sobota, 30 czerwca 2007

piątek, 29 czerwca 2007

Jeszcze z lotniska

Wiecie co się rzuca w oczy gdy stoi się powiedzmy w takiej Kopenhadze w kolejce do samolotu do Warszawy?
Polacy. Na początku powalił mnie na kolana koleś w białym swetrze na gołe ciało, dżinsach i czarnych, brudnych lakierkach, ze złotym łancuchem na szyi. Tacy jeszcze istnieją?! Ja pierdykam, od razu wiedziałem, że stoję do właściwej bramki.
Potem inny, cały w dżinsie, z kołnierzem na sztorc i pierścieniem atlantów na palcu lewej ręki. Gwóźdź do trumny wbił Jezus Chrystus we własnej osobie, z przetłuszczoną blond kitą, w zielonym golfie i ciężkich skórzanych butach, ze srebrną bransoletką na ręku i czerwonymi wypiekami na polikach.
Rzucamy się w oczy, nie powiem.

Na szczęście panie poprawiają ten wizerunek.

czwartek, 28 czerwca 2007

Bruczkowski znów o Japonii

W samolocie do Europy przeczytałem nową książkę Marcina Bruczkowskiego traktującą o Japonii, Zagubieni w Tokio. Doskonała lektura przygodowa. Książka z powodzeniem osadzona w realiach Japonii sprzed 10 lat, oparta na autentycznych postaciach i wydarzeniach. Ciekawa historia przeplatana drobiazgami z życia gajdzina w Japonii. Zupełnie inna niż pierwsza Bezsenność w Tokio, pokazująca już dystans i dojrzałe spojrzenie na temat. Spojrzenie dużo bardziej dojrzałe od mojego, póki co.

Walka z otaczającą rzeczywistością nie prowadzi do asymilacji. A bez asymilacji nie da się żyć. Człowiek byłby samotny.

...co postaram się zakorzenić głębiej w moje życie w tej odległej galaktyce.

ps. znalazłem drobny błąd, strona 307.
ps2. jakąś strasznie zestresowaną japońską przewodniczkę wycieczki do Helsinek trafiłem na fotelu obok. Ręce przestały jej się trząść dopiero jak wypiła 4 dżiny z tonikiem i białe wino. Jest takie powiedzenie: Upił się jak Fin. :)

Pozdrowienia z Warszawy!

wtorek, 26 czerwca 2007

Barushaba

Chwila odpoczynku od wszystkiego, w czwartek będę w Warszawie. Odświeżyłem mapę.


Te dwa obrazki z Kobe mi się zawieruszyły gdzieś jeszcze...

niedziela, 24 czerwca 2007

Odrzuty z ubiegłego tygodnia

Minatomirai Heliport, loty widokowe nad miastem, Yokohama

Impreza u Kuby, więcej na stronie Agaty

Wschód słońca nad Tokyo. W centrum wieża tokijska, wzorowana na Eiffela

Remont fasady kawiarni, Bashamichi/Yokohama.

Jesus Christ Superstar, Osambashi/Yokohama ;)

piątek, 22 czerwca 2007

Yurikamome


Wspomniany już kiedyś pociąg bez kierowcy, na trasie Shimbashi->Fune-No-Kagakukan.

czwartek, 21 czerwca 2007

Moje Tokyo by night

(Nie, nie, spokojnie, nie przejąłem bloga)

Żeby nie dostać odleżyn, tfu, odsiedzeń, i być na bieżąco (czytaj: napić się z kolegami po fachu, żeby się wygadali co planują), pracownik japońskiego uniwersytetu powinien każdego roku pojawić się na dwóch-trzech konferencjach zagranicznych i tyluż krajowych (oczywiście ilość zależy od tematyki, chęci i zamożności wydziału, dentyści i inżynierowie nie narzekają). Krajowi organizatorzy starają się jak mogą, żeby miejsce było atrakcyjnie turystycznie, więc jeśli się tylko da, omijają Tokio. Z tego powodu najczęściej "odwiedzanymi" przeze mnie miejscami w stolicy są tamtejsze lotniska :) Dużym plusem częstych przesiadek wieczorową porą jest możność zobaczenia "Tokio Nocą" z góry, a na deser Fuji z zachodzącym słońcem w tle (super landszaft, niestety, jako osobnik przywykły do otoczenia przeważnie nie noszę ze sobą aparatu, wybaczcie). Tym razem wylądowałem w Miyazaki na wyspie Kiusiu, miejsca słynącego m.in. z mango, kurczaka, węgorzy i produkcji łuków do kyūdō. Słynny jest też gubernator Hideo Higashikokubaru (m.in. biegacz i komik, może kojarzycie "Takeshi's Castle"?, podobno puszczali kiedyś na niemieckich kanałach dostępnych w polskich kablówkach), który postanowił jutro odwiedzić naszą konferencję - mam nadzieję, że nie będzie prosił nas o opracowanie nowego systemu pierwiastkowego mającego na celu zwiększenie wpływów swojej prefektury :)

