sobota, 2 lutego 2008

Pierwsze wrażenia

Rano rozpocząłem zwiedzanie kampusa. Stołówka jest otwierana dopiero 10.30 zatem musiałem skoczyć do sklepu. Znalazłem kanapkę z wkładką. Zaryzykuję. Żołądka nie oszukam.
W pokoju mam kuchenkę mikrofalową. Znowu niespodzianka. Krzaki, same krzaki a właściwie to już busz. Jak ją włączyć? Najwyżej z kanapki otrzymam grzanki.
Kanapka była dobra. Najważniejsze, że pierwszy głód został zaspokojony.Zrobiłem dodatkowo grzankę z gorącymi wiśniami.W końcu jestem w kraju kwitnącej wiśni :).


Yamada-sensei, czyli mój opiekun na Saitamie przyniósł mi dzisiaj czajnik. Dla wyjaśnienia dodam, że znalazłem się tutaj w ramach wymiany pomiędzy naszą Uczelnią PJWSTK w Warszawie a Uniwersytetem Saitama. Dwa tygodnie temu gościłem w Warszawie Pana Yamadę a teraz on odwdzięcza mi się w Japonii.
Wrócę do czajnika. Jak mówią ludzie trochę techniki i człowiek się gubi :). Zanim włączy się czajnik trzeba ustawić konkretną temperaturę wody, później włączyć, darmo szukając przycisku ON/OFF. A na koniec jak woda się zagrzeje trzeba ją nalać. Widać Japończycy nie przepadają za ruchem unoszenia czajnika. Tu woda nalewa się sama, jak w termosie po naciśnięciu przycisku. Sprytne! Dodatkowo czajnik przez cały czas utrzymuje odpowiednią temperaturę wody i nie potrzebuje do tego dużo energii.
Godzina 19. wybrałem się do wielobranżowego sklepu – Yamada denki. Sklep ten jest znacznie mniejszy choćby od naszego „nieidiotycznego” marketu.
W zasadzie można tu kupić wszystko od produktów chemicznych poprzez artykuły spożywcze, elektronikę kończąc na ROLEX-ach włącznie. Ceny zaczynają się od 12000 PLN. Hm w Warszawie można chyba je znaleźć na Ptasiej u Pietkiewicza na placu Konstytucji i może w Arkadii. A tymczasem to jest zwykły sklep wielobranżowy kawałek drogi od Tokio ... szczeka opada, zęby same zbierają się z podłogi.
Dowiedziałem się, że w Japonii pralki piorą w zimnej wodzie! Zatem jednak można wybrać w temperaturze 10 stopni. Więc wypadałoby wszystkim specom od reklam i marketingu powiedzieć ze pranie w 40 stopniach nie jest żadną rewelacją.
Będąc w Yamada-denki jakimś dziwnym przypadkiem :) trafiłem do ubikacji, poniższego zdjęcia chyba nie trzeba komentować.

Później odwiedziłem spożywczak. W końcu nie byłbym sobą gdybym nie przyszedł na sushi. Tu kolejne zaskoczenie na godzinę przed zamknięciem sklepu wszystkie krótkotrwałe produkty są przeceniane od 10% do 50%.Nie chcę nawet sobie wyobrażać sytuacji w polskiej Biedronce gdy na godzinę przed zamknięciem ceny są obniżane, zapewne była by to jedyna godzina podczas której ludzie robiliby zakupy.
Kolację już miałem z głowy i cos na śniadanie. Liczyłem że to coś będzie żółtym serem, jednak się pomyliłem wypadło na masło. Dobre i to.

1 komentarz:

Lukis pisze...

Super czekam na kolejną dużą notke z życia w JPN.

Pozdrawiam.