czwartek, 31 stycznia 2008

Koniec stycznia

Jaki pierwszy miesiąc taki pierwszy rok mawiała moja prababcia. Od 10 dni jestem zamknięty w mojej izolatce. Obejrzałem wszystkie filmy, przeczytałem wszystkie książki, przesłuchałem wszystkie płyty. Wiem co czują hałsłajfy. Strupy już odpadają, powoli zaczynam wychodzić do ludzi. Dziś mam pierwszą lekcję, wyobraźcie sobie, języka japońskiego. Taką prawdziwą, za pieniądze, w szkole językowej. Jak nie teraz to nigdy...
Poza tym spreadshirt przedłużył darmową dostawę w sklepie tbn do końca lutego. Ostatnia szansa by zamówić sobie naszą koszulkę czy bluzę w jakiś odległy region świata nie płacąc 60zł za przesyłkę.
Na blogu lekkie zmiany. Ledwo carolajn zdążyła trafnie podsumować swój pobyt w Japonii a już mamy nowego gościa. Na kilkanaście dni do Saitamy wpadł Zwiesz, świetny fotograf, mój dobry kolega. Mam nadzieję, że uprzyjemni Wam czas zdjęciami i spostrzeżeniami ze swojej dziewiczej wizyty w kraju kwitnącego nałogu alkoholowego.
Wesołego lutego!

środa, 30 stycznia 2008

Suma sumarum

Jako, że jestem już od ponad miesiąca w Polsce nadszedł czas na podsumowanie japońskiej "przygody" i odejście do archiwum.:)
Czy mogłabym żyć w Japonii? Mając ukochana osobę u boku- może i bym dała radę, aczkolwiek z odwiedzonych przeze mnie krajów azjatyckich najchętniej przeniosłabym się do Tajlandii gdzie ludzie mają serce na dłoni- gdzie życzliwość jest tak naturalną rzeczą jak oddychanie. Japońska uprzejmość bardzo często jest sztuczna nie chciałabym użyć słowa wymuszona. W Polsce po powrocie uderzył mnie brak grzeczności a nawet zwykłe chamstwo od którego zdążyłam odwyknąć przez 3 miesiące w "kraju kwitnącej uprzejmości". Uprzejmości, która po kilku dniach bądź tygodniach zaczyna doprowadzać do szału, że za wszystko dziękują, za wszystko przepraszają.. i bardzo często stwarzają wrażenie ludzi przepraszających za to że żyją. Brakuje tak bardzo gentlemeńskiego przepuszczania kobiety w drzwiach, czy zwykłej pomocy na ulicy np. z wózkiem itp. Standardy zachowania co do osób starszych, czy kobiet z dziećmi, maja bowiem opisane na ścianach metra i wydaje mi się, że poza wiele schematów dotyczących życia czy tzw. kultury osobistej, nie wychodzą. Niewątpliwie brak znajomości języka odgrywa dużą barierę, gdyż niewiele osób zna język angielski w stopniu który umożliwia zrozumiałą konwersację. Aczkolwiek, brak znajomości japońskiego nie świadczy o tym, że przeżyć czy żyć w Japonii sie nie da. Ba! ma to nawet swoje zalety- można się wyciszyć, stać się zwykłym obserwatorem, i pewnie nie raz obiektem plotek współpodróżnych:) Podróżując komunikacją miejską nie musiałam wysłuchiwać naszpikowanego wulgaryzmami języka tak jak kiedy po raz pierwszy po powrocie wsiadłam w Warszawie do autobusu i zostałam ogłuszona przekleństwami dwóch rozmawiających ze sobą nastolatek ( chociaż w języku japońskim i tak nie ma przekleństw).
Dużym plusem i udogodnieniem jest niezwykle dobrze rozwinięta i funkcjonująca- w porównaniu do warunków w Polsce- komunikacja miejska. Mieszkanie poza Tokio- a nie tak jak np. poza Warszawą- nie sprawia więc żadnego problemu.
Pozycja kobiety ukształtowana kulturowo na przestrzeni dziejów nadal odbija się echem wśród społeczeństwa japońskiego. Specjalnie dla kobiet zostały stworzone wagony w metrze, gdzie w danych godzinach bezpiecznie mogą podróżować do lub z pracy, nie obawiając się napastowania ze strony mężczyzn. Niektóre linie autobusowe międzymiastowe, również oferują transport jedynie dla kobiet. Pomysły te na pewno nie powstały jedynie z powodu dychotomii płci czy chęci zarysowania wyraźnej odrębności gender, a raczej- stwierdziłabym (również na podstawie zasłyszanych historii o molestowaniu kobiet i japońskich dzieci min. w komunikacji miejskiej), że to właśnie spowodowane jest przez silne oddziaływanie płci męskiej na kobiecą czy wręcz jej ingerowanie w społeczno-kulturową tożsamość płci pięknej.
Mimo wszystko, Tokio dało mi poczucie bezpieczeństwa i swobody, a japońscy mężczyźni tylko kilka razy zdobyli się na odwagę, by zapytać mnie czy jestem dziewczyną do towarzystwa.
Japonia, na pierwszy rzut oka, wydała mi się krajem który dba o środowisko. Przykaz sortowania śmieci a nawet mycia kartonów po mleku (czy innych spożywczych opakowań) oraz suszenia ich przed wyrzuceniem, wydał mi się totalnie absurdalny, zwłaszcza w momencie kiedy w sklepie (dla przykładu) kupowałam mięso zafoliowane na tacce i plastikowe opakowanie z rybą w środku, przy kasie obydwie rzeczy pakowane były w osobne siatki by później, trafić do większej- wspólnej. Bzdura i marnotrawstwo!! Setki nieekologicznych i zalegających wszędzie torebeczek, często nachalnie wciskane były w moje ręce.

