sobota, 3 listopada 2007

Kulisy japońskiego kapitalizmu

Nacjonalizm ujawnia się w Japonii dość często. Czasem wypływa na wierzch naszego szamba emocjonalnego przy okazji różnych frustracji pomieszanych z tęsknotą. Ale my, cudzoziemcy to nie wszystko. Zawsze możemy wrócić do swojego kraju.
Japończycy to mają dopiero przesrane. Mówię o tych, którzy pracują dla cudzoziemców, o tych, którzy wiedzą o co chodzi.
Dziś kolega (tubylec) wyznał mi, że nieważne jaki masz zawód, wiek i płeć. Jeśli w przeszłości pracowałeś dla zagranicznej firmy, nie znajdziesz już nigdy zatrudnienia w żadnej szanującej się Japońskiej korporacji (pomijamy baito w macu). Jeśli raz zdecydujesz się pracować dla zachodniej firmy w Japonii, jeżeli w twoim cv pojawi się skaza w postaci doświadczenia z cudzoziemskim biznesem jesteś skazany na pracowanie w takowym do końca życia. A prawdopodobieństwo stracenia pracy w gajdzińskiej firmie jest duże, zważywszy na supernacjonalizm panujący w biznesie (to temat na oddzielną rozprawę). Można próbować szukać posady jeszcze w małych japońskich firemkach, nie mających dużych wymagań personalnych. Zawsze jednak Japończyk, który zatrudniając się nie tam gdzie trzeba zdradził rodzimą kulturę pracy, wynagrodzeń czy hierarchię, będzie skazany na potępienie w postaci bojkotu rekrutacyjnego, czystej dyskryminacji odmieńców wśród czarno-białych klonów japońskiego kapitalizmu.
Smutna historia, naprawdę zdziwiła mnie ta opowieść.

8 komentarzy:

pOdLaK pisze...

Serio?

Radek pisze...

Miedzy innymi ten nacjonalizm stworzył potęgę gospodarczą Japoni. Niestety to co jest dobrodziejstwem dla kraju najczęściej jest ciężarem dla jednostki. To sie nie zmieni, za to Japończycy mogą swobodnie zmieniać granice, dużo swobodniej niż Polacy. Ale z perspektywy naukowego światka, większość wraca, po 2-5 latach w "Świecie". Korzenie to coś co prędzej czy później odzywa sie w każdym z nas, widzę Wit, że powoli "dojrzewasz" do wyjazdu. Gdzie Cię teraz ciągnie? ;-)

Kabura pisze...

Znajomy chyba nie widzi co sie dzieje na rynku pracy, podpowiedz mu ksiazke "Tenshoku big bang" :) Ministerstwo nawet planuje stworzenie zawodu odwrotnego head-huntera, sciagajacego fachowcow na emigracji z powrotem. Slyszalem, ze juz kilku naukowcow zaczeli kusic :)

Tak czy owak, z praca kogos, kto przeszedl z rodzimego biznesu tez bedzie ciezko, bo przede wszystkim jest juz za stary. Nikt nie chce zatrudniac doktorantow, bo juz za starzy (3 lata starsi od rozchwytywanych magistrantow), bo "zbyt malo reformowalni sa", wymagania tez wieksze maja. A jeszcze jak taki bedzie ciagle porownywal nowa firme ze stara, na dodatek zagraniczna, gdzie wszystko na opak? Nikt takiego feremntoroba w firmie nie chce.
Pomagamy jednemu z portali dla chcacych zmienic prace (tenshoku) przy automatyzacji serwisu. Jest masa firm, ktore zabijaja sie o kogos wyksztalconego w danym fachu ze swietna znajomoscia jezyka obcego (w przypadku Japonczykow to raczej musi byc ktos mieszkajacy "za morzem"). Jest (przynajmniej do niedawna czesto sie zdarzal) jednak jeden warunek - byleby mial daleko do trzydziestki.
A propos - w Polsce wlasnie zabraklo tlumaczy j. japonskiego (zarejestrowanych jest 155 firm, japonistyki przestaly sie wyrabiac). Nie wazne, ze slabo mowia, nie wazne, ze na niczym sie nie znaja. Najwazniejsze, zeby byli mlodzi (najlepiej jeszcze na studiach) i nieobciazeni w jakikolwiek sposob - firma juz go sobie odchowa i obciazy.

melun pisze...

