wtorek, 31 lipca 2007

Fuji Rock Festival '07

Porównywany do Woodstock i Glastonbury i tak przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. 3 doby muzyki, święto nad świętami. Górski kanion zapełniony scenami, polami namiotowymi, placami z jedzeniem i małymi ścieżkami pomiędzy. Masa ludzi z całego świata, rodziny z dziećmi, kaloszary, japońscy rockersi i grouppies. Tradycyjnie, największe gwiazdy dały najsłabsze występy. Rządziła biała scena, gdzie mniej znane kapele dawały popis tego co potrafią.

















Z większych akcji na scenie zasłynął klawiszowiec Your Song Is Good biorąc ograny pod pachę, oraz wiolonczelista iLL iskrzący na podpórce swojego instrumentu szlifierką kątową.








Wieczorami występy rookies, dyskoteki, pieczenie metalowego świniaka i ogólnie pojęta integracja. Ostatnie zdjęcie i tańczące laski zrobione podczas seta chemical brothers.

piątek, 27 lipca 2007

Express wieczorny

.....czyżby zmiany czasu? to chyba sposób na walkę z brakiem czasu. Pomysł wydaje się rewolucyjny. Ciekawe ile osób marzy o tym aby mieć te dwie godzinki więcej w ciągu dnia. Na przeciw wychodzi firma parkingowa. Moim zdaniem wystarczy poczekać aż inne firmy, ba cały świat podchwyci pomysł.
.....ale plama...w Japońskiej policji. O tym, że każdy używa p2p bez względu jakie stanowisko i pozycję społeczną zajmuje nie trzeba przekonywać. Pracujący w tokijskim Metropolitan Police Department oficer zainstalował na swoim firmowym komputerze kopię programu do wymiany plików o nazwie Winny. Nieumiejętnie konfigurując aplikację udostępnił w sieci peer-to-peer 6600 dokumentów, w tym raporty z przesłuchań oraz tajne informacje zawierające lokalizacje automatycznych czytników tablic rejestracyjnych. Udostępnione informacje zawierały dane 12 tysięcy osób, w tym 400 członków jakuzy Yamaguchi-gumi. Policjant został zwolniony ze służby.

.....kolejne szaleństwo. Banany z Tokyo. Małe ciasteczka o kształcie banana z kremem oczywiście bananowym stały się best sellerem. Koszmarne kolejki. Zjadłem parę sztuk- fakt dobre ale nic nadzwyczajnego. No nie tak do końca - pokazano ten sklep w ogólnej TV. Już nie pierwszy raz produkt pokazany w TV przez kilka panienek które przez 5 minut powtarzają suuggoooiii, oisshhiiii, kawaiiii oraz eeeeeee, aaaaaaa robi nieziemską reklamę każdemu produktowi. Wcześniej tak było z pączkami z dżemem wiśniowym. Aby kupić takiego pączka trzeba było co najmniej 2 godziny stać w kolejce.

.....wczoraj miała miejsce premiera nowej gry na PS3 Minnano Golf 5 z angielskim dopiskiem Everybody`s golf. Przy okazji sprzedawano promocyjne zestawy konsoli. Nie ukrywam, że skusiłem się na taki zakup - więc od dziś jestem kolejnym w grupie ponad 763 tysięcy użytkowników PS3.

.....Niedługo odbędzie się premiera Misia Uszatka w Japonii, ja znalazłem inny, ale jak polski i aktualny akcent w sklepie z ubraniami. Niestety pani sprzedająca nie była w stanie odpowiedzieć do czego nawiązuje ta koszula. Mi skojarzyła się jednoznacznie.



