niedziela, 10 lutego 2008

Z wizytą u fryzjera ....

Melun dostarczył mi niezwykłych wrażeń. Poszliśmy we 3 do fryzjera (Ja, Melun i Jego Kobieta). Na początku przeglądałem katalogi. Okazuje się, że tutaj nie praktykuje się krótkich fryzur. Właściwie moje włosy można uznać było już przed ścięciem za krótkie. Ostatecznie stanęło na tym, że nie wiedziałem co będę miał na głowie, wiedziałem, że będzie jakiś mix... Melun też się nie spodziewał. Zdążyłem jedynie powiedzieć dajdźiobu(OK)... no i nie było dajdźiobu. Kiedy z minuty na minutę było już gorzej, zaczęliśmy zażerać się cukierkami...








4 komentarze:

Kabura pisze...

Uojoj, poszliscie do fryzjera (美容院 doslownie "salon pieknosci"), a powinniscie isc do golarza (床屋), ktory tnie po mesku - trzy razy krocej i trzy razy taniej :)

WiT pisze...

Jak przy okazji wizyty w Polsce wpadam do fryzjera to ten zawsze się dziwi, że jakoś dziwnie jestem ostrzyżony, w sensie techniki. Zawsze go przekonuję, że nie wiem o co mu chodzi ale ten i tak mi nie ufa. W końcu przychodzę do niego raz na rok. Podobno japońscy fryzjerzy zgarniają wiele nagród na świecie.

Puchatek w Szortach pisze...

I nikomu innemu jak Japonnczykowi sie tez pociac nie dadza. W Londynie jeden znajomy Dzapanczyk wolal sie nozem ciac, niz do fryzjera zajrzec, tak im tutaj nie ufal :P

Yuen pisze...

W Krakowie znajomy Japonczyk poszedl do fryzjera raz - i juz wiecej nie pojdzie. Nie to, ze polscy fryzjerzy sa zli, po prostu mamy inne wlosy i inaczej nam rosna (tak mowil Japoniec i ja sie z nim w sumie zgadzam).