poniedziałek, 18 lutego 2008

Weekend na lotnisku

Dwa dni, dwa terminale, dwa tarasy widokowe.




Zawsze na lotnisku mój układ pokarmowy płata figle. Nawet gdy nigdzie nie lecę tylko odprowadzam bądź żegnam w kilka minut po przekroczeniu wejścia na halę wykonuję nagłe podejście i ląduję w toalecie. Ciekawe skąd to się bierze...

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

bez specyfiku tamującego ani rusz ;)

Wojtek pisze...

Moja Babcia nazywala to Rajzefiber.

Zwiesz pisze...

Running shit :)

Lili pisze...

a moja babcia mówi na to sraczka. ;-)obojętnie na ile języków to przetłumaczyć, kwintesencja pozostaje rzadka.

Anonimowy pisze...

oj tam. taki dupowy rozpylacz ma tez swoje zalety...od czasu do czasu nie zaszkodzi.

Anonimowy pisze...

mógłbyś sie postarać o lepsze foty Wit. technicznie słabiutko. moja babcia chyba potrafi robić lepsze na objazdach
pozdro