suplement:
...Ps3 na monitorze. Przed zakupem poczytałem trochę jak to zrobić. Rozwiązań jest sporo od amatorskich po pełną profeskę jak HDfury.
Więc postanowiłem zakupić wcześniej kabel HDMI->DVI. W Yodobashi Camera znalazłem po kilku minutach przejściówkę jaką chciałem. Niestety spytałem się czy będzie działać z PS3. Sprzedawca bardzo się zirytował, zaczął coś tam marudzić i pokazał palcem że trzeba tam iść, prosto i na lewo i tam coś sie znajdzie. W między czasie zabierając mi z ręki przejściówkę. I znikł. No cóż - trzeba iść tam gdzie mówił. Ale tam takich kabli nie było. Znalazłem inne na dziale TV. Ponieważ zastanawiałem się jak dźwięk uzyskać postanowiłem pójść i zobaczyć jakie wejścia/wyjścia ma PS3. W budynku obok - dział konsol. Nie wiem dlaczego ale Ps3 wypada blado - pół regalika, gdy WII zajmuje 6 dużych, XBOX 360 podobnie. Nie wróży to dobrze. Wracając do tematu - pytam pana jakie kable są do Ps3 - pokazuje - te unikatowe, specjalne i jedyne kable Sony. 3 rodzaje. koniec kropka. Pytam czy można słuchawki podłączyć bezpośrednio - nie można, czy można monitor - ooo nie można, nie ma takiej możliwości, są tylko te trzy kable i żadnych innych. Sprzedawca bardzo zirytowany i zdenerwowany zaczął wogle podważać moje założenie - po co na monitor, przecież to słabsza jakość, same problemy.Koniec rozmowy. hmm spytam jeszcze innego, wyglądał na bardziej obrotnego kolesia. Czy można podłączyć monitor komputerowy do Ps3. Nie można. Więc wyjmuje z "rękawa" wydrukowaną z internetowego sklepu yodobashi.com kartkę a na niej kabel hdmi->dvi. Koleś zakłopotał się, eee tooo, hmmm, chotto matte kudasai. Ok.Wraca za chwile, zmiękł. Mówi, że oni nie mogą oficjalnie powiedzieć że taki kabel jest. Nie mogą mówić publicznie że istnieje takie rozwiązanie. Tłumaczył, że jest to związane z gwarancją Sony i brakiem testów (taa, jasne). A Sony nie chce płacić za uszkodzone monitory. A nie oficjalnie? - spytałem. Uśmiechnął się i powiedział - to dobry, firmowy kabel. Więc znowu czuć tutaj zmowę milczenia. Lepiej kupić przecież specjalny tv Sony za 300 czy 600 tyś JPN, niż kabel za 2 tyś. Jest tylko jedno ale. Monitor musi być co najmniej 19 cali. Ja mam 17 :(
...Zakup konsoli to była niezła jazda. 25 lipca nie chciano mi sprzedać konsoli z golfem bo promocja od jutra czyli 26 lipca - mimo to na półkach wszystko poukładane, demo leci, można wziąć pudełko, iść do kasy i nie kupić bo nie można. Pojechałem rano przed otwarciem. Uprzedził mnie wczoraj sprzedawca, że to popularna gra i może być sold-out. Czekałem 30 min na otwarcie sklepu. Zebrało się ze 100 osób. Po otwarciu - bieg na 6 piętro. Fajnie to wyglądało - ignorowanie wszystkich działów i wszyscy biegną po tą grę. Jak sie później okazało - nie tylko golf 5 miał premierę dziś. Ja na spokojnie, lekko rozpychając się zaatakowałem pudełko jak po dvd z napisem PS3+Golf5 60GB. Ok wziąłem i spokojnie zacząłem szukać gry Resistance. Ustawiłem sie w kosmicznie długą kolejkę. Czekało ponad 150 osób. Pełna ochrona, koleś z wielką tablicą oznaczającą koniec kolejki który przesuwał się między regałami coraz głębiej sklepu. Odczekałem kolejne 30 min i kupiłem konsole. Gdy spojrzałem na półkę - z 50 promocyjnych zestawów zostało ze 20. Golf niemalże zniknął. Po chwili ochrona dowiozła nowy wielki karton z płytami. Przyglądałem się co ci ludzie kupili. Wiele osób kupiło tylko gazetę, dodatkowy kontroler czy dwie gry na WII - właśnie tego dnia też była premiera nowej rodzinnej gry - niestety nie znam nazwy. Porównując ilość na półkach to spokojnie miesiąc później dalej będzie można ją kupić.