Tę twarz wypada znać, poznajcie się, kartonowy Hideo.

Poniżej mój magistrant w akcji, na szczęście wczorajsze shōchū z ziemniaków nic mu nie zrobiło. Opowiadał o akwizycji języka. Robot uczy się poprzez zabawy ruchowe, więc wystąpienie odbyło się w sesji "Myślenie zdroworozsądkowe u dzieci" :) Musimy zakupić parę nowych robo-brzdąców, żeby mogły się bawić w "chodzi lisek koło drogi" i "mamo, mamo, ile kroków mam dać?".

Wieczorkiem, przy piwie i kurczaku, a jakże, drużynowy brainstorming. Nasz pomysł był bardzo mało poprawny politycznie...

...jednak spodobał się na tyle, by zdobyć nagrodę pocieszenia :)

Powoli trzeba będzie zacząć rozglądać się za omiyage, czyli pamiątką z podróży - czymś, z czego słynie dane miejsce. W moim przypadku to najczęściej paczka czegoś, czego starczy dla ponad dwudziestu członków labu i polonijnej rodzinki. Oczywiście tym razem musi być coś z mango, oczywiście z biegnącym i roześmianym gubernatorem.

środa, 20 czerwca 2007

Wschód słońca nad sześcioma drzewkami

Pozamykali warte odwiedzenia kluby w roppongach. Został Yellow no i ulubiony przez meluna Gaspanic (tylko zapomniałem munduru). Coraz więcej stand barów pełnych wszelakiej maści dziwek i douchebag'ów. Coraz trudniej spotkać tu miejscowych. W Heartlandzie teraz same garnitury. Na ulicy nie jeden ale sześć różnych kebabów (w tym jamajski). Co to się dzieje no...




Na ulicy



wtorek, 19 czerwca 2007

Bashamichi z rana

Jak ciężko jest znaleźć ciekawe niebo nad Yokohamą. Czasem trzeba wyjść spod ziemi o siódmej rano.



poniedziałek, 18 czerwca 2007

Nowy, ale stary

Jako że dałem się wciągnąć (mam genetyczną wadę polegającą na braku zdolności odmawiania) na listę bloggerów TBN, to chyba muszę się przedstawić i tym samym spłodzić swój pierwszy wpis. Otóż zamierzeniem WITa, całkiem chyba słusznym, jest poszerzenie horyzontów czytelników bloga. „Wrabiając mnie w pisywanie” poszerzył horyzont tak mocno, że trudno mnie będzie z Tokio dojrzeć, choć z Polski to pewnie "wsio ryba". Mieszkam na prowincji, ponad tysiąc kilometrów od Tokio i pasuję bardziej do sapporobyday.pl ze względu na dzienny tryb życia, który z kolei wynika z dość podeszłego wieku. U mnie życie nie ma pędu tokijskich autostrad czy zgiełku stolicznego clubbingu i choć miasto moje jest wielkości Warszawy, do autostrady niedaleko, a do klubów jeszcze bliżej, to całokształt życia poza Tokio mieni się trochę innymi kolorami, które chciałbym od czasu do czasu pokazać. Na Hokkaido życie płynie znacznie wolniej i wpisów na pewno będzie mało, jednak, jeśli to nie przestępstwo w „niepisanym kodeksie blogowym”?, mogę uciekać do przeszłości. Niestety, ponad dziesięcioletni dorobek pt. „Japonia w obiektywie” nie nadaje się do pokazania na blogu zawodowych fotografów, więc będę się ograniczał jak mogę, żeby zbyt drastycznie nie obniżyć poziomu.
Od razu ostrzegam, że nie mam na co narzekać i wielu czytelników może umrzeć z nudów, tudzież dostać palpitacji serca czytając o sielankowej Japonii ;)