Kończąc studia i zazwyczaj nie jest to magister, Japończyk podpisuje cyrograf z diabłem (japońska firma), cały proceder zaczyna się już rok przed skończeniem studiów w postaci ichniejszego "job huntingu", firma potem zaczyna nauczanie takiego Japończyka (czyt, przyuczanie do zawodu), pranie mózgu, wtłaczanie zasad itd - i tak to właśnie zaczyna się droga oddawania swojego życia firmie jednej i tej jedynej do końca swoich lat praktycznie...

n€x¤R pisze...

brrr...
a co z kontrastem? z cala qltura harajuku people, zbutnowana mlodzieza, gothic lolitas i silnym zwrotem mlodych do indywidualizmu? co sie dzieje z takimi ludzmi? laduja bez pracy na ulicy? cos zmieniaja? jaki to procent? czy to nie ma szansy ewoluowac i wywolac jakiejs rewolucji? ludzie to akceptuja? sa az tak wyprani, ze uwazaja, ze tak jest dobrze czy sa zastraszani?

kojn pisze...

Myśle Nexor ze to promil ... dzieci bogatych rodziców, albo jednostki skazane na zarabianie jako "freak" na imprezach klubowych. Smutne, ale sam bym polisy na życie od takiego nie kupił ;)

Kabura pisze...

Dzieci Harajuku przyczesuja wloski i wracaja do domu, do swoich nie-niedzielnych postaci. Przewaznie potem ida na studia (lub "wyzsze zawodowe") i juz w trakcie studiow (jak napisal Melun) wybieraja firmy, ktorym chca powierzyc swoje zycie. Przewaznie jada na dwie, trzy rozmowy do "upatrzonych" firm. Jesli dostaja sie do duzych firm jak Toyota czy Hitachi, Panasonic, moi studenci ciesza sie jak dzieci. Czy nie wiedza, ze wlasnie w tych duzych koncernach beda szkolenia, spiewanie i mundurek? Oczywiscie, ze wiedza, nikt tego nie ukrywa. Ale wiedza, ze cos za cos. Dla kogos, kto stoi obok, kto nie zna calosci rachunku, wyglada to na jednostronne dodawanie. Niemozliwe przeciez, zeby tysiace szalonych imbecyli pchalo sie co roku do miasteczek tortur. Pewnosc jutra to towar niezwykle chodliwy, podstawa spokoju tego kraju. Trend do zmiany pracy jest duzy, ale wiaze sie z ryzykiem, na ktore niewielu sie do niedawna pisalo. Wyszly ksiazki tych, ktorym sie udalo, powstaly potezne portale wspomagajace tych, ktorzy chca naprawic blad mlodosci i odejsc od firmy, ktora wydala sie im idealna. Stad ten aktualny Big Bang. W ktora strone sie to potoczy? Zobaczymy.
PS: oddanie sie firmie, poswiecenia rowna sie wyprany mozg, jakie to dla naszej kultury jasne, prawda? Widac chocby w obsludze :))

Jacksan pisze...

ojjj, WiT ... czyzbys zaczal wierzyc w takie powszechne stereotypy ??? Mam wrazenie, ze zaczynasz pisac coraz wiecej kontrowersyjnych, acz malo zwiazanych z rzeczywistoscia tekstow.

A wiec ja mam akurat odwrotne doswiadczenie ... przez lata dziasiatki osob przestalo pracowac w mojej fabryce i wiekszosc z nich znalazla lepsza prace w tubylczej firmie. Heh ... zwykle dostali lepsze stanowisko, jako ze mieli doswiadczenie w zachodniej korporacji. Moze dlatego, ze byli troche inni? Bardziej odwazni, znali angielski, mysleli?

Jak widac ... punkt widzenia, zalezy od punktu siedzenia :-)))

Nie moge doczekac sie kolejnej rozprawki na temat supernacjonalizmu w firmach ... postaraj sie poglebic temat, bo moze byc ciekawy