poniedziałek, 31 marca 2008

Gumyoji party

Uuuhh, to był weekend. A to tylko obrazki z przełomu sobotnio-niedzielnego.





niedziela, 30 marca 2008

Sakura by night

Gumyoji, Yokohama






sobota, 29 marca 2008

dr Ewa

Nie tak dawno świętowaliśmy doktorat Ewy. Przy winie i bigosie.




Przetestowałem klisze ilforda. Zastosowanie lampy wymaga jednak więcej uwagi. Wszystkie zdjęcia niestety prześwietlone.

piątek, 28 marca 2008

Przebi(j)śniegi

Zrobiło się wiosennie, więc udaliśmy się do pobliskich gorących źródeł szukać wiosny. Pączki niby są, ale trzeba bardzo wytężać wzrok.

Jak na gorące źródła przystało, można moczyć nogi, można też moczyć jajka.

A po wymoczeniu spożyć w pobliskim sklepie z pamiątkami, dorzucając deser z fasolowym nadzieniem wmawiając sobie, że to pączek.


Jak ktoś niedojedzony, to na zewnątrz czekają popularne (chyba) ostatnio automaty z daniami na ciepło.

Ponieważ wymoczone we wrzątku nogi topią śnieg, zaczęlimy nożnie pomagać wiośnie spychając przeciwnika w głąb lądu.

Okazało się jednak, że wcale nie trzeba pomagać.

Niestety, to co wychodzi spod śniegu w mieście jest trochę mniej fotogeniczne...

Wielkanocnie

Po raz kolejny polonijne spotkanie wielkanocne odbyło się w knajpie "niemieckiej" specjalizującej się w kiełbasach, ziemniakach i piwie.




Strawa codzienna i niecodzienna

Zachęcony ciekawością szwagierki co do tutejszego jadła, postanowilem wykorzystać parę zdjęć, które zamówiła sobie na pamiątkę.


Szczególną uwagę zdaje się przykuwać zastosowanie grzybów, czyli sposób na urozmaicenie standardowego zestawu ryż-ryba-misoshiru przy pomocy "psiarni".
Powyżej dodane do sałatki szpinakowej shimeji (占地), grzyby z rodziny podblaszaków, przypominające opieńki bezpierścieniowe. Poniżej enoki (榎), czyli płomienica zimowa, zwana również zimówką aksamitnotrzonową, w sosie sojowym na tofu. Osobiscie najbardziej lubię shiitake (椎茸) - twardziaki jadalne oraz eringi (エリンギ) - boczniaki mikołajkowe :)


Mimo zniechęcającego wyglądu, grzyby są "w dechę". Tak samo jest z wieloma innymi "robakami", jak to fachowo sklasyfikowała Kasia Kowalska po powrocie z Japonii. Dobrym przykładem jest shako (蝦蛄), przedstawiciel ustonogów. To cos jest naprawdę miękkie i smaczne!

A jak się człek zmęczy, to zawsze może dostać chleba prosto z pieca.

Szwagierkolaski

Zaniedbałem się ostatnio z pisaniem, więc będzie seryjnie, bo się nazbierało. Panie przodem...

Kiedy balowaliśmy z ekipą TBN, nasze żony nie pozostały nam dłużne i zrobiły sobie własną imprezę...

W międzyczasie nastał czas pożegnań, zakończenie roku akademickiego, dużo ludowych strojów i zdezorientowanych rodziców włażących pod koła na terenie kampusu.

Jako że mamy teraz o jednego domownika więcej, zabieramy szwagierkę w "ciekawe miejsca" jak gorzelnia (destylarnia?) łyskacza albo muzeum kosmosu w Yoichi, miejscu urodzenia pierwszego japońskiego astronauty. Oprócz latania po galaktyce można też ćwiczyć odchyły od normy.


Niestety nawet mocne odchyły nie przeszkodziły (a pewnie i pomogły) szwagierce pobić w jeden wieczór rekordy skoczni na Wii Fit. Rekordy wyskakane przez pół roku! Małyszowe są wśród nas :(

czwartek, 27 marca 2008

Wiosna?

