niedziela, 6 stycznia 2008

16 dni laby

Wykorzystując tymczasowe rządy w labie odpuściłem studentom seminaria w ostatnim tygodniu roku, co dało rekordową cyfrę 16-tu (słownie szesnastu) dni wolnych. Staraliśmy się, żeby było świątecznie i możliwie analogowo, co da serię wpisów pod rząd, nakumulowało się :)

Polonijna Wigilia, pewnie druga co do wielkości po tokijskiej (jak tam region Kansai?) zgromadziła w Sapporo ponad 30 osób. Był opłatek, kolędy i polskie jadło, od bigosu począwszy na łazankach z makiem i suszu skończywszy.

Jak już wiecie, Sylwester w Japonii to raczej Wigilia spędzana w rodzinnym gronie. Przeważnie spędzaliśmy go sami, lub u japońskich znajomych, w tym roku spontanicznie wypłynął pomysł spotkania w gronie tych, którzy czują się samotnie w ten "wigilijny" wieczór :)

Tradycyjnie ogląda się w telewizji Kōhaku Uta Gassen" (Czerwonych i białych walkę na pieśni), jednak ja zdecydowanie wolę walki proponowane przez stacje prywatne. Serce rozdziera mi wybór między zawodami sztuk walki (formuły wszechstylowe K-1 albo Pride), a "bojami" na "batsu geemu" uprawianymi przez moich ulubionych komików-weteranów z grupy Downtown w sztandarowym programie "Gaki-no tsukai-ya arahen-de". W tym roku włączyliśmy TV tylko na końcowe odliczanie w towarzystwie boysbandów ze stajni "Johnny's".

Pierwszego dnia roku ogląda się noworoczny wschód słońca (zapaleńcy) i idzie do chramu poprosić szintosityczne bóstwa o pomyślny rok (reszta). Czyta się też noworoczne kartki, daje dzieciom "premiowe" kieszonkowe i wiele innych rzeczy, ale o tym może za rok :)

Ponieważ nie mamy co palić (a' propos pozbywania się elementów starego roku - poinformowano mnie, że bożonarodzeniowe światełka nie znikają dlatego, że nie pasują do noworocznego nastroju, ale dlatego, że są elementem mijającego, czyli niechcianego już roku), najważniejszym elementem wyprawy do chramu jest dla nas ciągnięcie omikuji. Nawet po zmianie najbliższego chramu moje szczęście jest tradycyjnie maksymalne. Ponieważ małżonka nie miała dobrej ręki w zeszłych latach, wyciągnąłem los również dla niej. Dwa maksy, dówód wklejony w prawy górny róg zdjęcia :)

Oczywiście trzeba rozpocząć nowy rok tradycyjnymi daniami przynoszącymi szczęście. Rzecz jasna powinny być domowej roboty i w tym miejscu należą się podziękowania naszym znajomym, którzy co rok zapraszają nas do siebie albo siebie do nas (nie każdy ma warunki) przywożąc specjały do spróbowania (tym samym mamy okazję do poznania różnic tychże świątecznych dań, bo w zależności od pochodzenia pani domu smaki potrafią różnić się drastycznie). W tym roku pojechaliśmy do znajomej rodziny w Yoichi, miejscowości znanej z Łyskacza i kosmonauty.

Przez moment zastanawialiśmy się na tym "co by było, gdyby" i jak nasze życie wyglądałoby teraz jeśli wybralibyśmy domek, a nie mieszkanie.

Jednak bardzo szybko przypomniało się nam o jednym z głównych powodów, dla którego woleliśmy mieszkanie :)

3 komentarze:

WiT pisze...

Mam znajomą w Kamakurze, pracuje w świątyni i mówiła, że na nowy rok wyjmują z urn wszystkie złe omikuji, żeby nikt ich nie wylosował. Zostają tylko najlepsze i dobre...

rs pisze...

wit: jak to mówią szczęści trzeba pomagać ;P

Anonimowy pisze...

Na zdjeciu nr 5 ten maly i duzy to identyki :D tzn niezwykle podobientswo (nawet jak na ojca i syna)..