czwartek, 26 lipca 2007

Prawdziwy kurs

Jak pewnie pamiętacie prawo jazdy, które z Kubą dostaliśmy, było robione w trybie uproszczonym, dla ludzików posiadających już dokument z innego kraju.
Niedawno moja Małżonka zapisała się na normalny kurs i to z manualną skrzynią biegów. Dzielna dziewczyna!
System jednak odwodzi od pomysłu jak tylko może. Nie dość, że kurs kosztuje 30 manów (300,000JPY - prawie 7,000zł) to na pierwszej lekcji wyświetlany jest film, w którym jest pokazane jakże głębokimi ukłonami trzeba będzie przepraszać rodziny zabitych przez siebie ludzi na drodze. Jedna osoba zrezygnowała i nie będzie żądać zwrotu kosztów.
Może to jest sposób?...

Dalej Żona relacjonuje, że co jej nie wyjdzie na manewrach to podstarzały instruktor przekonuje ją, że powinna przepisać się na automat. -Po co pani manual?! Przecież to tylko profesjonalni kierowcy taki zdają a nie kobiety. Czasem jak zapomina zredukować do jedynki instruktor grozi: -To nie jest sekuhara* ale następnym razem będę musiał dotknąć pani ręki.
A gdy nie patrzy na drogę, instruktor mówi: -Jak tak będzie pani jeździć to zabije pani wiele osób!

Jednym słowem cyrk na kółkach.

*sekuhara (molestowanie seksualne od sexual harassment)

wtorek, 24 lipca 2007

Ruch to zdrowie

Staram się żyć bardziej aktywnie ostatnio. Nawet zapisałem się na siłownię. Za 6,300JPY na miesiąc mam dostęp do maszyn, ciężarów, sauny, basenu, jacuzzi, kortów do squasha i stanowiska golfowego na dachu. Wybrałem nocny program, dni pracujące od 20:30 do 23:00. Trochę wtedy tłoczno ale cóż, przyzwyczaiłem się. Przy zapisie dostaje się obligatoryjną kartę kredytową i kupon na 2000JPY do wydania na odżywki, jasne - już to widzę. Dodatkowo można wykupić treningi bokserskie, masaż czy karate. Miła obsługa po angielsku, nawet jeden gajdzin w kadrze trenerskiej. A wszystko to tuż pod nosem, w Bashamichi.
Do końca miesiąca trwa kampania. Za każde 3% spalonego tłuszczu zwracają Ci 1000JPY. Dobre, nie?

Poza tym nic nowego, jakoś nie robię ostatnio zdjęć. Może będzie okazja w weekend na FRF'07!!!

niedziela, 22 lipca 2007

Wędlinowy zawrót głowy

Przyjechali do nas rodzice, a to zawsze oznacza pełne walizki i dreszcz ryzyka. Podobno zdarza się, iż nawet hermetycznie zamknięte produkty zostają zatrzymane na japońskim lotnisku, jednak jak dotąd nie zdarzyła się nam taka przykra "niespodzianka". Poszczęściło się i tym razem, może dlatego, że nadane do Sapporo walizki zjechały na taśmie w Osace i zrobiło się małe zamieszanie (niniejszym pozdrawiamy obsługę Okęcia, która prawie za każdym razem wciska pasażerom kit, że bagaż nie musi być przy delikwencie zaraz po pierwszym lądowaniu w Japonii i żeby się nim nie przejmować, bo poleci dalej).

