środa, 12 marca 2008

Suchy bar

Fakt, że gajdzin serwuje rodowitym Japonom najbardziej ze wszystkiego w nich zakorzenione sushi zakrawa na świętokradztwo. Ale istoczy vel jest. Dobry miesiąc temu zostałam przyjęta w szeregi suszów rolujących i owijających ryby i im podobne (makimono 巻物 oraz gunkan 軍艦 czyli dosłownie statek wojenny, a w suchym żargonie to) w sushi barze Meri-go-rando-. Cóż to za nazwa wykręcona? Wielce logiczną ona i uzasadnioną. Merry-go-round w angielszczyźnie znaczy karuzelę, a w moim miejscu pracy posiłki przesuwają się przed oczami konsumentów na taśmie tworzącej trochę koślawe koło, stąd zagadkowa denominacja knajpy.

Skręcam sushi i się śmieję, bo ze współpracującymi często łapiemy taki miły klimat. Już zanim przeszłam za drugą stronę zasłonki lubiłam tam przychodzić, bo atmosfera wydała mi się jakby inna niż w przeciętnej japońskiej jadłodajni. Po pierwsze, personel nie wrzeszczy nad uchem pięknych, a niezbędnych formułek, a traktuje klienta bardziej po przyjacielsku. Takie odczucie. Choć ostatnio w miniaturowej przebieralni zawisło laminowane ogłoszenie tłumaczące, że jeśli ktoś wyda z siebie donośne „zapraszamy” lub inne „dziękujemy”, wszyscy jak jeden mąż mają za nim entuzjastycznie podążyć w okrzyku. Niemniej jednak, na ogół szef aka tenchô tylko mruknie, kiedy zamówisz sobie dajmy na to łososia, jak do swojaka. Na rozmowę o pracę wystroiłam się w nieprasowaną, lecz białą koszulę okraszoną wełnianą marynarką, przygotowana wcześniejszymi tego typu doświadczeniami na wysoce oficjalne zdarzenie. Ale pytania zadawała mi Ôno kelnerka, a tenchô wyjrzał ku nam zza suchej taśmy nie wcześniej niż po koniec skromnego skądinąd kwestionariusza, zadał jakieś pytanie, a potem spytał prosto z mostu, czy nie jestem głodna.

Więc śmiechu i rozmów o mężczyznach tudzież kobietach jest sporo. Szczególnie jeden z trzech ojîsanów to zawadiaka (rozwiedziony, ostatnia randka – niedziela). Posiada całkiem spory zasób słówek angielskich, którymi się bawi: do you know me? = (do) yunomi 湯飲み, czyli kubek do picia napojów gorących; how much is hamachi = hamachi hamachi , czyli ryba seriola; i wiele tym podobnych. Ten sam ojîsan mnie dokarmia, jeśli po zniknięciu klientów zabraknie inari, ociekających torebek ze smażonego tofu wypchanych ryżem, których jestem znaną już amatorką. Wczoraj padło na chawanmushi (ciała musi?) 茶碗蒸し.

Dbają również, żebym z okazji posiłku pracowniczego zawsze miała szansę poznać nowe doznanie smakowe. W ten sposób za niedługo całe menu będzie spróbowane.

Nie dość, że biały wtargnął w ekstremalnie, wydawałoby się, japońskie klimaty kulinarne, to doświadcza tam bardzo dobrego traktowania. Kierunek Asagaya, zachodni kraniec metropolitalnego Tokio.


16 komentarzy:

Fluxid pisze...

Bardzo-bardzo fajna notka, przyjemnie się czyta. Gratuluję pracy (i pierwszej notki na blogu)! :)

Anonimowy pisze...

TO przyjemnie sie czyta??!! Przeciez to jakis chaos! "Podoba mi nie to bardzo sie."

Anonimowy pisze...

fajny post, taki swiezy. Jak rozumiem znajomosc obowiazkowa zeby taka prace dostac? a jak wygladaja zarobki? da sie wyzyc :]?

Anonimowy pisze...

Duzo rozumiem, jednak wciaz mnie bedzie zastanawiac tak ogromna popularnosc tofu..

neko pisze...

