piątek, 1 lutego 2008

Przygotowania do podróży i pierwsze wrażenia

Wit zrobił krótkie wprowadzenie i dzięki temu wyręczył mnie z wstępniaka. Będąc w Polsce zastanawiałem się czy w ogóle uda mi się dotrzeć do Japonii. Przez ponad dwa tygodnie miałem dość ostre zapalenie krtani a mój głos przypominał odgłosy szczeniaka znaczy się psa :). Na cale szczęście udało się doprowadzić mój organizm do prawie właściwego funkcjonowania.
Przygotowania do wyprawy zaczęły się w weekend. Przede wszystkim chciałem przywieźć coś „tubylcom” sorry za określenie. Mam nadzieję, że się nie obrazicie (WIT i Melun).Udało mi się dostać kiełbachę toruńską którą przed wyjazdem suszyłem na kaloryferze żeby nie uległa biodegradacji w czasie lotu.
Na liście zakupów były inne polskie przysmaki jak chałwa, chrzan, i serki z Piątnicy.
Poniedziałek 3:00.
Szykował się długi dzień. Jak zwykle przed dłuższymi podróżami jest sporo rzeczy do zrobienia jak na przykład reinstalacja systemu operacyjnego który na 36 h przed odlotem odmówił posłuszeństwa. Na szczęście udało się doprowadzić kompa do właściwego funkcjonowania.
Podróż trwała 18h. Z czego lot Paryż – Tokio 12 h. przyleciałem na miejsce ledwie ciepły. W sumie wykalkulowałem ze w ciągu ostatnich 60 h spałem jakieś 5 h. Jako, że zaliczam się do populacji niekarłowatych (196 cm) moja intuicja dobrze mi podpowiedziała , żeby usadowić się w pobliżu miejsca awaryjnego. Dzięki temu mogłem się przynajmniej wiercić, bo o spaniu mowy nie było.

Po wylądowaniu zaczęły się niespodzianki. Mój mózg zaczął przechodzić w stan standby lub lekkiej hibernacji. Pierwsze kroki postawione na ziemi japońskiej doprowadziły mnie do budki z napojami. Wybrałem zieloną ciecz sądząc, że postawi mnie na nogi. Jednak nie postawiła ……
Wsiadłem w autobus i zgodnie ze wskazówkami miałem nim jechać do końca a tam czekać miał na mnie Melun. Byłem ciekawy czy jakaś sieć komórkowa będzie działać. Podczas jazdy bawiłem się w sprawdzanie sieci komórkowych.Plus działa, Orange również. Chociaż buraki z Orange twierdzili, że na pewno nie będzie. Telefon musi obsługiwać 3G.
Pierwsze wrażenia:
Beton, beton, beton, dużo betonu ale żeby aż tyle ….. jedne wielkie blokowisko rozciągnięte przez kilkadziesiąt kilometrów.
Nocleg miałem zarezerwowany w akademiku przy Uniwersytecie. Trochę się zdziwiłem bo się okazało że w pokoju jest ok. 7 stopniu Celsjusza i na więcej przy takiej klimatyzacji nie ma co liczyć. Melun zaproponował mi kupno kocyka grzewczego. Może ja się jakoś szybko starzeje i termofor mi potrzebny? Po dwóch dniach mogę stwierdzić, że chyba tylko dzięki temu wytrwam. Cudo….. i jest cieplutko kosztował ok. 90 pln.
W Japonii nie ma centralnego ogrzewania z uwagi na ruchy tektoniczne ziemi. Więc trzeba sobie radzić Klimą. Z tym że klima bardzo wysusza powietrze. Zresztą nie będę robił wywodu udowadniając, że jest w pewnym sensie złem koniecznym.
Rano wchodząc do toalety zobaczyłem swój oddech.

10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Nic nowego. Nuda! Krytyke moglem zostawic dla siebie jednak czasami i ona sie przydaje.
Ps. "Buraki z orange" i kilka innych zwrotow malo smiesznych.

niki pisze...

"Zastanawialam sie", a pozniej "mialem dosc ostre"!
Rozumiem, ze jestes "On" i to male przeoczenie!

Leafnode pisze...

No właśnie, nuda! Mogliście dopisać coś o szczelaninie lub starciu z jakuzom!

P,NMSP. Niektórym nie dogodzisz.

Anonimowy pisze...

przecież dopiero dochodzi do siebie, a od czegoś trzeba zacząć.

wielad pisze...

no właśnie jak to możliwe ze pierwszego dnia nie zaliczyłeś 100 japonek i nie rozgromiłeś tokijskiej yakuzy? przecież wszyscy którzy przyjeżdżają do japoni to robią.
według mnie ciekawy artykuł i liczę na częste wpisy. :)

Huma pisze...

a ile czekałeś w paryżu na samolot:)

Zwiesz pisze...

4 ołers

huma pisze...

Paryż troszke, tokio... oj, az ci zazdroszcze;>

Anonimowy pisze...

no właśnie, przecież rzeczywistość jest o wiele ciekawsza!
:o

Anonimowy pisze...

bo zaliczyl tych japonek pewnie nie 100, ale 200 :-)