Tak więc zamiast tajfunu i trzęsienia ziemi, które na Północy były tradycyjnie nieodczuwalne, przyleciał do nas kataklizm bardziej przyjemny, bo podniebieniowy. Obdarowani zostaliśmy słynącymi z przesłodzenia słodyczami, a także polskim mięsiwem i serami (no dobra, książki też zamówiliśmy, żeby nie było), które wylądowały w prowizorycznie opustoszonej lodówce. No tak, pomyślicie, znaleźć kawałek dobrej szynki, to pewnie w Japonii zadanie tak łatwe, jak znalezienie odpowiednio świeżego i dorodnego tuńczyka na sashimi w Polsce. Niekoniecznie, bo wbrew pozorom to mniejszy wysiłek, szczególnie, że wędliny nie psują się na drugi dzień jak robi to surowa ryba. O istnieniu w Japonii "polskiego w smaku" mięsa dowiedzieliśmy się przypadkiem dopiero po jakimś roku pobytu ("japońskie w smaku" robi się poprzez dodawanie fasoli, słodzików i innych niewyobrażalnych dla Polaka dodatków dopasowujących kiełbaskę do tubylczych kubków smakowych), za sprawą tradycji o-seibo. Któregoś mroźnego wieczoru zadzwonił do drzwi pan listonosz (a dokładnie kurier takkyū-bin) i wręczył paczkę. W środku znajdował się elegancko zapakowany zestaw trzech brył, które okazały się szynkami miejscowego wyrobu. Jedna z nich spowita była brązowawą mazią, więc wiedzieliśmy czego się spodziewać, jednak dwie pozostałe zaszkliły oczy – smakowały zupełnie tak, jak to, o czym zaczęliśmy zapominać. Szybko zaczęliśmy wypytywać Google-sensei (no wtedy to był raczej japoński Goo-sensei, Larry i Sergey dopiero rejestrowali firmę) i okazało się, że to, co widzimy na sklepowych półkach to wręcz odrzuty, bo "prawdziwe" mięso najczęściej sprzedawane jest w "pakietach prezentowych" (co najmniej pięć tysięcy za paczuszkę, panie i panowie), albo na stoły restauracji, hotelów, itd. Ponadto trzeba było się wybrać do sklepu przyfabrycznego, żeby spróbować i nie wtopić (to tak jak z chlebem, żeby kupić polskawy trzeba wybrać się kilkanaście kilometrów do niemieckiej piekarni, albo zmusić się do kminku w chlebie od pobliskiego kanadyjczyka – na szczęście smaczniejszy wychodzi wypiek własny, szczególnie jak ma się z polski odpowiednie wspomaganie). Ale to było dawno temu, teraz Internet zadomowił się również i u rolników, więc np. w sieci Rakuten roi się od mniejszych zakładów masarskich, które proponują nie tylko słynną wołowinę z Kobe czy wieprzowinę z Kagoshimy, ale i bardziej "nasze" klimaty. Żeby nie było, że bez zdjęcia, podkradłem jedno z pewnego sklepiku na Rakutenie.

Może polskie sery nie są mistrzostwem świata, to jednak chciałoby się takim od czasu do czasu objeść, a nie go skubnąć. Niestety dobry ser to też wydatek, więc jedzenie go codziennie może nadwyrężyć kieszeń zarabiającego przeciętną krajową. Na przykład ten plasterek:
kosztuje równy tysiąc jenów bez przesyłki, a za tego oscypkowatego liliputa
żądają 1365Y, również bez przesyłki :)

Jednym słowem, jeśli ktoś jest niewolnikiem wspomnień, musi więcej zarabiać, czego i sobie (choć niewolnikiem zdecydownie nie jestem), i miejscowym czytelnikom TBN z całego serca życzę. Wprawdzie pieniądze szczęścia nie dają, jednak mogą z łatwością wspomóc kulinarne wyprawy w przeszłość. A ja tymczasem przejdę do dalszej degustacji oryginałów :)

sobota, 21 lipca 2007

Brand session

Chiński Lipton z Tajwanu, jaśminowy.

Ziomal Kuma-chan i napitki, pamiątki z Polski.