Japonia zachwycała by zaraz za rogiem ogłuszyć swą głupotą i bezmyślnością, zaskakiwała wachlarzem rozwiązań ułatwiających drobne codzienne błahostki, rozpieszczała konsumpcyjnie, zaspokajała różnorodnością produktów, a jesienią, zaskakiwała nieznaną mi wcześniej paletą barw.
Już się z nią pożegnałam i chyba nie tęsknię zbytnio, no może za ludźmi poznanymi w Tokio.... ale kolejny plan powoli się krystalizuje -grudzień- kierunek Tajlandia, Kambodża i Filipiny:)


ciasteczka na "porost biustu":



Po lewej stronie na poniższym zdjęciu żółte "U" na dachu- to rollercoaster. Właściciel budynku postawił go na dachu jako ciekawą atrakcję i możliwość zarobku. Na jego nieszczęście mieszkańcy okolicznych budynków sprzeciwili się pomysłowi i "żółte U" od dłuższego czasu bezużytecznie sterczy na dachu:)

Naturalne przygotowania do festiwalu

Grudniowy niedosyt śniegu został nadrobiony w styczniu. Najwyższa pora, bo już niedługo rozpocznie się słynny Festiwal Śniegu, podczas którego liczba Polaków w Sapporo zdwoi się na moment ;)

Budzisz się, nocna śnieżyca jeszcze trwa.

Wychodzisz z domu, szukasz samochodu.

Odkopujesz go, a po drodze do pracy...



...napawasz się widokiem świeżego, mieniącego się w słońcu puchu, wybielacza codziennej szarości.

A za oknem przy biurku w każdej chwili możesz sprawdzić aktualny stan pobliskich stoków :)

wtorek, 29 stycznia 2008

ascii

Porządki

W jakie kwiatki wolisz, kochanie?odpoczynek od techniki
prawdziwy fan nawet z gorączką przychodzi na zawody
Mariusz przysłał zdjęcia z wizyty w Japonii. Odnalazłem siebie na nich.

Przegląd prasy

48-mio letni Toshihisa Yamamoto, docent z uniwersytetu w Osace, został aresztowany pod zarzutem molestowania seksualnego 16-to letniej dziewczyny. Incydent miał miejsce w autobusie linii Osaka-Tokyo, którym podejrzany jechał na konferencję. Docent przyznał się zatrzymującym go policjantom do winy tłumacząc się: "Siedziałem obok urokliwej kobiety w mini spódniczce i strasznie się napaliłem". Jak ustaliła policja we wczesnych godzinach porannych podejrzany włożył poszkodowanej rękę pod bieliznę i dokonał aktu nierządu. Dziewczyna obudziła się, zapytała czy to co on właśnie zrobił to jest to co ona myśli, ten przyznał się. Poszkodowana zawiadomiła kierowce, ten policję. Autobus miał nieprzewidziany przystanek na autostradzie, gdzie na docenta czekała już suka.

Japonia wraz z USA buduje tarczę antyrakietową. W Japonii przebywa ok. 50,000 amerykańskich żołnierzy, jak się okazało wszyscy są w zasięgu północno-koreańskich rakiet balistycznych.

