środa, 9 kwietnia 2008

Analogi z yoyogi

Wyobraźcie sobie mnie skanującego klisze. Siedzę w gaciach na krześle, w białych rękawiczkach, z gruszką w ręku i przekleństwem na ustach. Przeklinam kurz, fotolab, producenta skanera i programistów aplikacji do jego obsługi. Do tego po kilkadziesiąt razy wykonuję te same czynności. Wstań, otwórz klapę, ustaw film, dmuchnij gruszką, zamknij klapę, usiądź, kliknij, czekaj, kadruj, kliknij, czekaj, czekaj, czekaj...
A po godzinie lub dwóch przekonuje się, że zdjęcia na które czekałem i tak nie wyszły. Te, które wyszły są blade jak maca, kurzu i tak nie udało mi się do końca usunąć i jest już późno i mam wszystkiego dość.











9 komentarzy:

RadaZ pisze...

Marudzenie. Dla rozluźnienia można sobie ową gruszką strzelić lewatywę. :)

Tusz pisze...

Pięknie jest w tej Japonii na Twoich Fotkach.

A te klisze - oby zdarzało się jak najrzadziej.

Pozdro
Tusz

Anonimowy pisze...

lewatywka na rozluźnienie to niezły pomysł

Paul G. Matuszyk pisze...

skaner do analogow powininen skanowac w swietle widzialnym i podczerwieni. Skanowanie w podczerwieni usuwa pylki kurzu ze skanu ;-)
Pozdrawiam
Pawel M.

Radek pisze...

.przesadzasz Wit... fotki bardzo dobre:)
czekam na nowe posty :-e

hello my town pisze...

nie jest źle, zdjęcia i tak są niesamowicie klimatyczne :)

Puchatek w Szortach pisze...

Te panie na ostatnim zdeciu to taka raczej solidna zaprawe tam mialy. Jak sie tak beda bawic, to jeszcze same beda ten park pawiami przyozdabiac.

Sarkun pisze...

no jak sie chce w erze wszedobylskich cyfrakow analogiem bawic... to sie ma za swoje :P

Anonimowy pisze...

jak dla mnie zdjęcia fajne.
Musiała być naprawdę świetna zabawa :) będę tu regularnie zaglądać.