Wiosna przyszła, wiśnie kwitną, wszystko budzi się do życia. Tylko ja nie wypuściłem jeszcze pączków. Przyrosłem już co prawda do krzesła ale kwiatem nie porosłem.
W ten weekend żegnamy Grześka, przenosi się na podkiotowską wieś, hodować mango. Do Tokio znów wpada Uka. Czekam na drugą gitarę do wii, która od paru dni krąży w ciężarówce FedEx'u pomiędzy Orlando a Ocala na Florydzie. Poza tym uczę się robić zdjęcia, latam z tymi kliszami do wywołania, zrobiłem kilka odbitek, próbuję różnych filmów, jak dań w stołówce. Póki co nie do przejedzenia.



A za miesiąc będę w Polsce!

poniedziałek, 24 marca 2008

Tokyo#2

Pozdrowienia dla wszystkich Czytelników TBN z miasteczka Ogōri, gdzieś na Kyūshū.

Los czasami płata dziwne figle. Po rocznych studiach w wielkim Tokio, rzuciło mnie w objęcia tej malowniczej wyspy. Niby nie jest źle. Cisza, spokój, czyste powietrze, a w razie napadu chandry można wybrać się do pobliskiej, tętniącej życiem Fukuoki (bywam tam prawie codziennie, bynajmniej nie z powodu chandry...;)
Brakuje mi jednak ten wielkomiejskiej atmosfery Tokio i jak tylko pojawiła sie okazja w postaci dwóch dodatkowych dni wolnych, spakowałem się, wsiadłem w Skymarka i po dwóch godzinach byłem już na Hanedzie.
Tokio inaczej pachnie, inaczej wygląda, inne wydaje dźwięki. Poczułem, że znów jestem w domu.
Swoją sentymentalną podróż postanowiłem rozpocząć od Kichijōji, małej stacyjki na linii Chūō, pełnej sklepików, ciemnych zaułków i mrocznych, ale klimatycznych baropijalni czyli poczciwych izakaya. Ale nie to było moim celem. W Kichijōji jest mój ulubiony ramen - Bubuka, z aktórym strasznie się stęskniłem. Ale to i tak jeszcze nie było to czego szukałem. W Bubuka, poza tradycyjnym ramenem, podają jeszcze tzw. abura soba, czyli ramen bez zupy, utaplany tylko w tłuszczu... palce lizać!
Po kulinarnych atrakcjach czas na spacer po Shinjuku, a szczególnie jego części zwanej Kabukichō i leżącej nieco dalej Ōkubo - koreańskiej dzielnicy. Lepiej żebyśmy zgłodnieli po takim spacerze, bo czeka nas pyszne sushi niedaleko wschodniego wyjścia z dworca Shinjuku. Wydaje mi się, że Shinjuku zaczyna lekko podupadać i tracić na znaczeniu, robi się lekko zaściankowe. Ciekawe dlaczego? Dlatego nie ma co tracić czasu i lecimy do Shibuya. Miłośnicy japońskiej pop-kultury nie będą zawiedzeni. Tu leży jedno z jej centrów, a bliskość Harajuku dopełnia jeszcze kolorytu. Ale bez względu na wszystko należy tam pojechać, aby przejść się tym słynnym skrzyżowaniem, na środku którego zderzają się masy ludzi napierające z każdej strony. Dla mnie bomba. Chodzę kilka razy w tą i z powrotem :) A znużonym przeciskaniem się między ludźmi polecam kafejkę o niedźwięcznej nazwie C65, gdzie spotyka się bohema Tokijska, projektanci, artyści, fotograficy itp. Niezły klimat.
Nie można być w Tokio i nie zaliczyć Akiby, czyli Akihabary vel "Electric Town". Tutaj tez jest centrum pop-kultury, ale tej nieco innej, mangowo-growo-komputerowo-otakowej. Nie jestem dobry w te gierki, więc nie będę się rozpisywał, ale pochodzić i poprzyglądać się ludziom warto.
Ponieważ słońce chyli się już ku zachodowi, warto udać się w kierunku Yokohamy, Kannai i znaleźć sobie kawałek trawnika, gdzie będzie można degustować japońskie trunki w blasku diabelskiego młyna i cieniu Nippon-maru.
To tylko jeden dzień i bardzo niewielki wycinek Tokio i jego okolic.
Najlepszą rzeczą w Tokio jest to, że codziennie możemy odkrywać coś nowego. Gwarantuję Wam, tutaj człowiek się nie nudzi.

Kichijōji

Zachodnie Shinjuku

Zachodnie Shinjuku

Shibuya

Akihabara

Yokohama

Gumyōji

Ciekawe ile pali na setkę?;)