dokładnie teraz, żeby na Boże Narodzenie nabrało mocy sprawczej :)

czwartek, 5 czerwca 2008

Jeszcze o Anglii i o Euro

Moja pierwsza w życiu delegacja dobiega końca. Dwa tygodnie w typowym angielskim miasteczku, przy typowej angielskiej pogodzie i z typową angielską kuchnią mogę uznać za udane. Szkoliłem się i pracowałem we wspaniałej atmosferze, w doskonałym miejscu. Wyobraźcie sobie jakby Wasza firma wynajęła pałac w Wilanowie, z basenem, ogrodami i pasącym się między nimi pawiem albinosem. Wkoło lasy, pola po horyzont. Doskonała odskocznia od tokijskiej dżungli z betonu.
Posmakowałem też angielskich śniadań, wymyślonych kiedyś dla klasy robotniczej bomb kalorycznych smażonych w oleju. A myślałem, że w Polsce jadamy ciężkie śniadania. Na szczęście koledzy wybudzili mnie z szoku tłumacząc, że raczej nikt tak naprawdę tego english breakfast w Anglii nie je, tylko turyści.
Obaliłem też w sobie wielki mit. Zobaczyłem Londyn, chyba najbardziej obszczany przez niekontrolowany napływ imigrantów kawałek tego pięknego kraju. Kiedyś myślałem, jak to fajnie byłoby urodzić się Brytyjczykiem. Teraz wycofuję to pragnienie. Może i byłoby fajnie, ale nie teraz a może nie w Londynie.
Przywykłem już do komfortu cywilizowanego kraju, z cywilizowanymi ludźmi. Uodporniłem się też trochę od wad życia w Japonii, o których to, dostaję takie zarzuty, pisałem najczęściej na łamach tej strony. Anglia zaliczona po łebkach, szkoda mi jej trochę.

W Londku odwiedziłem ziomka (którego autorstwa kilka fotek na zachętę poniżej), zobaczyłem jak się żyje w pięciopiętrowej polskiej komunie w drugiej strefie, prawie centrum. Pojadłem też ryby z frytkami, zostałem przeszukany na obecność narkotyków pod ziemią i zbadany na zawartość materiałów wybuchowych na powierzchni. Ini, dzięki za tour-de-lądon, było świetnie. Poganiu - szkoda, że Was nie udało mi się odwiedzić. Następnym razem!




Zaraz po powrocie, w walce z dżetlagiem nie pomoże mi na pewno mecz Polska-Niemcy. Transmisje z Euro2008 przeprowadza wiele oficjalnych serwisów internetowych, jak uefa.com, bbc.co.uk czy polsat w spółce atm'em. Na tym ostatnim natknąłem się na ciekawy punkt regulaminu świadczenia darmowych bądź co bądź usług streamingu na żywo:

4. Użytkownikiem Serwisu może być jedynie osoba, która zarejestruje się w serwisie Euro 2008 i jednocześnie nie jest abonentem usług dostępu do sieci Internet świadczonych przez Telekomunikację Polską SA i/lub Netia SA ani operatorów sieci zagranicznych...