piątek, 14 grudnia 2007

Zabieliło

Mieliśmy na Antypodach odpocząć od śniegu. Kiedy go nie było w dniu wyjazdu - byliśmy trochę zdziwieni, dwa tygodnie później byliśmy zdziwieni podwójnie - wysiadamy z samolotu, a Hokkaido wciąż w okresie późnej jesieni. Ponieważ sanki były już wcześniej nawoskowane, postanowiliśmy wywołać opady śniegu przy pomocy białej magii. Niespodziewana pomoc nadeszła od Wita w postaci śnieżnobiałej koszulki tematycznej. Wielkie dzięki, pomogła! (przy okazji - spóźnione życzenia urodzinowe!)

Wprawdzie przez noc spadło tylko kilkanaście centymetrów...

...jednak niektórzy musieli wyciągnąć "sprzęt lekki" by wyjechać do pracy.

My na szczęście mamy podgrzewany parking, ale bez porannej gimnastyki zmiotkowej (sprzęt ultralekki) się nie obeszło...

Po drodze śnieg zaczął robić się mokry, ale co jakiś czas wyglądam w pracy przez okno - wciąż tam jest!

PS: Na Naricie czekaliśmy w kolejce tylko jakieś 3 minuty, bo tak jak Wit pisał, "re-entry permit holders" mają osobne okienka i kolejki są krótsze nawet od tych dla Japończyków :)
Sama odprawa trwała 3 minuty 45 sekund (mierzyłem), a wywiad polegał na zapytaniu "a gdzie państwa dziecko?" bo Mik schował się "pod ladą". Potem żadnego otwierania walizek, powiedziałem "ludziów sztuk trzy, walizków sztuk dwie", pan się uśmiechnął i wpuścił pół lodówki bez mrugnięcia okiem, he he.
Za to po przylocie do Australii czekaliśmy prawie godzinę, obwąchiwały nas psy kiedy staliśmy w kolejce, wywiad był dłuższy, musieliśmy zgłosić żywnościowe omiyagi i bać się czy nie znajdą nam kawałka błota na podeszwie. Ale mimo tej atmosfery "ostrego sprawdzania" przyjezdnych cała masa - co kraj, to (wjazdowy) obyczaj, ale chyba nie ma on ogromnego wpływu na ilość turystów czy biznesmenów, o którym trąbią media. Jak ktoś chce/musi gdzieś wjechać - zagryzie wargi. Lepsze pół godziny na lotnisku niż jazda do stolicy po wizę - niektóre kraje tak właśnie robią - pobierają odciski i zdjęcia podczas składania aplikacji w ambasadzie.
Z dwojga złego wolę wersję lotniskową, nie wyobrażam sobie co dwa miesiące latać do stolicy i balować z ekipą TBN ;)

4 komentarze:

~M pisze...

Felietoniarskie masz zapędy, dzięki czemu świetnie i lekko się czyta ;)

k pisze...

taki mały śnieżek a już jeden nihonjin miał problemy z wyjazdem..ehhh

Iga pisze...

To ja jeszcze poproszę o śnieg w Karpaczu.

Kabura pisze...

Spoko, on/ona bez problemu by wyjechala. Tylko, ze jesli nie bedzie robic tego regularnie, to za kilka dni nie otworzy nawet drzwi :)
Mieszkanie przy ulicy szostej kolejnosci odsniezania ma swoje wady i zalety - niektorzy mowia, ze mieszkancy Hokkaido zawsze sa w dobrej formie, bo musza sie przymusowo gimnastykowac kazdego ranka przez pol roku :)