czwartek, 30 sierpnia 2007

Wypoczynek w Sapporo

Możecie wierzyć, lub nie, ale większość atrakcji turystyczych Sapporo widać z naszego balkonu. Ten komin to Muzeum Piwa, ten oszkolny dach to Sapporo Factory, tradycyjna miniatura wieży Eiffela to Wieża Telewizyjna [TM] a światełko na górze to punkt widokowy na górze Moiwa, na którą można wjechać kolejką linową. Ponieważ atrakcji takich niewiele, czas wolny spędzamy głównie na świeżym powietrzu.

Na przykład w parkach miejskich...

...lub pomiejskich, jeśli chce się jakiś element tradycyjny (acz nowiutki) dodać.

(w sumie lepiej do podmiejskich, bo można za jednym zamachem zaliczyć Stonehenge i Wyspy Wielkanocne :)))


A jak ktoś lubi kwiatki tak jak moja mama, to Hokkaido będzie dlań Mekką :)

Jajcarze całego świata, łączcie się

Jajcarze na całym świecie odnajdą się choćby byli z najodleglejszych kultur i nie wiadomo ile pokoleń by ich dzieliło ;)





Zrobiło się całkiem wakacyjnie i zacząłem nadrabiać zaległe lektury. Los zrobił mi niespodziankę i mogłem poczytać teksty ludzi, dzięki którym wiedziałem przed przyjazdem, że Japonia to zwykły kraj i żebym nie dał sobie wmówić, że jest inaczej. Pierwszy tekst pochodzi z Gazety Polskiej w Japonii i nosi tytuł "Rumuńskie księżniczki". Mam nadzieję, że za jaki czas tekst pojawi się tu. Druga tesktowa zabawa jest dużo bardziej dosadna (autorka świetnie rysuje karykatury i podobnie pisze), acz dotyka podobnych kwestii. Dzięki obojgu za ówczesny upgrade mojego zdrowego rozsądku!

środa, 29 sierpnia 2007

Rozrywka


Od razu wyjaśniam, że klasa to laski z zespołu Morning Musume a nauczyciel to Thane Camus, wnuk Alberta.

wtorek, 28 sierpnia 2007

Brad's bday

W niedzielę Brad obchodził swoje któreś już z kolei urodziny. Obowiązkowo bbq odbyło się na uroczej, wulkanicznej plaży w Enoshimie.

Parapet

u Kuby był w sobotę. Trzeba było wytłumaczyć ideę takiej imprezy lokalesom (pzdr. dla Włodka btw.).

Brad próbuje czerwonego barszczu.

Tył Grega przyćmił pole widzenia.

A ja lekko unieruchomiony, na antybiotykach, bezalkoholowo.

poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Oyasumi Kuma-chan

Miś Uszatek dotarł do Japonii. Został stylowo zdubbingowany i jest wyświetlany w kinie. Seans to po prostu 10 odcinków jeden po drugim, z 5 minutową przerwą w połowie. Bilet w przedsprzedaży kosztuje 1200JPY, Dodatkowo można sobie kupić maskotkę za 3000JPY i poczytać o historii 50 letniej bajki. O ile pamiętam, że siedziałem kiedyś po turecku przed telewizorem z głową zadartą wysoko na Misia Uszatka, o tyle absolutnie nie pamiętałem treści. Podobno płakałem po zakończeniu dobranocki...
Japońskie dzieci, które zostały przyprowadzone do kina przez swoich rodziców, po kilku odcinkach śpiewały już końcową piosenkę a gdy seans się skończył dziewczynka obok mnie rozpłakała się w dziecięcym żalu i bezradności.





niedziela, 26 sierpnia 2007

Autobus

Tak wygląda wnętrze typowego japońskiego autobusu komunikacji miejskiej. Przy wejściu bierzesz bilecik z numerem przystanku, na którym wsiadłeś. Przy wyjściu wrzucasz go razem z monetami do automatu obok kierowcy. Jak nie masz monet najpierw rozmieniasz banknot. Od niedawna dostępne są też czytniki kart zbliżeniowych. Na górze taryfikator, wrzucasz tyle ile wyświetla się pod numerem, który masz na bileciku.
Poza tym kierowca ma mikrofon na głowie i gada jak najęty, ostrzega przed zakrętami, przeprasza za nagłe przyhamowanie i ogłasza przystanki.
Odrobinę egzotyczne ogłoszenia w tłumaczeniu wolnym...

piątek, 24 sierpnia 2007

Polki pytają o Japonki...

