wtorek, 19 lutego 2008

Szkoła japońskiego

ha! to dopiero rozrywka
Lekcje zaczynają się o 19:00. Moja grupa ma zajęcia we wtorki i czwartki. Właściwie mam wrażenie, że nie ma tam innych grup. Niby prowadzą różne kursy na różnych stopniach trudności ale szkoła (siódme piętro jakiegoś podrzędnego biurowca w Yokohamie) świeci pustkami.
Na recepcji jest zwyczaj zostawiania papierowych legitymacji studenckich. Świstek papieru z moim zdjęciem zawsze leży tam sam. Nawet ludzie z mojej grupy (trzyosobowej) nie wiedzą o tym zwyczaju. Bo niby skąd mieliby wiedzieć, informację o tym przekazano po japońsku przed pierwszą lekcją.
Mamy dwie nauczycielki, które przychodzą na zmianę. Obie to takie zwyczajne szufy, po czterdziestce. Obie mają chyba spore doświadczenie w przedszkolu bo tak też do nas podchodzą na lekcji. Czasem po półtorej godziny czuję się głęboko niedorozwinięty bardziej niż rozwinięty.
Do grupy oprócz mnie należy koleżanka albo z Malezji albo z Singapuru (nie wiem bo na pierwszej lekcji powiedziała jedno a na drugiej drugie i zważywszy na zmieniające się nauczycielki nikt już tak do końca nie wie jak jest naprawdę) oraz kolega z Filipin. Taki typowy, rozpoznałbyś go na ulicy wszędzie. Półtora metra wzrostu, lekko rzucony na wąsie milimetr zarostu. I włosy na pocahontas.
Uczymy się od podstaw, a|i|u|e|o, prace domowe z literek, miały być słuchowiska ale jamnik w sali nie odtwarza cd-r. Babki też starają się czasem wprowadzić metody aktywizujące. Np. dziś dzwoniliśmy na infolinię Tokyo Tower dowiedzieć się od kiedy do kiedy można zwiedzać.
W sumie lekcje przydatne, ugruntowują wiedzę, wyrównują dziury które mam w swoim osłuchanym przez prawie 3 lata japońskim. Przede wszystkim jednak systematyzują naukę a kasa wydana na kurs dodaje motywacji, której mi tak brakuje.
Do jakiegokolwiek poziomu jednak jeszcze mada mada...

14 komentarzy:

ShinnRa pisze...

Ha, kurs japońskiego w Polsce a zwłaszcza w trójmieście znaleźć nie jest łatwo. Ale na szczęście są dwie szkoły (z czego jedna to tylko lekcje indywidualne = drogo). Swoja droga jestem ciekaw ile taki kurs w japonii kosztuje, bo tutaj na pomorzu to około 860pln semestr...

Anonimowy pisze...

Wit-kun gambatte ne !
Jugyou no chuu ni motto OPEN ni ikozee !
Nihongo de pera~pera shabete mite neeee.

I'm proud V(^_~).

Kaczor

Anonimowy pisze...

jeszcze trochę a będą tutaj pisac krzaczorami

kaila pisze...

a nie a i u e o ? ;] kanji tez w tym roku poznasz?

Higany pisze...

Prawie jak mój kurs włoskiego.

Anonimowy pisze...

@ShinnRa: Od tego roku prowadzony jest kurs japońskiego na PG za 120zł/semestr. Nie wiem jak tam z Twoim statusem studenta, ale zawsze jakaś alternatywa.

Nyami Nyae Deli pisze...

Ja uczyłam się japońskiego 4 i 2 lata temu w Tarnogórskim Centrum Kultury (Tarnowskie Góry woj. Śląskie). Uczyli nas wolontariusze z Japonii, a asystował im dyrektor w/w Centrum Kultury. Płaciliśmy jedynie za ksero, czyli około 10 złotych na miesiąc (:
Niestety nie wiem, czy lekcje wciąż się odbywają.

WiT pisze...

Mój kurs to wydatek prawie 70,000JPY/3 miesiące = 20 lekcji.
Mówią, że po 6 miesiącach celują w JLTP 4Q... ;P

KubaTyszko pisze...

U mnie w szkole tez szufy same, ale niedorozwiniety sie nie czuje, do tego moja grupa (3 nas jest) ma rekordowe tempo i w pierwszej polowie kursu zrobilismy ponad 80% materialu i skrocili nam druga polowe (za mniej 円 oczywiscie).

Anonimowy pisze...

Skoro jestes tu juz dlugo moze wartoby ominac 4Q...moze sie okazac za latwe .pomiedzy 3 a 2 jest duuza droznica poziomow,ale 4 i 3 to podstawy..,wiec radzilabym zdawac od razu 3.

Puchatek pisze...

Popieram anonima, JLPT 4 to raczej male wyzwanie :)

Anonimowy pisze...

A to nie jest tak, że TRZEBA zdawać w kolejności i tylko jeden poziom w roku można zdać? O_O

melun pisze...

A na co komu JLPT? sam ten test ocenia jak dobrze ktoś przygotował sie do jego zdania , a nie jak dobrze zna Japoński

Mikesz pisze...

Nie, klient panem.Mozna zdawac, co sie chce.