sobota, 3 listopada 2007

Otsukaresama

Japonia to kraj absurdów. Pewnie jak wiele innych ale tu wyjątkowo dają się one we znaki, z pewnością dlatego, że od tak "wysoce cywilizowanego" kraju oczekiwałbym ich braku. Co jakiś czas jednak pojawia się sytuacja, w której włos jeży mi się na głowie i przysłowiowa powieka dyga...

O tym, że przeciętny Japończyk nie bierze urlopu przekonywać nie muszę. Wzięcie tygodnia urlopu oznacza zwykle, że nie jesteś zbytnio potrzebny swojej firmie; dwóch tygodni, że szukasz pracy. Czasem z dziesięciu wolnych dni termin pięciu masz już określony przez szefa. Bezmyślna kultura pracy zmusza ludzi, którzy umieją wypoczywać, do kombinowania z długimi weekendami bo wziąć sobie dzień wolny po albo przed wypada już bardziej. To sprawia, że w okolicy wszystkich świąt (a jest ich sporo) wyjazd gdziekolwiek, czy to na wieś czy za granicę, jest horrorem. Korek na Zakopiance w pierwszy dzień ferii to przy tym pikuś. Stoi wszystko, szczyt trwa 24 godziny na dobę, wszelkie zarezerwowane bilety na pociągi, statki, autobusy czy samoloty są dawno wykupione. Doskonale zrealizowany transport, działający wydajnie na co dzień, tonie w oceanie ludzi. Wszyscy do tego przywykli, bo tak musi być.

Dziś po raz drugi nastawiłem swój budzik na 9:25 rano, po to żeby wejść na stronę linii lotniczych ANA i kupić bilet powrotny na samolot krajowy, trzeciego stycznia. Lot jest tańszy od shinkansena i zajmuję jedna trzecią czasu. Na jego kupienie miałem jednak 4 minuty. Codziennie o 9:30 rozpoczyna się sprzedaż biletów trzy miesiące na przód. Dziś o 9:34 dostępna była wyłącznie lista oczekujących. W cztery minuty wykupiono bilety na cały dzień, pięć samolotów.

Byłem szczęśliwy, że udało mi się dostać mój bilet, ale też kolejny raz dotarła do mnie bezmyślność tego systemu, kolejny dowód na niereformowalność Japonii. Bezmyślność władz w wychowaniu obywatela zmusza go do polowania, w miejskiej dżungli, jak zwierze.
Kraj, który w oczach wszystkich, którzy go nie odwiedzili (a chcieliby) jest idealny, posiada tyle samo niedoskonałości co inne. Wcale nie jest taki rozwinięty, ba opiera się reformom rękami i nogami. W nowoczesnych rozwiązaniach ułatwiających życie co i rusz natykam się na idiotyzmy, buble, pozostałości.
Niby tradycja ciężkiej pracy i motywacja polegająca na hierarchii działa wyśmienicie. Wszyscy się na to zgadzają. Zmusza jednak to obywateli do porzucenia indywidualności, poddania się regułom. Bo inaczej się nie da.
Wkurza mnie to niezmiernie. Wolność jest pojęciem bardzo względnym. Cywilizacja to tylko naklejka. Dlaczego Japończycy nie mogą pojąć np., że wypoczęty pracownik ma większą wydajność, jest bardziej zmotywowany? Pracuje lepiej.
A może to po prostu nie ma znaczenia...

11 komentarzy:

Kabura pisze...