Taki tam powierzchowny wywiad z M. Bruczkowskim ostatnio mi podesłano.
Polecam popis elokwencji w odpowiedziach na idiotyczne pytania pod koniec.

czwartek, 23 sierpnia 2007

Stage6

Dzięki podpowiedzi czytelnika testuję nową wideoplatformę. Z założenia o wiele lepsza jakość, zobaczymy jaka wydajność...
Niestety trzeba zainstalować wtyczkę.



Motyw z Laputy gra w oczekiwaniu na drugie danie przedstawiona już kiedyś Hanako.

poniedziałek, 20 sierpnia 2007

Wieczór przy winie

Kuba i Juri gościli wczoraj u nas.



Wspominaliśmy wywiad z Tomkiem, Wigilię, pożegnanie Dave'a i jeszcze parę innych chwil.

piątek, 17 sierpnia 2007

Niespokojna Japonia

Ostatni tydzień minął pod znakiem zjawisk atmosferycznych i kataklizmów.

To, że okolice, w których mieszkam trawi upał to tylko początek. Pobity został rekord sprzed 74 lat, najwyższej temperatury zanotowanej w cieniu, 40.8 stopnia. Było 40.9. Na kimś, kto nigdy nie był w tropikach temperatura może nie robić wrażenia. Upał powoduje głównie tutejsza wilgotność (teraz powyżej 80%) co, jak ostatnio pisała Momo, odbija się na nieznacznej różnicy odczuwalnych temperatur w słońcu i w cieniu.
Jednym słowem nie ma się gdzie schować. Klimatyzacja z ledwością daje radę.
Moja aktywność ogranicza się do śmigania rowerem między biurem a mieszkaniem (3-5min) a w wolnym czasie oglądaniem filmów na nowo nabytym rzutniku (polecam cashback, sunshine i number 23).

Tego samego dnia (co w/w rekordu i co trzęsienia ziemi w Peru) nawiedziła nas seria średniej wielkości (5.4) wstrząsów, bardzo blisko aglomeracji tokijskiej (65-70km). Nie widziałem wcześniej żeby budynek, w którym mieszkam kiwał się tak bardzo jak tego poranka (4:15). Od razu zadzwoniłem do domu, by uspokoić rodziców. Polskie media mają tendencję do wyolbrzymiania trzęsień ziemi w Japonii i do podawania skrawkowych, sensacyjnych doniesień w stylu: "Silne trzęsienie ziemii w Japonii, są ofiary śmiertelne, spodziewane wstrząsy wtórne, trwa ewakuacja... szczegóły w głównym wydaniu wiadomości." Nie ma nic bardziej stresującego dla bliskich w Polsce a irytującego dla mnie. Tak więc dzwonię, zawsze gdy mogę, by oszczędzić nerwów. Tego dnia jednak zdarzyło się coś lepszego z większymi zniszczeniami, ofiarami. Ziemia zatrzęsła się dużo mocniej w Peru. Polskie media o Japonii nie wspomniały.

O trzęsieniu w Peru trąbiło się tu jednak aż do dziś, z jednego ważnego powodu, tsunami. Fala spowodowana przez te wstrząsy okrążyła kawał globu i właśnie dziś uderzyła w wyspy japońskie. Dookoła kraju ogłoszono zawczasu alarmy nakazujące ludziom przenieść się w wyższe partie lądu. W Fujisawa nawet ktoś się pomylił i nacisnął guzik z alarmem anty-sejsmicznym, który to ogłoszony z megafonów w całym mieście, spowodował masową panikę i protesty mieszkańców później. W końcu fala przyszła, miała 11-20cm. Nikomu nic się nie stało.

A mój najbliższy weekend szykuje się domowo, rodzinnie wręcz. Małżonka wraca z delegacji, może w końcu zjem jakieś domowe jedzenie.

Obonowo w mieście

Latem trzeba pobębnić, potańczyć, pośpiewać. Wata na patyku, popcorn, piwo. Dziewczyny w yukatach, chłopaki w jinbei... Jednym słowem - jest wesoło!




Obonowo za miastem

Korzystając z przerwy świątecznej i faktu, że nawet w tym okresie jest na Hokkaido względnie mały ruch na drogach, wyruszyliśmy na podbój nowych zakątków "najbardziej polskiej z japońskich wysp" (TM).

Pacyfikowaliśmy Pacyfik...

...odstawialiśmy Karate Kid, wersja "Gruby, Obuwie w Dłoń"...

uprawialiśmy sport narodowy, czyli łapanie owadów...