A specjalnie poszukiwałaś pracy w sushiya, czy tak się trafiło? Bo ja też się zastanawiałam, czy by nie spróbować zahaczyć sie w takim miejscu, bo bardzo bym chciała się nauczyć robić sushi profesjonalnie.
I tez się przyłącze do niedyskretnego pytania: ile płacą za godzinę?

anjel pisze...

Szukałam w różnych miejscach, napierw przeszłam kilka rozmów o prace w miejscach lepiej płatnych (tu jedyne 870Y, jeśli już znajomość kwoty jest tak pożądana). Ale tu potwierdza się teoria względności, godzinę drogi stąd, w Saitamie, jest to uważane za płacę całkiem dobrą. Więc szukałam, a tam zawisło ogłoszenie o poszukiwaniu pracowników. Wcześniej często tam jadłam, bo to bardzo blisko mojego domu.

>Jak rozumiem znajomosc obowiazkowa zeby taka prace dostac?
Znajomość czego, przepraszam? Japońskiego czy ludzi? Żadne.

Tofu odkryłam, kiedy przez niedługi czas prowadziłam stricte wegetariański tryb życia, już w Japonii. Miłość do tego pożywienia mi została, jak i zamiłowanie do owej diety, ale rozumiem bardzo dobrze, że można go nie lubić.

Dzięki fludix, a anonimowego nr1 przepraszam za ewentualną chaotyczność.

Inu pisze...

Świetna notka, bardzo przyjemnie się ją czyta, no i zdjęcie genialne;) oby tak dalej; będę wypatrywał kolejnych wpisów :)

Anonimowy pisze...

Zdjecie naprawde dobre, przeprosiny przyjete ;)

Anonimowy pisze...

przykro mi nie rozumiem co tu pisze =.= totalny bałagan

neko pisze...

Dziękuję za odpowiedź^^ Gabaruj w pracy, ne! I wcale nie jest chaotycznie, a zdjęcia bardzo udane. Więc będę czekać na kolejny wpis i sprawozdanie czy to z suszarni, czy jakies inne ^_^
pozdrawiam^^

PS A 870Y to faktycznie niewiele, ale fajna praca, to nie ma co narzekać.

Rafal pisze...

@anjel ja za mieskiem nie przepadam, jednak jakos ogolnie ciezko mi sobie wyobrazic przyswajanie tamtejszego jedzonka.. ;) (btw post o tofu byl moj)
Pozdrawiam :)

Rafal pisze...

Chcialem dodac, ale nie da sie wyedytowac poprzedniego postu wiec dodaje kolejny. Chcialem powiedziec, iz przypadl mi do gustu z kolei talerzyk :) przyjemny, a coz jest tam napisane, mozna sie dowiedziec..? ;)

anjel pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
anjel pisze...

"O mój Boże! Ośmiornica ma 8 nóg!(dosł. nóg ośmiornicy jest 8)" Arayo-. Tako no ashi ha
happon dazo/あらヨー タコの足は八本たぞ。A potem w transkrypcji przeszkadza sushi z jajka, ale dziś wieczorem się przyjrzę, może dalej jakaś zaskakująca wiadomość następuje. Bardzo lubię, kiedy trafi się czasem zgranie rysunku na talerzyku z jego zawartością. Sałatka z kraba na krabowym talerzu podana itp.
Rozumiem naprawdę dobrze Twoje niezrozumienie facynacją tofu, rok temu bym tego nie tknęła palona żywcem. Mówisz o jedzieniu japońskim w ogóle? Czego próbowałeś?

anjel pisze...

Za jajkiem kryło się: "Chyba wiesz, że ... (!)".

Rafal pisze...

@anjel dziękuję pięknie za wjaśnienie tych pięknych 'szlaczków' ;)

Apropo jedzenia powiem tak.. tzw owocow morza nie tkne.. ;p wedzonych kaczych lebkow itp takze.. zwyklej ryby bym nie ruszył a co dopiero tamtejsze jedzonko.. :D musiałbym sporo jedzenia zabrać ze sobą.. ;)