poniedziałek, 22 października 2007

Każdy mierzy własną miarą...

Chwilkę mi zajęło zanim zebrałam się do napisania pierwszej relacji z branży modowej w Japonii..oto i ona:)
Po 20 godzinach podróży z Warszawy do Tokyo, zostałam odebrana rano z lotniska i umieszczona w apartamencie z 15letnią Ukrainką (na szczęście mieszkam już z moją polską duszyczką). Łaskawie dano mi godzinę na dojście do siebie i wsadzono w samochód, którym do późnego wieczora zjeździłam kawał Tokyo, pokazując swoją książkę (portfolio) coraz to nowym potencjalnym klientom. Tak wygląda cały pobyt zakontraktowany na dwa miesiące. 12 godzin w samochodzie 5 dni w tygodniu z castingu na casting, gdzie mój manager stara się zareklamować mnie niczym produkt przeznaczony do konsumpcji (wizualnej:P). Po standardowym zmierzeniu moich wymiarów ciała- biodra, talia, biust doszło do pomiarów bardziej szczegółowych jak długość od nadgarstka do łokcia, od łokcia do ramienia, od ramienia do karku, od karku do krzyża, od krzyża do ziemi, od pięty do czubka paznokcia w grubym palcu u stopy:P. Po czym zmierzono obwód każdego palca w prawej i lewej ręce, obwód głowy, szyi, ramienia i nadgarstków. Starannie odnotowane dane nie mogą ulec zmianie w przeciągu najbliższych dwóch miesięcy. Wymagane jest również umiejętne opanowanie niezwykle sztucznych i z początku upokarzających póz katalogowych, które ostatnimi czasy stały się udręką mojej współlokatorki, będącej i pracującej po raz pierwszy na rynku azjatyckim. W Europie nikt nie wymaga wystudiowanego pozowania... zresztą nie wiem czy warto w ogóle robić porównanie rynku Azjatyckiego z Europejskim..
Różnica jest jedna jedna zasadnicza- w Paryżu czy Mediolanie pracuje się z dobrymi fotografami dla dobrych zdjęć, prestiżu i pieniędzy... w Azji pracuje sie tylko dla pieniędzy- szybkich pieniędzy.
Praca w Tokyo to sceny niczym z filmu "LOST IN TRANSLATIONS". Mimo wszystko bawię się dobrze, a nudę w samochodzie zabijam książkami..
Myślę, że na początek starczy..mam nadzieje że nie zanudziłam. Wrzucam dwie fotki. Pierwsza z tvshop nadawanego 24h/7, którego w życiu nie zrobiłabym w Polsce ( szybka dwugodzinna praca sprowadzająca się de facto do 5 minutowego stania przed kamerą i uśmiechania się- w tym przypadku reklamując bluzkę)
druga z planu, do magazynu.


9 komentarzy:

n€x¤R pisze...

ehh...
..technologia pomaga, ale rozstania latwe nie sa. przypominaja mi sie wpisy kojna, ktory przez pol roq spedzil w kraju kwitnacej wisni, podczas gdy jego malzowina wiedla w polsze. takie rozstania nie sa fajne ):

kolasia pisze...

Real one... Lost in translation...

Małżowina Kojna pisze...

zgadzam sie z Nexorem... i dlatego BARDZO WAM współczuję....

WiT pisze...

WiTam na blogu. W końcu, no...

Cabi pisze...

caro PISZ wiecej-wiecej :)

fajnie bylo Cie poczytac ;)

Anonimowy pisze...

Karolina,
jak już tak Cię obmierzyli to może byś chociaż niektóre wymiary upubliczniła? :)

A tak na poważnie:
czy zwróciłaś uwagę na fakt, że wszystkie manekiny (te w sklepach) w Japonii mają nie-japońskie rysy?
Napisz coś na ten temat, bo trochę mnie to nurtuje. Przecież Japonki mają innne proporcje ciała, więc jak ta reklama mody działa? Manipulacja? Sprzedawanie złudzeń, że staną się smukłe i długonogie?

Pozdrowienia
J.

Adie pisze...

Hey, udało Ci się załatwić wszystko od początku samemu, czy przy pomocy "insider'a" (np. WiT-a)?

Inishi pisze...

A ten w srodku co tak zaglada do tego wiatraka, celownik tam ma czy co? Trzymam kciuki za powodzenie misji Carolajn. Nexor twoje zdrowie.

karolina pisze...

do zagranicznych agencji zazwyczaj wysyłają agencje "matki" z ojczystego kraju... wiec wszystko jest wczesniej pieknie załatwione...