...przedyskutowaliśmy też kwestię wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy :)

Wieczorami obowiązkowe sztuczne ognie, tyle, że umiejętności fotograficznych brak, więc proszę sobie ogień domalować :)

Poprzeprowadzkowo

Zasadziłem drzewo, spłodziłem syna, ale budowę domu wybiłem sobie z głowy i kupiłem mieszkanie. Koledzy w pracy, słusznie zresztą, podpowiedzieli, że po co płacić komuś czynsz jeśli można płacić podobnej wysokości raty kredytu. Porozglądaliśmy się i padło na mieszkanie w tej samej okolicy, również dziesięć minut do pracy, tym razem znacznie bliżej metra. Na wszelki wypadek złożyłem podanie o stały pobyt, ale wkrótce okazało się, że nie jest on potrzebny, a zakup nieruchomości przez cudzoziemca nie jest taki straszny, jak go gajdzini malują. Wszystko odbyło się bezstresowo, nikt nie rzucał kłód pod nogi, a moje zadanie ograniczało się do pertraktacji cenowych i przybijania pieczątki. Samo mieszkanie, wykończone i podstawowo wyposażone 80 metrów plus dwa spore balkony okazało się kosztować tyle, co 50 metrów surowych ścian w Olsztynie. Wprawdzie (dane z 2003) metraż poniżej japońskiej średniej krajowej (94.33 metrów dla mieszkań własnościowych), ale za prawie te same pieniądze, co czynsz w wynajmowanym poprzednio mieszkaniu (50 metrów, średni metraż mieszkań wynajmowanych to 47.67 m) ma się do dyspozycji lokum naszpikowane elektroniką i pomysłami, o które trudno w czynszowych (na przykład nie trzeba kontaktować się z listonoszem, żeby przyniósł drugi raz paczkę, na parterze są specjalne szafy na szyfr, listonosz zostawia tam paczkę, a domofon informuje po powrocie do domu, że w szafce nr X, pod szyfrem ABCD czeka przesyłka). Na razie trochę kartonowo, więc parapetówa we wrześniu...

...jakby ktoś się wybierał, to wieżowiec nazywa się, uwaga, Kurīn Ribā Finesu Kanjō Dōri Higashi Īsuto Kōto, już napisałem do Księgi Guinessa :) Uciekać można tylko po drabinkach ewakuacyjnych w podłogach balkonów, schodów pożarowych brak.


Jeden balkon wychodzi na centrum i góry, drugi na przedmieścia i morze... ale zaraz, gdzie to morze? :)

W końcu wanna, w której można wyciągnąć nogi i uprawiać ekshibicjonizm przez okno :)

Światło w genkanie na czujnik. Komputer w domofonie, łazience, ubikacji, wentylacji. Dla śmierdzących leni takich jak ja – idealnie :)

A propos komputerów, przy okazji podłączania światłowodu wyciągnęło się parę sztuk z lamusa i podłączyło, tak żeby każdy dorosły domownik mógł teraz grać po sieci :) Może nie ma jeszcze światła w pokoju, ale już można wysłać parę wpisów na TBN!

wtorek, 14 sierpnia 2007

Naha nocą

Jeszcze kilka ujęć z wieczornego spaceru po stolicy Okinawy.






Efekt wyjścia z klimatyzowanego hotelu na zewnątrz, do nocnej sauny pod gołym niebem.

No i mistrzowska koszulka w temacie wojsk amerykańskich.

poniedziałek, 13 sierpnia 2007

Ryukyu reality

Okinawa to takie dziwne miejsce. Moja Małżonka jest tu pierwszy raz i mówi, że spodziewała się zupełnie czego innego, że to miejsce będzie bardziej różniło się od reszty Japonii.
Z Tokio archipelag Ryukyu postrzegany jest jako najbiedniejsza część kraju. Duże firmy zakładają tu swoje poboczne oddziały bo jest taniej. Taksówka jest o 200JPY tańsza niż w stolicy, tacka świeżych krewetek w supermarkecie również.
Nieodzownie na charakter wyspy wpływa wszędobylska obecność amerykańskiej armii. Główna wyspa usiana jest przeróżnymi bazami, jednostkami wojskowymi i zabudowaniami towarzyszącymi. Można posłuchać małomiasteczkowego amerykańskiego radia, zjeść hamburgera, kupić replikę munduru (przydatnego później np. w klubie gaspanic ;). W kolejce do startu na lokalnym lotnisku stoją na równi dżambo dżety jak i uzbrojone po zęby F4 fantomy.

Okinawa słynie też ze złocistych plaż. Wczoraj odwiedziliśmy jedną, miejską. Gdy tylko przestało padać ratownik zasiadł na swojej wieży, chłopcy zaczęli grać w piłkę a my wskoczyliśmy do oceanu.