Tokijski sąd okręgowy nakazał firmie McDonalds Japan wypłacać nadgodziny menedżerom restauracji. Firma broniła się, mówiąc, że kierownictwo wykonawcze firmy nie podlega regulacjom godzinowym. Sąd nie przychylił się do tego stwierdzenia, orzekając, że manadżer jednej restauracji nie wchodzi w skład kierownictwa całej korporacji.

Narodowa Organizacja Turystyczna podała liczbę obcokrajowców odwiedzających kraj w 2007, rekordowe 8,349,200 (13,8% więcej niż rok wcześniej). Wg. specjalistów rekord zawdzięczany jest malejącą wartością jena na rynkach światowych. Najwięcej turystów przyjechało z Korei Południowej oraz z Chin.
Spada natomiast liczba Japończyków wyjeżdżających za granicę. W 2007 roku było ich tylko 17,298,000.

Połowa Japończyków boi się używać Internetu. Rządowa ankieta przeprowadzona na 3,006 obywatelach powyżej 20 roku życia wykazała, że 45.4% respondentów obawia się bezprawnego wykorzystania ich danych osobowych i haseł oraz obarczenia fikcyjnymi transakcjami bankowymi. 36.3% nie obawia się takiego zagrożenia, 18.3% nie zdecydowała czy się obawia czy też nie.

Policja prefekturalna w Saitamie zatrzymała pięć uczennic w wieku licealnym pod zarzutem prowadzenia serwisu z ofertami nieletniej prostytucji. Ogłoszenia były umieszczane przez same zainteresowane w postaci nieskomplikowanych szyfrów niosących informację m.in. o miejscu spotkania i cenie za usługi. Jak ustaliła policja dla przykładu "IkebLURV1700Yukichi2JC1" znaczyć miało "Uczennica pierwszej klasy liceum spotka się na sex w Ikebukuro o 17:00 za cenę 20,000JPY". Symbol LURV jest emotikonem zamienianym na serce. Przedstawiciel władz ostrzegł wszystkich rodziców, że jeżeli natkną się na e-mail wysyłany przez ich córkę, w których jest serce i jakieś liczby, powinni podejrzewać, że sprzedaje ona swoje ciało.

Happening pod nazwą "Wykrzycz miłość w parku Hibiya" zostanie zorganizowany przez Japan Aisaika Association w czwartkowe popołudnie. Każdy z przechodniów będzie mógł stanąć na podium i wykrzyczeć najgłośniej jak potrafi "Kocham moją żonę!!!", za co dostanie tulipana i certyfikat "Oddanego żonie". "Chcemy by mężczyźni zabrali kwiaty do domu i ofiarowali je żonom" powiedział przedstawiciel organizacji. Dwa lata temu ta organizacja "oddanych żonom" zadeklarowała 31 stycznia Dniem Żony.

źródło: mdn

poniedziałek, 28 stycznia 2008

Walka z japońską techniką w polskim wydaniu

Japońskie bum bumy w warszawskiej kranówie
Mateusz walczy z おふろかー

Szalony styczeń

Z przyczyn losowych (szef w szpitalu) od listopada "doglądam" dwudziestu siedmiu studentów zamiast, jak do tej pory, siedmiu. Jak łatwo się domylić, w takiej sytuacji pisanie na bloga jest dla mnie dosyć trudne, szczególnie w styczniu, kiedy to nastaje okres egzaminów. Najcięższy (jeśli chodzi o zużycie psychiki) z nich to tak zwany egzamin centralny, taka ogólnokrajowa matura, która odbywa się w całej Japonii i musi być przeprowadzona bez najmniejszej wpadki - od jej wyników zależy to, na jaki uniwerek będzie mógł dany licealista startować. Stres udziela się rodzicom, którzy wnoszą skargi na każdy element, który mógł rozproszyć dziecko (np stukanie w kaloryferach) lub niewyraźne zapisanie czegoś na tablicy. W każdej sali pisze około 30 uczniów, "walczą"dwa dni zdając wybrane przez siebie przedmioty (od języków po etykę, w tym roku zaskoczyło zdających zadanie "napisz program w BASICu, który..."), pilnuje dwóch prowadzących w sali i jeden "strażnik" poza salą, podczas "angielskiego ze słuchu" dochodzi jeszcze pomocnik do rozdawania odtwarzaczy audio Sony, jeden dla każdego zdającego (do zabrania do domu po egzaminie). Oczywiście każdy "prowadzący" ma podwójne szkolenie za sobą i zestaw kilkudzesięciostronicowych instrukcji na temat tego co należy mówić, co robić w danym wypadku i z kim się kontaktować - na co zezwalać, a na co nie. Po zaliczeniu wszystkich szczebli od "strażnika na zewnątrz", przez odpowiedzialnego za sprzet do "English - Listening" od dwóch lat jestem w sali, dwa bite dni podwyższonej adrenaliny. Prawdę mówiąc nigdy nie myślałem, że pisanie "krzaczków" może być tak stresujące. Nawet nie pisanie, ale przepisywanie, bo jeśli jest jakaś poprawka co do przysłanych z Tokio zadań, to obaj "prowadzący" przepisują tekst "telegramu" na tablice - jeden na lewą, drugi na prawą. Każdemu, kto tak jak ja myślał, że ręcznego pisania kanji nie trzeba regularnie ćwiczyć wysyłam niniejszym ostrzeżenie - kiedyś może przyjść kryska na Matyska i rączki będą drżeć :)
W piątek wzmożony okres pracy dydaktycznej (cha cha) został przerwany przez wyjazd służbowy do Tokio, podczas którego mieliśmy się spotkać z ekipą TBN, niestety, jak już wiecie, Wita rozłożyła choroba i pan (?) internista. Wyjazd sponsorował Nissan, który zrobił mi niespodziewany prezent - ilustracje do odpowiedzi na pytanie "dlaczego firma samochodowa płaci mi na rozwój robotów". Teraz widać jak na dłoni kto będzie prowadził Pivo2 :)

