poniedziałek, 24 marca 2008

Tokyo#2

Pozdrowienia dla wszystkich Czytelników TBN z miasteczka Ogōri, gdzieś na Kyūshū.

Los czasami płata dziwne figle. Po rocznych studiach w wielkim Tokio, rzuciło mnie w objęcia tej malowniczej wyspy. Niby nie jest źle. Cisza, spokój, czyste powietrze, a w razie napadu chandry można wybrać się do pobliskiej, tętniącej życiem Fukuoki (bywam tam prawie codziennie, bynajmniej nie z powodu chandry...;)
Brakuje mi jednak ten wielkomiejskiej atmosfery Tokio i jak tylko pojawiła sie okazja w postaci dwóch dodatkowych dni wolnych, spakowałem się, wsiadłem w Skymarka i po dwóch godzinach byłem już na Hanedzie.
Tokio inaczej pachnie, inaczej wygląda, inne wydaje dźwięki. Poczułem, że znów jestem w domu.
Swoją sentymentalną podróż postanowiłem rozpocząć od Kichijōji, małej stacyjki na linii Chūō, pełnej sklepików, ciemnych zaułków i mrocznych, ale klimatycznych baropijalni czyli poczciwych izakaya. Ale nie to było moim celem. W Kichijōji jest mój ulubiony ramen - Bubuka, z aktórym strasznie się stęskniłem. Ale to i tak jeszcze nie było to czego szukałem. W Bubuka, poza tradycyjnym ramenem, podają jeszcze tzw. abura soba, czyli ramen bez zupy, utaplany tylko w tłuszczu... palce lizać!
Po kulinarnych atrakcjach czas na spacer po Shinjuku, a szczególnie jego części zwanej Kabukichō i leżącej nieco dalej Ōkubo - koreańskiej dzielnicy. Lepiej żebyśmy zgłodnieli po takim spacerze, bo czeka nas pyszne sushi niedaleko wschodniego wyjścia z dworca Shinjuku. Wydaje mi się, że Shinjuku zaczyna lekko podupadać i tracić na znaczeniu, robi się lekko zaściankowe. Ciekawe dlaczego? Dlatego nie ma co tracić czasu i lecimy do Shibuya. Miłośnicy japońskiej pop-kultury nie będą zawiedzeni. Tu leży jedno z jej centrów, a bliskość Harajuku dopełnia jeszcze kolorytu. Ale bez względu na wszystko należy tam pojechać, aby przejść się tym słynnym skrzyżowaniem, na środku którego zderzają się masy ludzi napierające z każdej strony. Dla mnie bomba. Chodzę kilka razy w tą i z powrotem :) A znużonym przeciskaniem się między ludźmi polecam kafejkę o niedźwięcznej nazwie C65, gdzie spotyka się bohema Tokijska, projektanci, artyści, fotograficy itp. Niezły klimat.
Nie można być w Tokio i nie zaliczyć Akiby, czyli Akihabary vel "Electric Town". Tutaj tez jest centrum pop-kultury, ale tej nieco innej, mangowo-growo-komputerowo-otakowej. Nie jestem dobry w te gierki, więc nie będę się rozpisywał, ale pochodzić i poprzyglądać się ludziom warto.
Ponieważ słońce chyli się już ku zachodowi, warto udać się w kierunku Yokohamy, Kannai i znaleźć sobie kawałek trawnika, gdzie będzie można degustować japońskie trunki w blasku diabelskiego młyna i cieniu Nippon-maru.
To tylko jeden dzień i bardzo niewielki wycinek Tokio i jego okolic.
Najlepszą rzeczą w Tokio jest to, że codziennie możemy odkrywać coś nowego. Gwarantuję Wam, tutaj człowiek się nie nudzi.

Kichijōji

Zachodnie Shinjuku

Zachodnie Shinjuku

Shibuya

Akihabara

Yokohama

Gumyōji

Ciekawe ile pali na setkę?;)

8 komentarzy:

anjel pisze...

Kichijoji jest wezelkiem linii yamanote? Wydawalo mi sie, ze jest zawiazana na chuo/sobu, ignorance is bliss.
Kusi mnie, zeby za nastepnym dluzszym pobytem zrezygnowac z tokijskich niegasnacych swiatel, ale obawiam sie opisanej tu przez Ciebie niekorzystnej sytuacji emocjonalnej. Bardzo Cie rozdziera?

Uka pisze...

Ojej, oczywiscie Kichijouji lezy na chuo line. Zaraz to poprawie.

Uka pisze...

Ok, juz poprawilem. Dziekuje za info. Tak to jest jak sie mysli o Kabukichou piszac o Kichijouji.
Ale moja sytuacja wcale nie jest niekorzystna...nic mnie nie rozdziera:) W Tokio mozna zawsze znalezc miejsce dla siebie....

WiT pisze...

anjel, jak tam moja gitara? ;P

Anonimowy pisze...

Ja tak z ciekawości chcę się zapytać jak to jest z tymi zmianami migracyjnymi. Weszła w życie ustawa o pobieraniu odcisków palców i robienia zdjęć dla osób chcących wjechać na teren Japonii. Czytałem o tym na stronie ambasady. Jak to ma się do sytuacji na lotnisku? Naprawdę aż tak bardzo regorystycznie obchodzą się z turystami?

anjel pisze...

WiT: przyszła już jedna paczka, o której pochodzeniu stryj nic nie wiedział, ale to były latarki do nurkowania dla kumpla siostry. Jutro dzwonię do kuriera.

Uka: Rozdzieranie miałam na myśli takie, które dotyczy niemożliwości bycia w dwóch miejscach, na ten przykład w Tokio i na Kyushu NA STAŁE w jednym i w miarę tym samym czasie. Do obydwóch mijsc ciągnie, jak wyobrażam sobie. Wiesz, chuo to jedyny JR, który zahacza o mój kraniec miasta, więc wystąpiłam tu z lokalnym patriotyzmem, wybacz.

pozdro spod Niagary wód.

WiT pisze...

No pisaliśmy o tym anonimowy, tu.
W praktyce dla mnie działa to szybciej niż zwykła kontrola (ponieważ jest jednak oddzielna bramka dla powracających rezydentach).
Anjel, dzięki.

anjel pisze...

Gra i buczy?

Różnica w prędkości przepustu jednostek ludzkich przez lotniskową budkę z panem o groźnej minie jest właściwie żadna jeśli porównać taką Polskę, gdzie odcisków się nie pobiera z taką Ameryką, gdzie z jednego paluszka ściągają linie. A jeśli paluszki są wymagane dwa, do tego symultanicznie, jak w Japonii, różnica jest...dalej żadna. Szast-prast i po krzyku.

A dziś się trochę naczekałam. Ok, bramki dla powtórnych wjazdowców są odosobnione od turystycznego tłumu, ale jest ich sztuk dwie, co daje czas oczekiwania też długi, tylko kolejka się nie wije.

Graj Wicie radośnie :)