Gajdzin w parlamencie

Przez dawną przynależność do skautów nie czuje się dobrze bez kempingu latem. Gdy był mały zbudował stodołę, więc jest prawie złotą rączką. Ponieważ jest z Finlandii nie obce mu zimno, kocha mówić do mikrofonu ale nie śpiewa za dobrze. Dobry jest w komputerach więc ma informacje z całego świata. Raz w tygodniu odpoczywa w ogrodzie, pieląc grządki. Jest sławny wśród studentów i jest ogólnie pozytywnym gościem. Nie sądzi, że to jego wina, nawet gdy rezultat nie jest nie taki jaki zaplanował. Nienawidzi dyskryminacji, nawet dzieci nazywa per pan. Kocha japońskie jedzenie, zwłaszcza na powietrzu. Przyjechał tu gdy miał 27 lat, jako ksiądz obrządku luterańskiego. Gdy miał 34 lata porzucił misjonarstwo i zamieszkał w Nagano. Pracował jako tłumacz, uczył angielskiego, dostał obywatelstwo, pracował jako tłumacz i nauczyciel. Gdy miał 55 lat startował jako bezpartyjny reprezentant Kanagały do Izby Wyższej Parlamentu. Zdobył 340 tysięcy głosów nie dających mu niestety dużo. Potem dostał 500 tysięcy, o siedem za mało. I tak kilka razy.
W Wieku 61 lat w końcu udało mu się dostać do izby reprezentantów bo ktoś zrezygnował. Teraz zasiada w Komitecie Agrokultury, Leśnictwa i Rybołówstwa, wydał wiele książek, m.in. taką pod tytułem "Chcę być Japończykiem", prowadził wykłady w całym kraju.
Nazywa się Tsurumen Marutei, jest jedynym japońskim parlamentarzystą z niebieskimi oczami, mieszka w Jokohamie. Ma żonę i dwójkę dzieci.

Jego strona i wywiad sprzed paru lat.

poniedziałek, 16 lipca 2007

Express wieczorny

.....dziś rano o godzinie 10:14 można było się wystraszyć - czego? trzęsienia ziemi. 6.7 w skali Richtera to był tylko wstęp - kolejne 5.8 po godzinie 15:40, 4.6 o 21:08 oraz 6.8 o 23:17. Wszystkie miały epicentrum niedaleko Tokyo bo tylko około 240km. Ostatnie było już dalej na oceanie aż 460 km od Tokyo. Niestety dwie osoby zginęły. Dziwne uczucie jak budynek się kiwa w każdą stronę, a patrząc przez okno widzisz sąsiedni dom, który odchyla się o 20 cm w bok i uderza o rynnę kolejnego domu.

....DoCoMo 2.0 - niestety najnowsza promocja DoCoMo zakończona. Sprzedano kilka milionów telefonów - dlaczego? Nowa usługa polega na dość starej idei - dwa numery w jednym telefonie. To właśnie zrobił wspomniany operator. Zamiast dwóch telefonów - prywatnego i służbowego można mieć jeden. Jedna z reklam zachęca - jeden telefon, dwa adresy e-mail. Dwa numery - jeden telefon. I to na prawdę działa. Jak znam życie - to ta promocja wjedzie do normalnej oferty - ale przecież promocja - jak to brzmi :)

.....10 rocznica Sony Vaio - niby nic wielkiego - zaprezentowali nowy type T, jubileuszowy model. Prawie bym taki kupił, ale jak wybrałem to co chciałbym aby miał to okazało się, że to żadna promocja. Okazyjnie można kupić tylko to co na wystawie - 4 pre definiowane konfiguracje z eksperymentami - jak zamiast hdd jest 32 GB flash ram + dvd. Niech to inni kupią i potestują, ja poczekam.

....JR wczoraj zaprezentował najnowsze swoje dziecko N700. Czyli szybki pociąg dalekiego zasięgu - czyż nie wygląda uroczo? (zdjęcie zrobione telefonem)



....Tajfun już sobie poszedł. Od czwartku ostrzegano przed tajfunem. Dwa lata temu nieźle namieszał - lało i padało przez kilka dni. Nic w tym niby dziwnego, poza tym że z dróg porobiły się rzeki, a z letniej bryzy porywisty wiatr wiejący ponad 150 km/h. Na szczęście ja jakoś tego nie odczułem - ale w północnym Tokyo kilka linii kolejki nie kursowało, w okolicach Chiby zalało drogi i nikt nie wychodził z domu przez dwa dni. Ja trafiłem do "oka" więc u mnie lekko wiało i padało, ba nawet świeciło słońce - gdy zaledwie 50 km dalej było oberwanie chmury. Jak donosi serwis pogodowy, który na bieżąco pokazywał gdzie ów tajfun szaleje - obecnie rozgania statki i płoszy ryby daleko od stałego lądu. Jak ktoś chce zobaczyć - niech klika tutaj