PS: niniejszym oznajmiam, że nie mam nic wspólnego z faktem nadania projektowi polskobrzmiącej nazwy :>
PS2: dostałem kilka "zachęt" do napisania o tym jak wygląda praca w Japonii, niech to będzie pierwszy wpis pod nowego taga pt. "praca".

niedziela, 27 stycznia 2008

Zagadka

Zabawa w skojarzenia. Poniżej dwie reklamy. Obie firmy mają na stałe wykupione powierzchnie reklamowe na wielu prywatnych liniach kolejowych. Ich plakaty zlały się już z wystrojem wagonów linii Keio, Keikyu czy yokohamskiego metra. Mnie zadziwiły jednak przedmioty działalności tych firm, co jest zagadką dzisiejszego wieczoru. Sam się kiedyś nad tym głowiłem. Do wygrania koszulka tokyobynight.pl.


Wasze propozycję proszę pisać w komentarzach. Wygrywa pierwsza para prawidłowych przedmiotów działalności w/w firm (np. przetwórstwo rybne/szkoła rodzenia). Proszę o zakamuflowanie jakiegoś maila do siebie w odpowiedzi czy innego typu identyfikatora (gg, skype, etc.). Znających język proszę o niepodpowiadanie! Powodzenia!

sobota, 26 stycznia 2008

More sumo extinction


Muzyka: Grails

czwartek, 24 stycznia 2008

Mizuboso...

...czyli ospa wietrzna. Po dwóch dniach niby grypy moja gajdzińska skóra zaczęła pokrywać się czerwonymi kropkami. Wyguglałem objawy w wikipedii, sprawdziłem z rodzicami, nie chorowałem wcześniej. Udaliśmy się z Gregiem do szpitala, Greg w charakterze tłumacza, wyciągnąłem go z roboty. Zarejestrowaliśmy mnie w recepcji. Jako, że było po 15:00 wylądowaliśmy na ostrym dyżurze. Gdy zebrała się liczba 3 pacjentów oczekujących na zbadanie (m.in. jeden przywieziony przez karetkę) internista z asystentem zeszli do nas łaskawie. Facet wyglądał na 13 lat, miał farbowane włosy, fioletową koszulę i regulowane brwi. Jego asystent wyglądał jakby był jego partnerem życiowym, patrzył się w niego jak w obrazek i przytakiwał grzecznie. Lekarz popytał o objawy, obejrzał mój brzuch z prawej strony i twarz. Jego pewność siebie zmalała, gdy Greg zaproponował: "może to ospa?" Nie to raczej nie jest ospa stwierdził szybko. Asystent pokręcił głową przecząco. Powinienem przyjść jutro by zobaczyć się z dermatologiem. Już chciał kończyć gdy zaproponowałem, że może pokaże mu jeszcze lewą stronę brzucha. "A to może jednak być ospa", stwierdził. Asystent przytaknął, zapisał coś w notesie (założę się, że "ospa - sprawdzić!"). Sytuacja niewiele się jednak zmieniła
Przystojniak zaczął wypisywać skierowanie do dermatologa na jutro, gdy obydwaj z Gregiem po japońsku zassaliśmy głośno powietrze przez zęby, tsssssssss.
Lekarz zastygł. Partner życiowy zaproponował telefon na oddział po dermatologa (który nomen omen po japońsku nazywa się hifu-ko). Zostaliśmy wyproszeni na korytarz.
Po dwóch minutach zeszła pani dermatolog, z asystentką pół kroku w tyle. Weszła do gabinetu, przystojniak wprowadził ją w sytuację, że "gajdzin-sama jest na korytarzu, chyba z ospą ale on nie wie". Znów zostaliśmy uprzejmie zaproszeni do gabinetu, Pani doktor spojrzała na mój brzuch z lewej i z prawej, nawet mnie dotknęła jednym palcem i jednoznacznie orzekła - mizuboso des yo! Asystentka przytaknęła i zapisała coś w notesie... Pani doktor przepisała leki, wyjaśniła interniście na czym pokrótce polega ospa i wyszła, za nią asystentka. Ledwo zdążyłem podziękować.
Następnie ktoś pobrał mi dwie gigantyczne fiolki krwi, poszliśmy z Gregiem na ramen, po godzinie były wyniki, dostałem leki. Teraz leżę i kwiczę.