Na pierwszy ogień, zapoznawczo, pójdziemy ja i M., mój brzdąc, który zawsze leci w kulki większe i mniejsze, co odziedziczył po tatusiu. To jedna z naszych ulubionych weekendowych zabaw, którą można uskuteczniać w parku Takino-Suzuran. Dzieciata Polonia sapporzańska bawi się tam latem i zimą, a że park utrzymywany jest z tzw. „podatku miejskiego”, każdy czuje się jak na swoim gruncie :)

Welcome to the Jungle

Przypadkiem spotkałem zioma ze studiów. Świat jest mały.




Budvar

Takie szczęście mnie trafiło w czwartek. 3 kartony świetnego piwa po 95JPY za butelkę.

sobota, 16 czerwca 2007

Japonia bez gejsz i samurajów

Dzięki Piotrowi Milewskiemu miałem wreszcie okazję przeczytać najbardziej współczesną lekturę o Japonii w języku polskim.
Ponad dwustu-stronicowy tomik jest doskonałą przekąską literacką na weekend. Składa się z opowiadań, esejów i artykułów 10 autorów, których łączy japońska wyspa Hokkaido, na której mieszkali lub mieszkają.

I tak znajdziemy w niej po kolei bardzo dobre sprawozdanie sportowo-rozrywkowe, P.Dybały, inspirująca relację z festiwalu śniegu w Sapporo, P.Milewskiego, genialny opis kulinarno-historyczny sławnego Czyngis-chana i "nominikacji" z ceremonią związanej, P.Milewskiego i P.Węgrzynowicza, definicję hostess-barów i soapland'ów wraz z genezą ich powstania, M.Ptaszyńskiego, wyczerpujący wstęp do przewodnika po onsenach, Ł.Zabłońskiego i Naukowo-rozrywkowy przegląd fauny północnej Japonii, upstrzony ciekawostkami, P.Węgrzynowicza. W książce znalazł też miejsce Rys historyczny kultury ludu Ainów od kolonizacji japońskiej po związki z rodziną Piłsudskich, T. Bogdanowicza oraz rozdział autorstwa J.Matsuki'ego, tłumaczący trochę dyskryminację cudzoziemców w Japonii, przedstawiający Polonię na Hokkaido, stereotypy japońskie na temat Polski i inne rzeczy, o których nie miałem wcześniej pojęcia.

Książka byłaby doskonałym i spójnym zbiorem informacji o Japonii, gdyby nie Przedmowa wytaczająca wojnę innym autorom piszącym o swoich przeżyciach w Japonii, przedstawiająca ten zbiór jako odpowiedź na stereotypy panujące w polskich publikacjach na temat Kraju Kwitnącej Wiśni. Tą przemową zostały poprzedzone trzy pierwsze, dość niefortunne, artykuły pełne właśnie takich stereotypów. Spory uśmiech na mojej twarzy wywołały zdania typu: Umysł Japończyka nie jest twórczy, wynalazczy. P.Wilka-Witosławskiego czy Do wysługiwania się w sytuacjach wymagających rozmowy w języku obcym, czyli angielskim, służą młode kobiety. E.Grave oraz dwa razy opisana kariera R.Rzepki, który to walczy ze stereotypami zaginając okolicznych fryzjerów podczas płynnej konwersacji w ich ojczystym języku.
Dodać też należy, że pierwszy rozdział to tekst z 1930 roku, napisany przez polskiego misjonarza, wspomnianego P.Wilka-Witosławskiego. Jest to unikalny zapis z tamtych lat, w temacie całej publikacji. Prawdziwy rarytas odnaleziony w archiwach Gazety Warszawskiej.

Podsumowując, książka HOKKAIDO Japonia bez gejsz i samurajów, nie biorąc na poważnie początku, jest sporą kroplą w morzu potrzeb publikacji o Japonii i doskonałą lekturą poznawczą. Polecam gorąco.


Strona promująca książkę.
Na zdjęciu powyżej Piotr Milewski, jeden z autorów.

piątek, 15 czerwca 2007

czwartek, 14 czerwca 2007

Pagody to mi z ręki jadły

















Postprodukcję zdjęć zrobił WiT w lightroomie.