wtorek, 30 października 2007

Maguro matsuri

czyli festival tuńczyka, w porcie Misaki.





poniedziałek, 29 października 2007

TbN action photos

Ziomale z 212.

Komu ryby, komu?


Ai-chan uczy się sztuki łowienia ryb samurajska metoda "bare hand".

Szóste urodziny

Alek po japońsku do sześciu liczyć umie.

Ja swoje miałem prawie 20 lat temu...

Gyoza classes

Spragnieni zamiejskiej sielanki udaliśmy się do Misaki, gdzie moja druga połówka nauczyła Agatę i Radka jak się robi pierogi po chińsku, gyozę.






Przepis w powiększeniu tu.
Inne doświadczenia z gyozą pewnie pamiętacie.

niedziela, 28 października 2007

Harajuku people

Barwna, kolorowa i niezwykle porażająca zmysły "dzielnica" Harajuku. Nie można oderwać oczu- nawet jeżeli by się chciało. Co krok bowiem, mija się coraz to bardziej wystylizowanych i fikuśnych Harajuku people. Bynajmniej nie jest to ciąg dalszy wczorajszego Halloween...





Halloween

Jedna długa noc, trzy kluby, dużo alkoholu i masa przebierańców. Wybaczcie jakość zdjęć:P





piątek, 26 października 2007

Taima suimasu

Czyli palę zioło, zrealizowałem pomysł na hasło rzucone kiedyś przed dobrego przyjaciela. Niektóre wzory są luminescencyjne, świecą w ciemnościach.
Radzę nie pokazywać się w takiej bluzie na tutejszym lotnisku. Japońscy celnicy raczej nie mają poczucia humoru.

ps. przy okazji, wszyscy którzy nabyli już jakieś ciuchy z naszego sklepu, przyślijcie jakieś action foto.

czwartek, 25 października 2007

Wyniki wyborów

na kanale Wii News
A jak głosowała Polonia w Tokio obliczone u Kuby.

Ludzie w służbie gołębiom

Ciekawe czy też tak hałasuje na skrzyżowaniach...

poniedziałek, 22 października 2007

Wiitamy w nowej Polsce

Tak mnie powitał dziś mój Tata, nagraniem na skajpową sekretarkę.
Ale nie o tym, kupiłem dziś Wii, pierwszą konsolę w moim życiu. Od zawszę zażegnywałem się, że mnie to nie interesuję, że za stary jestem, itd. No ale w końcu za namową ashki i agitacją ze strony rodziny Botwinów, w końcu kupiłem. O konsoli krótko, niepowtarzalna zabawa ze miodnymi, komiksowo-sportowymi grami przy piwie, ze znajomymi. Ruch, emocje, zabawa. 100% grywalności.
Emocjonujący boksing przeplatany tenisem zaowocował dyskusją o japońskości w grach i grach w japońskości. Od razu zaznaczę, że nic o tym nie wiem. Przytoczenia wart jest jednak nieodzownie dzisiejszy przykład, pokazany mi przez mojego japońskiego kolegę. Gra bokunatsu, część trzecia. Tytuł to moje letnie wakacje, przygodówka, interaktywna bajka. Atmosfera przypomina mi trochę totoro (taak, kilka filmów anime widziałem). Polecam video i jednocześnie dodaję fakt, że targetem tej gry, wg. wspomnianego kolegi, są tutejsi salarymani grubo po trzydziestce, nie mający czasu oczywiście na wakacje, z łezką w oku wspominający czasy gdy byli dziećmi. O trafności produkcji poświadczyły szybko gigantyczne kolejki krawaciarzy w dniu premiery gry.
Fabuła to pokrótce sielankowa opowieść o wakacyjnym wyjeździe chłopca na wieś. Tam gracz razem z bohaterem przeżywa różne historyjki typu łapanie motyli, kolacja z rodziną, bitwy insektów złapanych nad rzeką. Wszystko śliczne, hermetyczne i zabawne. Całość ma przypominać, stęsknionym za takim klimatem, dzieciństwo. I to podobno tu działa!

ps. produkt tylko na ps3 więc się o mnie nie martwcie...

Każdy mierzy własną miarą...