Mysle, ze to niewolnictwo jest w zwyczajach. To taki sam bezsens jak nasze korki i pjiani na drogach na Wszystkich Swietych. Jesli chcesz byc wolny, wybierz inna date i badz wolny. Chcialem sie wlasnie dostac do San Francisco z Krzemowej Doliny kiedy wszyscy wracaja z pracy do podmiejskich sypialni. Wysiadlem na drugim przystanku autobusu i wrocilem pieszo, bo on sie w ogole nie ruszal. Mozesz zadecydowac zeby nie jechac w swieto, ale nie wracac w piatek do do domu co tydzien, tylko dlatego ze tlumy chca spedzic Friday Night w duzym miescie? Tu juz nie ma wyboru. Tak jak w kazdym kraju, rowniez w Japonii ludzie nie sa robotami, przemeczaja sie tylko kiedy naprawde trzeba. Mam w tym momencie 60 dni wolnego w roku i wciaz nie wykorzystuje zadnego, bo mozna wypoczywac nie biorac platnengo - nauczyl mnie tego kolega z pracy i jest to proste/legalne - no i musisz byc fair w stosunku do szefa.
To nie wladze kaza wszystkim wracac do rodzinnych stron na Nowy Rok, to nie dla nich jedziesz do domu na swieta. Jestesmy niewolnikami wlasnych zwyczajow, wspolnych zwyczajow. Cudzoziemiec w Polsce tez pewnie narzeka, ze w Wigilie autobusy nie jezdza jak nalezy, ze sklepy pozamykane... I tez pewnie dochodzi do wniosku, ze ten kraj to bezmyslny system. System to system, zaden nie jest idealny, ale jako tako trzyma sie kupy nawet majac chwile przeciazenia.

Marek pisze...

tak WiT to nie ma znaczenia czy jestes wypoczety czy nie, na twoje miejsce zawsze znajdzie sie ktos inny, wiec jesli nie chcesz pracowac, a firma moze sie obyc bez ciebie ten 1-2 dni to znaczy ze mozna poradzic sobie bez ciebie ;P mialem to samo pracujac dla pewnej azjatyckiej firmy w Polsce

melun pisze...

Kabura broni coś czego obronić się nie da, tragiczna kultura pracy w Japonii, a raczej jej brak czymkolwiek nie byłaby spowodowana czy systemem, czy wychowaniem czy tez nawykami jest nie do przyjęcia. I nie chodzi tutaj tylko o zakorkowane ulice i brak biletów na golden week czy inne święta, chodzi o to jaki to ma wpływ na społeczeństwo począwszy od modelu rodziny, a kończąc na tym jak robot wykonujący polecenia oddaje życie firmie.

Dr. Gre pisze...

W temacie "Otsukaresama", to dzis jest Światowy Dzień Mężczyzn, eheś.

Daro Daro pisze...

Marek, gówno prawda, że nie ma znaczenie czy pracownik jest wypoczęty czy nie. Praktycznie tylko w gospodarkach w erze dzikiego kapitalizmu (Polska parę lat temu), albo w firmach, gdzie cwaniactwo jest premiowane (niektóre, nie tylko polskie firmy - to zależne od kultury kraju) nie dba się o kondycje pracownika. To w normalnej sytuacji stan przejściowy (patrz nasze hipermarkety - będzie klops na święta, bo nawet czasownicy zaczynają sie szanować).
Ktokolwiek, wie choć trochę o zarządzaniu, zdaje sobie sprawę że najcenniejszym zasobem firmy są ludzie. Owszem, czasami jest to poświęcane na ołtarzu wykresów z przychodami firmy, ale nie jest to ogólnie przyjętą praktyką na świecie, a przynajmniej tam, gdzie znajdują sie ogarnięci ludzie.

Kasuji pisze...

Coz, jest w tym prawda. Kazde miejsce na ziemi ma wady i zalety. Japonia nie jest tu wyjatkiem. Trzeba tylko podsumowac istotne dla siebie plusy i minusy aby stwierdzic czy dane miejsce "jest dla nas". Uwazam, ze w pelnym rozrachunku Japonia wychodzi jednak na plusie.

Radek pisze...

W sferze systemu pracy, na pewno nic nie zmienią. Chyba, że ich gospodarka przestanie być konkurencyjna, przestanie wyznaczać kierunki rozwoju innym krajom. Japończyk myśli pragmatycznie - "to działa, po co zmieniać? Żeby stać się drugą Polską?" i tak to się toczy. Oni już tak żyją i żyć będą. I mają tego efekty. Pozytywne (Japonia to już nie stolica imitacji i miniaturyzacji, to stolica trendów wielu dziedzin techniki) jak i negatywne (najwyższy bodaj wskaźnik samobójstw wśród krajów wysoko rozwiniętych, chociaż nadal mniejszy niż w Rosji).
Ale powtarzam, to działa, czy nam, jako gościom się to podoba, czy nie.

