wtorek, 15 stycznia 2008

Zimny chów

Całkiem malutkie, czasem jeszcze w ogóle nieużywane. Często wystają z wózka, czy rozkosznie zwisają z nosidełka. Bez butów, bez skarpet, całkiem gołe, czasem tylko przypadkowo przykryte kocykiem. Te większe, biegające, przemieszczają się z prędkością shinkansena po chłodnej powierzchni.

Chodzi o dziecinne stópki. Na sam widok zawsze jest mi zimno. Latem, gdy widzę je w klimatyzowanym pomieszczeniu, jesienią gdy bratają się z zimnym powietrzem. A obok idzie dumna mama, zawsze w butach, teraz nierzadko w kozakach z futerkiem. Wszelkie matczyne instynkty budzą się we mnie od razu, mam nieodpartą potrzebę interweniowania i przykrycia ich. Jednak zawsze idę dalej, odruchowo tylko sprawdzam stopy swojego syna. Uff. Jest mu ciepło i może swobodnie kumulować energię.

9 komentarzy:

Kabura pisze...

Co kraj, to obyczaj, znajome Japonki w Polsce zawsze załamują ręce nad Polkami, które według nich przegrzewają swoje dzieci - ubrane w krótkie spodenki i koszulki opatulają dzieci w śpioszki i przykrywają kocykami :))
Po mojemu obie szkoły są do bani, ja przestałem chorować jak zacząłem samemu kontrolowac temperaturę, na przykład ściągając czapkę, do której odruchowo przymuszała mnie jesienią mama.

brad pisze...

dobre spostrzezenie iamzule powoli sie rozkreca ..

ale jest nadal nastawiona na jedyna sluszna racje polska racje i kulture polskie wychowanie 'ultra-narodowo-katolicke
polskie, sarmackie, mickiewiczowskie, norwidowskie, orzeszkowe, te
czyste, niepokalanie poczete, plynace z prosto z serca jezusowego,
gdzie bursztynowy swiezop, lsniace jak danusia i jagienka' razem wziete

w chianch natomiast wszystkie maluchy, ktore widze, sa tak opatulone lachmanami, ze przypominaja pilke do kosza duzych rozmiarow

carolajn pisze...

ja tez na to zwróciłam uwagę będąc w Japonii. Dzieci w wózkach, bądź starsze już chodzące, przy temperaturze kolo 0 stopni i wietrze z ciepło ubranymi rodzicami, same stały w krótkich spodenkach...
brr...
I nie wydaje mi sie dobrym pomysłem, żeby tak "hartować" dziecko przy słabej pogodzie. Zwłaszcza te wózkowe maleństwa, których jedynym ruchem jest machanie rękami- nie maja jak zatrzymać ciepła bądż go pozyskać jeżeli nie są dobrze pozakrywane a co dopiero, gdy przy takiej pogodzie maja gołe stópki..

Kabura pisze...

Nie jestem do konca pewien tego, czy musza zatrzymywac cieplo lub go pozyskiwac, prace na temat wrodzonej termoregulacji mowia, ze im mniejsza powierzchnia ciala, tym latwiej o wypracowanie odpowiedniej odpornosci na skoki temperatur, wiec dzieciom latwiej utrzymywac odpowiednia temperature niz im matkom (no chyba, ze sie je przechlodzi albo przegrzeje). Japonskie dziecko jest skazane na ciagle szoki termiczne, bo raz sie wnosza go do nagrzanego/schlodzonego sklepu/pociagu, zeby zaraz przemiescic do miejsca o zupelnie innej temperaturze. Moze takie wlasnie przyzwyczajenia powoduja, ze czesto opatulony w szalik i czapke dorosly Japonczyk nie uroni kropli potu po wejsciu do nagrzanego wagonu?
Tak czy naczej to bardzo ciekawy temat na glebsze zbadanie, ja sie od razu rozpuszczam i cos czuje, ze winny jest nie tylko tluszcz ;)

Monika pisze...