środa, 23 stycznia 2008

Tokio dziś

pod białym puchem.


wtorek, 22 stycznia 2008

Zielono

Na miniaturowych kawałkach ziemi powstają przestrzenie zielone, które sprawiają, że mam poczucie obcowania z roślinnością. Chylę czoła za każdym razem gdy obok przechodzę, podziwiam spryt twórców i trud włożony w pielęgnację roślin. Kiedy przyglądam się dokładniej zauważam, że rośliny często wyrastają niemal z betonowej płyty, czasem z mini kawałka ziemi przylegającego do asfaltowej drogi, skrupulatnie wciśniętego pomiędzy budynki lub sztucznie usypanej niby grządki, a jeszcze inne tworzą jakby ogrody na dachach garażów, czy podjazdów.
Kiedy znalezienie kawałka ziemi jest już niemożliwe, wokół podjazdu, czy podejścia do domu stoją donice, a w nich rośliny tworzące jakby rabaty, czasem bujne krzewy, nierzadko spotykam tam też drzewa. Pobieżnie spoglądając na okolicę mam wrażenie, że roślinności wcale nie jest jak na lekarstwo. Dopiero przy bliższym poznaniu widzę ile trudności trzeba było ponieść, by osiągnąć taki efekt.
Dzięki tej nadzwyczajnej umiejętności wykorzystania każdego skrawka ziemi betonowe miasto nie straszy chłodem.



A jeśli te przestrzenie nie wystarczają, można udać się do ogrodu i nacieszyć spragnione oko nienagannie utrzymaną roślinnością.

poniedziałek, 21 stycznia 2008

Sumo trzy

Przed każdą walką na arenę wnoszone są flagi sponsorów, każda flaga oznacza bonusowe sześć manów (60,000JPY) w kopercie dla wygranego zawodnika, wręczane zaraz po walce. Chwila rytuałów i naparzanie.












Czasem ktoś ląduje w trybunach, czasem walka jest anulowana z jakiegoś powodu (np. kontuzja). Walki ciągną się jedna po drugiej w ustalonym porządku, najlepsi walczą na końcu. Emocji na trybunach nie brakuje. Reguły, zmiękczone obfitą ilością alkoholu, przewidują liczne okrzyki, aktywny doping, rzucanie poduszkami itp. Wielu cudzoziemców wśród zawodników; głównie kraje byłego bloku wschodniego. Swoistą atrakcją była walka Morza Bałtyckiego (Estonia) z Morza Czarnym (Gruzja).

Doskonały folklor, przednia rozrywka, niepowtarzalna atmosfera.
Kolejny punkt na mojej liście must-see w Japonii odhaczony.

Sumo dwa

Sumo raz

Podczas gdy najlepsi sumocy prezentują swe atrakcyjne cielska widzowie schodzą się na trybuny. Na dole tradycyjne loże, na górze standardowe krzesełka. W lożach darmowy alkohol i jedzenie do oporu, co więksi wipowie witani są dodatkowymi podarunkami.
Wybija szesnasta, młodsi zawodnicy występowali od ósmej rano. Teraz czas na galę czołówki rankingu i specjalne prezentacje wielkich mistrzów yokozuna. Za chwilę się zacznie...