niedziela, 22 lipca 2007

Wędlinowy zawrót głowy

Przyjechali do nas rodzice, a to zawsze oznacza pełne walizki i dreszcz ryzyka. Podobno zdarza się, iż nawet hermetycznie zamknięte produkty zostają zatrzymane na japońskim lotnisku, jednak jak dotąd nie zdarzyła się nam taka przykra "niespodzianka". Poszczęściło się i tym razem, może dlatego, że nadane do Sapporo walizki zjechały na taśmie w Osace i zrobiło się małe zamieszanie (niniejszym pozdrawiamy obsługę Okęcia, która prawie za każdym razem wciska pasażerom kit, że bagaż nie musi być przy delikwencie zaraz po pierwszym lądowaniu w Japonii i żeby się nim nie przejmować, bo poleci dalej).

Tak więc zamiast tajfunu i trzęsienia ziemi, które na Północy były tradycyjnie nieodczuwalne, przyleciał do nas kataklizm bardziej przyjemny, bo podniebieniowy. Obdarowani zostaliśmy słynącymi z przesłodzenia słodyczami, a także polskim mięsiwem i serami (no dobra, książki też zamówiliśmy, żeby nie było), które wylądowały w prowizorycznie opustoszonej lodówce. No tak, pomyślicie, znaleźć kawałek dobrej szynki, to pewnie w Japonii zadanie tak łatwe, jak znalezienie odpowiednio świeżego i dorodnego tuńczyka na sashimi w Polsce. Niekoniecznie, bo wbrew pozorom to mniejszy wysiłek, szczególnie, że wędliny nie psują się na drugi dzień jak robi to surowa ryba. O istnieniu w Japonii "polskiego w smaku" mięsa dowiedzieliśmy się przypadkiem dopiero po jakimś roku pobytu ("japońskie w smaku" robi się poprzez dodawanie fasoli, słodzików i innych niewyobrażalnych dla Polaka dodatków dopasowujących kiełbaskę do tubylczych kubków smakowych), za sprawą tradycji o-seibo. Któregoś mroźnego wieczoru zadzwonił do drzwi pan listonosz (a dokładnie kurier takkyū-bin) i wręczył paczkę. W środku znajdował się elegancko zapakowany zestaw trzech brył, które okazały się szynkami miejscowego wyrobu. Jedna z nich spowita była brązowawą mazią, więc wiedzieliśmy czego się spodziewać, jednak dwie pozostałe zaszkliły oczy – smakowały zupełnie tak, jak to, o czym zaczęliśmy zapominać. Szybko zaczęliśmy wypytywać Google-sensei (no wtedy to był raczej japoński Goo-sensei, Larry i Sergey dopiero rejestrowali firmę) i okazało się, że to, co widzimy na sklepowych półkach to wręcz odrzuty, bo "prawdziwe" mięso najczęściej sprzedawane jest w "pakietach prezentowych" (co najmniej pięć tysięcy za paczuszkę, panie i panowie), albo na stoły restauracji, hotelów, itd. Ponadto trzeba było się wybrać do sklepu przyfabrycznego, żeby spróbować i nie wtopić (to tak jak z chlebem, żeby kupić polskawy trzeba wybrać się kilkanaście kilometrów do niemieckiej piekarni, albo zmusić się do kminku w chlebie od pobliskiego kanadyjczyka – na szczęście smaczniejszy wychodzi wypiek własny, szczególnie jak ma się z polski odpowiednie wspomaganie). Ale to było dawno temu, teraz Internet zadomowił się również i u rolników, więc np. w sieci Rakuten roi się od mniejszych zakładów masarskich, które proponują nie tylko słynną wołowinę z Kobe czy wieprzowinę z Kagoshimy, ale i bardziej "nasze" klimaty. Żeby nie było, że bez zdjęcia, podkradłem jedno z pewnego sklepiku na Rakutenie.

Może polskie sery nie są mistrzostwem świata, to jednak chciałoby się takim od czasu do czasu objeść, a nie go skubnąć. Niestety dobry ser to też wydatek, więc jedzenie go codziennie może nadwyrężyć kieszeń zarabiającego przeciętną krajową. Na przykład ten plasterek:
kosztuje równy tysiąc jenów bez przesyłki, a za tego oscypkowatego liliputa
żądają 1365Y, również bez przesyłki :)

Jednym słowem, jeśli ktoś jest niewolnikiem wspomnień, musi więcej zarabiać, czego i sobie (choć niewolnikiem zdecydownie nie jestem), i miejscowym czytelnikom TBN z całego serca życzę. Wprawdzie pieniądze szczęścia nie dają, jednak mogą z łatwością wspomóc kulinarne wyprawy w przeszłość. A ja tymczasem przejdę do dalszej degustacji oryginałów :)

2 komentarze:

greah pisze...

wniosek? wyjeżdżając do Japonii warto najpierw odwiedzić Zakopane, zakupić odpowiednią ilość oryginalnych, owczych oscypków a następnie zbijać kokosy sprzedając je miłośnikom wysublimowanego smaku :)

Nonko pisze...

Przebog....Zamieszczanie takich zdjec powinno byc zakazane O_#
:)