No i jednak coś w tym jest, że Japończycy są jednym z bardziej długowiecznych narodów.
Poza tym chciałabym zauważyć, że hartowanie, polega na pozyskaniu odporności na skoki temperatur, a nie na chronieniu kogokolwiek, przed wpływami środowiska (np temperaturą niższą, czy wyższą).

Maximus pisze...

kabura masz troche racji. mimo wszystko i ja mam czasami nieodparta ochote przykryc takie male dziecko. Po mijajacym weekendzie w gorach mocno zwrocilem uwage, ze japonskie dzieci sa odporne/ a raczej przyzwyczajone do zimna.

aniel pisze...

Zdecydowanie dorosle, a przynajmniej juz wyrosle z postaci dzieciecej osobniki wychowane na modle japonska w kwestii omawianego "hartowania" wykazuja wieksza niz przecietne polskie cialo odpornosc na, wg nas, nieprzyjazne temperatury.
Uczestniczylam ostatnio w calodniowym turnieju sportowym odbywajacym sie na wyziebionej sali gimnastycznej w pewnym miasteczku w Saitamie. Juz na uroczystym powitaniu przybylych druzyn ja zawinieta bylam po oczy grubym szalem, z postaci drugiego zas grajacego obcokrajowca, Szweda, wylanialy sie spomiedzy czapki i szalika wylacznie oczy. Reszta stala dzielnie na zimnie. I to powtarza sie co sobote na treningach. Oczywiscie nie mozna powiedziec, ze sytuacja jest prawdziwa w sposob absolutny. Owszem, zdarza sie, ze to moim znajomym z druzyny drza kolana, ja za to przechadzam sie w krotkim rekawie. Ale to sporadycznie.
Nigdy nie mialam okazji zapytac japonskiego dziecka o jego odczucia na temat skapego ubioru zima, ale na oko nie wygladaja owe dzieci na zrozpaczone. A moze po prostu, jak to w Japonii, nie wypada ujawniac swojego niezadowolenia za bardzo publicznie...

Anonimowy pisze...

a ja widzialam nie raz jak np. zimą, -2 dzieci w wieku 4, 5 lat z zielonymi gilami do pasa, kaszlace jak przy zapaleniu pluc w mundurku przedszkolnym (skarpetki, spodniczka/spodenki, bluzka i kaftanik plus kapelusik) trzęsly sie z zimna czekajac na busik do przedszkola. Nie wierze, ze takie wychladzanie czlowieka wychodzi mu na dobre. I ta zazdrosc malego czlowieka, i te pytania do rodzicow dlaczego gajdzinskie dziecko moze miec rajstopki, kurtke i czapke, albo mamo mi jest zimno. I niewzruszona odpowiedz rodzicow - musisz wytrzymac, nic sie nie da zrobic. I oburzone spojrzenia na nieprzepisowo ubrane dziecko. A moje dziecko generalnie nie choruje. Fakt, poci sie duzo bardziej niz japonczycy ale u nich to jest uwarunkowane genetyczne a nie jest efektem wychladzania w dziecinstwie

Kabura pisze...

"musisz wytrzymac, nic sie nie da zrobic. I oburzone spojrzenia na nieprzepisowo ubrane dziecko" pachnie lekkim przesadyzmem. Jak rano odprowadzam malego do przedzkola i podloga wciaz jest chlodna, a dzieci za malo "wybiegane" to pani proponuje skarpetki. Te dzieci, ktorym jest zimno (lacznie z moim), zakladaja je, choc bieganie w nich jest niebezpieczne i nieprzyjemne, podczas gdy zdecydowana wiekszosc (90%?) nawet nie chce o skarpetkach slyszec. Wszystkie wzmianki o ostrym przymuszaniu i slepym posluszenstwie sa szyte grubymi nicmi. Zauwazmy ilu cudzoziemcow pisze, ze japonskim dzieciom wszystko wolno. Druga polowa pisze, ze im nic nie wolno. Logiczny wniosek wyciagnac chyba dosc latwo. O Japonii po prostu nalezy pisac skrajnosci, bo "to kraj skrajnosci". Czytam tak o kazdym kraju i pytam - dobra, w takim razie pokazcie mi kraj, w ktorym skrajnosci nie ma...