.....Długi weekend dobiegł końca. Niestety przez tajfun wiele osób nie wyjechało, przez co wcale nie zrobiło się luźniej jak wcześnie można było prognozować. Dziś było "Marine Day". Do końca nie wiem czy chodzi o marynarkę czy morze. W każdym bądź razie każdy dzień wolny jest mile widziany.

.....Zaczyna się hanabi - czyli pokazy sztucznych ogni. Niestety przez ten tajfun przesunięto na 1 sierpnia The 52nd Port Festival International Fireworks Display a w weekend 27 lipca - Hawaii Festival. Zapraszam kto może. A jak nie może to niech podziwia przez internetowe kamery :)

.....to tyle w telegraficznym skrócie....

niedziela, 15 lipca 2007

Na końcu świata

Polskie wakacje '07 dobiegają końca. Byłem na siedmiu grilach, jednym ognisku i koncercie, czterech domówkach, dziesięciu lanczach, raz w makdonaldzie, trzy razy w kfc, w Gdyni, Włocławku, trzy razy pod Warszawą, w złotych tarasach, klifie i arkadii, w pięciu klubach nocnych, dwa razy jadłem zapiekankę, kilkadziesiąt razy widziałem w telewizji Leppera, "jedną z najważniejszych osób w państwie".
Zobaczyłem się też z większością znajomych, pospałem do południa, wymieniłem rodzicom termometry zaokienne, umyłem samochód, nakupiłem sobie książek i płyt.
Nic się nie zmieniło, po dwóch latach wszystko jest tak jak było.




poniedziałek, 9 lipca 2007

Pstryk!

Grill u państwa Konarskich. Tam jadłem, piłem, zdjęcia robiłem.






Jeszcze tydzień w Polsce.

niedziela, 8 lipca 2007

Na prowincji też wakacyjnie

WIT, zamiast uciekać od pory deszczowej i nadmiaru wilgoci, brzęczenia cykad i innych centralno-japońskich dolegliwości do Polski - powinien był wybrać się do nas - klimat polski, kiełbasa polska w sklepach, wściekłe psy na imprezach, a cena biletu ponad dziesięć razy mniejsza :)
Lato w Sapporo jest suche, przyjemne, bez robactwa (zimą wszystko by zdechło), a do tego tanie, więc zamiast uczyć się i pracować, kiedy tylko się da - wypoczywamy, rzec jasna bardzo aktywnie, na przykład:

a) promując polską sztukę na deskach teatralnych śpiewając pieśni tradycyjne i deklamując polską poezję klasyczną, nawet własną; (zdjęcie: Nobuo Tomiyama, Towarzystwo Polska-Hokkaido)

b) żegnając panny i kawalerów na wieczorkach panieńskich oraz kawalerskich w domach i knajpach, gdzie delikwent poraz ostatni usłyszy "rozkaz, mój panie";


c) uczestnicząc w ślubach żegnanych w przeddzień osób (Karolino, Łukaszu, wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia i podziękowania dla Michała Ptaszyńskiego za zdjęcie z komórczaka)

d) albo w piknikach przedszkolnych na których:
- tatusiowie pichcą (niniejszym pozdrawiam Polską Federację Kendo - dziękuję za pamięć i koszulkę!)

-mamy plotkują, dokarmiają dziatwę i czekają aż służący przyniosą pożywienie

-tudzież wychowują kolejne pokolenie służących, tfu, wojowników.

Przepraszam za niezbyt obfity w treść wpis, wystukany w biegu, na domiar złego (?) przeplatany koncertem życzeń. Następnym razem będzie bardziej filozoficznie, acz wciąż prowincjonalnie :)