środa, 5 marca 2008

Honya

Wczoraj przypadkiem trafiłem na mały antykwariat na pasażu Isezaki w Kannai. Wchodząc potrąciłem łokciem album ze zdjęciami Warszawy za dwa tysiące jenów (po polsku) a tuż obok leżał zakazany w niektórych krajach Mein Kampf Hitlera, po tysiaku za tom, w japońskim przekładzie.


Był też album z przedwojenną polską fotografią artystyczną ale zanim zrobiłem zdjęcie właściciel wyprosił mnie ze sklepu.

5 komentarzy:

pOdLaK pisze...

Zazdroszczę Ci obcowania z takimi przypadkami właśnie ;)

Anonimowy pisze...

Hehe, u rodziny u ktorej mieszkalem w Jap. Main Kampf stal w kuchni na polce obok ksiazek kucharskich :)

pzdr.

Kaczor

evil_pill_man pisze...

o lol to oni tacy neonazi są? ;) a tak w ogole to ciekawe czy wyprosili Cie Wit bo potrąciłeś książke, czy dlatego że cykałeś foty hitlerowi ;p

pOdLaK pisze...

A ja dziś oglądając w TV hurling (tradycyjny sport irlandzki) uświadomiłem sobie że WIT przegrywa z LIT ;)

WiT pisze...

Dame dame krzyczał, no foto!