Dexter pisze...

No tak, charujesz całe dnie (czasami nocy i w święta) a jak przychodzi pora odpocząć to nie ma jak (żeby nie powiedzieć "nie ma czym")bo tak się przypadkiem złoży, że ani transport miejski nie działa jak powinien ani nie ma gdzie się udać w okolicy, a żeby jechać gdzieś dalej to lepiej wyrzucić (albo "zapomnieć") komórke bo nagle sobie firma bez ciebie nie radzi. Tak jest chyba wszędzie i nie za bardzo jak jest z tym walczyć, ale jak to mówią "polak potrafi" tzn. jak ktoś umiał przeżyć w polsce to wszędzie sobie poradzi. :)

Kabura pisze...

Nie bronię systemu, bo on broni się sam będąc stworzony przez pewną kulturę, która jest dla _nas_ nie do przyjęcia, jednak pracowałem i w biurach, i w fabryce i widać było, że to zaharowywanie się na śmierć to zwykła przesada, a w niektórych firmach nawet bujda, bo przy 10 h pracy efektywnych było może 3. Za to panowie zdawali się dobrze bawić, w jednym miejscu na lunch nawet piwo było, oczywiście nie dla panów przy taśmie ;)
Wystarczy spojrzeć na statystyki - ostatnio ludzie odpływają z dużych firm, coraz więcej jest wolnych strzelców, ci, którym się nie podoba, przechodzą do mniejszych firm, gdzie dyscyplina to już raczej samodyscyplina. Na przykład u mnie o 17:15 wyrzuca mnie z pracy głos miłej pani przypominający, że nadgodziny są niezgodne z prawem. Myślałem, że to tylko tak u mnie, jednak jakieś 80% tatusiów jest po swoje dziecko w przedszkolu przed 18tą, więc chyba to nie do końca tak. Na pewno wielu woli siedzieć w pracy do nocy albo pić z kumplami, bo w domu czują się niepotrzebni - dzeci przy konsolach, żona z koleżankami na kolacji, tego się nie da bronić.
Z drugiej strony żeby przodować, należy wrzodować, jak to mówił pewien przodownik. Na stronie www.mhlw.go.jp/kids/a08.html dziecko pyta ministerstwo zdrowia, czy w Japonii za dużo się pracuje. Na to odpowiedź, że tyle samo w Stanach. Nie byłbym tego taki pewien, bo jak widzę koledzy po powrocie do domu dość mocno okupują telnet...
Ich własne statystyki ukazują ich powyżej Japonii:
http://www.nationmaster.com/graph/lab_tot_wor_tim_mal-labor-total-work-time-males
Japończycy mają wbrew pozorom dość wysoki Happiness Index i są w grupie B razem ze innymi rozwiniętymi krajami jak Szwajcaria czy Belgia jeśli chodzi o liczbę samobójstw (jeśli chodzi o samobójstwa młodych to są nawet niżej). Nawet jeśli nie podobają mi się jakieś tam rozwiązania, ale wszyscy wokół są z nimi szczęśliwi (a te rozwiązania mnie nie dotykają w jakikolwiek sposób) - dlaczego miałbym załamywać ręce? Wolę to niż nacje, które wciąż tylko narzekają i z niczego nie są zadowolone.

Lili pisze...

Hej, ale przeciez nie ma żadnego kraju w którym by wszystko było w porząsiu. A przynajmniej nie słyszałam o takim :)W Pl kultura pracownika jest w miarę ok ale za to jest ojciec dyrektor. :)

Vanti pisze...

Zgadzam się z tym co napisał Kabura odnośnie efektywności pracy Japończyków. Miałem okazję porozmawiać "od serca" z jednym i powiedział mi wprost, że oni nie harują jak woły - po prostu wykonują zadaną pracę dwa razy dłużej niż normalnie by się robiło. W ten sposób cały czas są czymś zajęci a i wyrabiają nadgodziny "no tak trzeba"...