sobota, 16 czerwca 2007

Japonia bez gejsz i samurajów

Dzięki Piotrowi Milewskiemu miałem wreszcie okazję przeczytać najbardziej współczesną lekturę o Japonii w języku polskim.
Ponad dwustu-stronicowy tomik jest doskonałą przekąską literacką na weekend. Składa się z opowiadań, esejów i artykułów 10 autorów, których łączy japońska wyspa Hokkaido, na której mieszkali lub mieszkają.

I tak znajdziemy w niej po kolei bardzo dobre sprawozdanie sportowo-rozrywkowe, P.Dybały, inspirująca relację z festiwalu śniegu w Sapporo, P.Milewskiego, genialny opis kulinarno-historyczny sławnego Czyngis-chana i "nominikacji" z ceremonią związanej, P.Milewskiego i P.Węgrzynowicza, definicję hostess-barów i soapland'ów wraz z genezą ich powstania, M.Ptaszyńskiego, wyczerpujący wstęp do przewodnika po onsenach, Ł.Zabłońskiego i Naukowo-rozrywkowy przegląd fauny północnej Japonii, upstrzony ciekawostkami, P.Węgrzynowicza. W książce znalazł też miejsce Rys historyczny kultury ludu Ainów od kolonizacji japońskiej po związki z rodziną Piłsudskich, T. Bogdanowicza oraz rozdział autorstwa J.Matsuki'ego, tłumaczący trochę dyskryminację cudzoziemców w Japonii, przedstawiający Polonię na Hokkaido, stereotypy japońskie na temat Polski i inne rzeczy, o których nie miałem wcześniej pojęcia.

Książka byłaby doskonałym i spójnym zbiorem informacji o Japonii, gdyby nie Przedmowa wytaczająca wojnę innym autorom piszącym o swoich przeżyciach w Japonii, przedstawiająca ten zbiór jako odpowiedź na stereotypy panujące w polskich publikacjach na temat Kraju Kwitnącej Wiśni. Tą przemową zostały poprzedzone trzy pierwsze, dość niefortunne, artykuły pełne właśnie takich stereotypów. Spory uśmiech na mojej twarzy wywołały zdania typu: Umysł Japończyka nie jest twórczy, wynalazczy. P.Wilka-Witosławskiego czy Do wysługiwania się w sytuacjach wymagających rozmowy w języku obcym, czyli angielskim, służą młode kobiety. E.Grave oraz dwa razy opisana kariera R.Rzepki, który to walczy ze stereotypami zaginając okolicznych fryzjerów podczas płynnej konwersacji w ich ojczystym języku.
Dodać też należy, że pierwszy rozdział to tekst z 1930 roku, napisany przez polskiego misjonarza, wspomnianego P.Wilka-Witosławskiego. Jest to unikalny zapis z tamtych lat, w temacie całej publikacji. Prawdziwy rarytas odnaleziony w archiwach Gazety Warszawskiej.

Podsumowując, książka HOKKAIDO Japonia bez gejsz i samurajów, nie biorąc na poważnie początku, jest sporą kroplą w morzu potrzeb publikacji o Japonii i doskonałą lekturą poznawczą. Polecam gorąco.


Strona promująca książkę.
Na zdjęciu powyżej Piotr Milewski, jeden z autorów.

12 komentarzy:

Robert pisze...

Mnie zacheciles :) Skoro jest ciekawa i w miare dostepnej cenie moze sobie ja sprawie. Jedyne co wiem o Japoni to tak na prawde z Twojego blogu oraz z M&A i paru forow, przydalo by sie poszerzyc swoja wiedze, a moze kiedys sie tam wybiore :)

Anonimowy pisze...

I bardzo dobrze wydana. Jedyny problem - do zamowienia wylacznie w wydawnictwie.

MG pisze...

Jak się człowiek postara, to i gdzie indziej znajdzie(vice Empik, sam dzisiaj widziałem, ino za cenę nie ręczę...)

broker pisze...

A dzisiaj właśnie zacząłem czytać tą książkę:) Zapowiada się ciekawie.

Kabura pisze...

Tu niefortunny Rzepka zaginajacy fryzjerow (ja wykorzystuje ich do zdobywania informacji, nie do zaginania). Pomysl jest taki, zeby wyprostowywac sterotypy przy pomocy kontrprzykladow, ale nie spodziewalem sie, ze ktos te kontrprzyklady wezmie za nowe stereotypy - gdyby tak bylo, moze udaloby sie odkrecic kilka prawdziwych. Niestety to czysta teoria, bo przecietny cudzoziemiec w Azji kladzie sie na peronie, mowi przypadkowemu Chinczykowi, ze u nich Murzynow bija, w kieszeni ma ksiazke Nothomb (albo Batorowej) i narzeka, ze tu niczego sie nie da zrobic, ze tu niczego nie ma (stawiajac np. kaszanke na miejscu "wszystkiego") i ze... wszyscy sie na niego uwzieli i uwazaja za dziwnego. Taki jest stereotyp, bo tak sie zachowuje wiekszosc, ja go nie stworzylem, tylko opisalem. Zeby "kontrprzyklad" zostal nowym stereotypem... hm... jakos nie spodziewam sie wielkich postepow w tym kierunku, zbyt duzo blogow czytam, zeby miec nadzieje.

WiT pisze...

Dobrze, że nie czytałem Batorowej.

Kabura pisze...

Ale ja tylko ogolnie tak. Do tego, ze moj RSS jest okropnym klamczuchem, to zdazylem sie przyzwyczaic.

http://feeds.feedburner.com/~r/TokyoByNight/~3/97797446/samuraje-czas-odpocz.html

melun pisze...

kabura ;-)

AvantaR pisze...

Dla mnie niestety ta ksiazka byla bardzo nierowna - nie ktore opowiadania (np. Repa) byly bardzo ciekawe, czytalo sie to bardzo milo. Inne zas byly znacznie gorsze (zeby nie powiedziec nudne) i nie szlo sie przez nie przebic.

No, ale to moje zdanie ;)

Ja tam wole ksiazki Bruczkowskiego, mimo, ze moze ubarwione ;)

WiT pisze...

No to świetnie się składa bo Kabura zgodził się wczoraj dołączyć do grona gościnnego na tokyobynight.pl.
Powieje świeżym a co najmniej innym spojrzeniem.

Krzysiek pisze...

Bator jest całkiem fajna. Czasami wieje z niej wojującym feminizmem, ale poza tym spoko. I podaje dużo analitycznego materiału, albo choćby wiele swoich przemyśleń i obserwacji. Bruczkowski jest fajny, bo taki przygodowy, ale głębszej myśli to w nim raczej nie ma. Na spotkaniu autorskim się nawet sam odżegnywał od takiej analizy (szkoda, że w trochę bufoniastym stylu ;)

Tori, Michal pisze...

krzysiek: "...jest fajny, bo taki przygodowy, ale głębszej myśli to w nim raczej nie ma. (...)w trochę bufoniastym stylu ;)"

Ten komentarz pasuje mi wlasciwie i do Bruczkowskiego, i do Bator ;D

A w ogole, to co to za paluch na mojej gebie na tym zdjecui! >_<