Chwilkę mi zajęło zanim zebrałam się do napisania pierwszej relacji z branży modowej w Japonii..oto i ona:)
Po 20 godzinach podróży z Warszawy do Tokyo, zostałam odebrana rano z lotniska i umieszczona w apartamencie z 15letnią Ukrainką (na szczęście mieszkam już z moją polską duszyczką). Łaskawie dano mi godzinę na dojście do siebie i wsadzono w samochód, którym do późnego wieczora zjeździłam kawał Tokyo, pokazując swoją książkę (portfolio) coraz to nowym potencjalnym klientom. Tak wygląda cały pobyt zakontraktowany na dwa miesiące. 12 godzin w samochodzie 5 dni w tygodniu z castingu na casting, gdzie mój manager stara się zareklamować mnie niczym produkt przeznaczony do konsumpcji (wizualnej:P). Po standardowym zmierzeniu moich wymiarów ciała- biodra, talia, biust doszło do pomiarów bardziej szczegółowych jak długość od nadgarstka do łokcia, od łokcia do ramienia, od ramienia do karku, od karku do krzyża, od krzyża do ziemi, od pięty do czubka paznokcia w grubym palcu u stopy:P. Po czym zmierzono obwód każdego palca w prawej i lewej ręce, obwód głowy, szyi, ramienia i nadgarstków. Starannie odnotowane dane nie mogą ulec zmianie w przeciągu najbliższych dwóch miesięcy. Wymagane jest również umiejętne opanowanie niezwykle sztucznych i z początku upokarzających póz katalogowych, które ostatnimi czasy stały się udręką mojej współlokatorki, będącej i pracującej po raz pierwszy na rynku azjatyckim. W Europie nikt nie wymaga wystudiowanego pozowania... zresztą nie wiem czy warto w ogóle robić porównanie rynku Azjatyckiego z Europejskim..
Różnica jest jedna jedna zasadnicza- w Paryżu czy Mediolanie pracuje się z dobrymi fotografami dla dobrych zdjęć, prestiżu i pieniędzy... w Azji pracuje sie tylko dla pieniędzy- szybkich pieniędzy.
Praca w Tokyo to sceny niczym z filmu "LOST IN TRANSLATIONS". Mimo wszystko bawię się dobrze, a nudę w samochodzie zabijam książkami..
Myślę, że na początek starczy..mam nadzieje że nie zanudziłam. Wrzucam dwie fotki. Pierwsza z tvshop nadawanego 24h/7, którego w życiu nie zrobiłabym w Polsce ( szybka dwugodzinna praca sprowadzająca się de facto do 5 minutowego stania przed kamerą i uśmiechania się- w tym przypadku reklamując bluzkę)
druga z planu, do magazynu.


Przypadki i odmiany

Przypadek w postaci trafienia na ten blog zrządził mi wiele ciekawych niespodzianek. Najnowszą z nich było osobiste poznanie podtokijskich bloggerów - Agaty i Radka oraz ich synka Alka. Niestety nie mieliśmy jak głosować, za to odprawiliśmy razem odpowiednie rytuały, gdybyście nie wiedzieli komu dziękować :)

Najpierw było naciąganie uszu, tak dla przypomnienia, że każdy rząd sam się wyżywi, więc i tak właściwie nikomu egzorcyzmami krzywdy nie zrobimy (no może tylko tym, co z rządu wylecą).

Następnie udaliśmy się nad uniwersytecki staw udając, że podziwiamy jesienne kolory...

...choć prawdziwym celem było zaklinanie (płoszenie) kaczek pływających w stawie. Wystarczyły bardzo proste przyrządy magiczne jakimi są kamienie, cegły i sztachety (cele słabo widocznie, prawy dolny róg kadru, trochę już podtopione).

Następnego ranka zobaczyliśmy świat w jaśniejszych kolorach...

...a wschodzące słońce zaczęło przepędzać czarne chmury. Wiedzieliśmy już, że czary pomogły, że nadchodzi odmiana :)

Po wyborach...

...w oczekiwaniu na wyniki integrowaliśmy się z młodą Polonią.


Powyżej Zuza i Olaf w wielkim mieście.

niedziela, 21 października 2007

Wybory czyli Er(l)ection

W obwodowej komisji wyborczej nr 75 w Tokio do glosowania zarejestrowało się 195 osób, w śród nich była oczywiście ekipa TbN.

Aaaarrrrgggghh

Prawdziwi piraci piją rum bez coli.

sobota, 20 października 2007

Taniec na rurze

Taki jegomość nawinął mi się ostatnio przed obiektyw. Ujęcie pierwsze przyspieszanie, drugie stabilna jazda, trzecie hamowanie.



piątek, 19 października 2007

Posterz


Dzieci naśladują dorosłych - zachowuj się!

Pożegnaliśmy Darka

czwartek, 18 października 2007

Carolajn

Weeds rządzi!