niedziela, 27 maja 2007

HB

Hostess Bary są czymś bardzo mocno zakorzenionym w japońską tradycję i kulturę. Kulturę życia, pracy i rozrywki.
To takie miejsca do których przychodzi się z biznes partnerem by go upić w towarzystwie kobiet z całego świata przed podpisaniem kontraktu. To też miejsce, do którego wysyła raz w tygodniu żona pana Taro, bo już mają dziecko i nie uchodzi tak z mężem jakieś figle uprawiać po nocy. To również miejsce by zapoznać egzotyczną dziewczynę z Europy wschodniej, pochodzić na kontrolowane randki, kupić jej kamerę i telefon. Potem sprawdzać zdalnie gdzie jest. Jak to działa?

Prosto:
HB są wszędzie, są jednak ich skupiska, jak tokijskie Roppongi (dosł. sześćdrzew). Siacio zapowiedział po południu, że wieczorem idziemy na spotkanie biznesowe do sześciu drzewek. To takie kodowe gadanie, żeby podstarzałe japonki z biura nie poczuły się zgorszone. W fabryce zostawiam laptopa, aparat. Podejrzewam, że noc będzie długa.
Docieramy do Roppongi o 22:00. Ta dzielnica to właściwie jedna szeroka ulica z dwupiętrową autostradą ponad nami. Nie ma ani jednego drzewka.
Wieczór warto zacząć od jakiegoś drinka. Udajemy się więc do Heartland'a, baru w międzynarodowym stylu, z międzynarodową ekipą w środku. Już po drodze czarni naganiacze na głównej ulicy zaczynają rozglądać się za nami. Niektórzy nie zwracają na nas uwagi, to w większości przedstawiciele lokali "wyższych kategorii", gdzie cudzoziemców nie obsługuje się z uwagi na aids.
Idziemy już 10 minut, przedzierając się przez kolorową ulicę. Każdy budynek wygląda podobnie, parę pięter, na każdym lokal lub dwa.
W barze wypijamy kilka drinków, spotykamy klienta. Wracamy na bulwar. Naganiacze w pełni aktywności, przewracają karty swojego menu ze zdjęciami twarzy. Nie ma co się zastanawiać, wszędzie tak samo. Siacio negocjuje cenę z jakimś garniturem z Senegalu. Najpierw po angielsku, potem po japońsku. Ustalają cenę, 8,000JPY/os. za wstęp i pierwszą godzinę. Drinki po 500. Deal.
Ciasną windą wjeżdżamy na 7 piętro i lądujemy w podejrzanie spokojnym barze. Obsługa już wie o nas. 12 dziewczyn ustawia się w rządku na przeciwko wejścia. My stajemy przed nimi w wyjątkowo niezręcznej sytuacji, wyboru. Gama szeroka, dookoła świata w mgnieniu oka. Wybieramy szybko jakąś egzotykę, każdy to co akurat po alkoholu lubi. Siacio z klientem Europę wschodnią, ja trafiam na Izrael. Siadamy do stolika. Sytuacja jest dla mnie tak krępująca, że trzy drinki sprzed kwadransa wyparowują momentalnie z mojej krwi. Ustalamy kto co pije, dostajemy szklanki, mocne. Późniejsze drinki już nie będą takie.
Gadka szmatka, żarty międzykulturowe, zwłaszcza z Europą wschodnią. Klub nie duży, dwa podesty z rurą, bar z kelnerem który już wszystko w życiu widział, Senegal przy drzwiach.
Tradycyjne fore-playowe pytania w stylu skąd jesteś, co robisz, jak długo? Jak dobrze mówisz po japońsku/angielsku/rosyjsku?!
Pierwsza godzina mija szybko, dziewczyny pytają czy mogą zamówić sobie szampana. Czemu nie, trzeba tylko spytać którego, ponieważ ceny wahają się od 30 to 150tyś JPY. Kelner przychodzi przedłużyć nasz pobyt. Z rozmów biznesowo-rozrywkowych każdy w ramach własnej pary odpada powoli w swój alkoholowy klimat . Klient ostro obmacuje Słowenkę, Siacio przysypia na piersiach Rosjanki a ja rozmawiam z Żydówką o sytuacji w Libanie, pracy w Japonii, o Polsce. Była kiedyś z wycieczką szkolną w Oświęcimiu. Po skończeniu 20 lat wyjechała do Japonii. Dziewczyna orientuje się, że nawet wódka nie pozwala mi czuć się swobodnie. Opowiada mi o swojej pracy, ja pytam.
Laski w tym klubie mają wolną rękę. Mogą się umawiać z klientami, byle na zewnątrz. Mówi, że jej poprzedni klub był inny. Randki były aranżowane z klubem. Mogło to być cokolwiek, kino, wypad do Kamakury czy zakupy w Yodobashi. Musiały się jednak kończyć w klubie. Dziewczyna wtedy meldowała klienta, ten uiszczał w kasie opłatę za randkę, laska dostawała premię.
Mija druga godzina.
Dopiero teraz widać jak jesteśmy wszyscy przemęczeni tutejszym stylem życia. Kilka drinów i wszyscy śpią. Środek tygodnia, środek nocy. Już nie wrócimy do domu. W Tokio nie ma nocnych pociągów. Pozostaje taksówka za 3 many (30,000JPY), hotel kapsułowy (6,500JPY) lub balet do rana. Ale jak tu balować jak wszyscy śpią...
Z pseudo erotycznego i z założenia pobudzającego klimatu zrobił się senny by nie powiedzieć przytulny.
Z marazmu budzi nas głośna muzyka i skośna artystka bez stanika kręcąca się na srebrnej rurze. Nawet Siacio się budzi, wychodzimy. Do pełnej przytomności doprowadza go rachunek. Chyba trochę więcej niż się spodziewał. Zjeżdżamy na dół, klient wskakuje do taksówki i znika. Chyba mu się podobało.
Uderzamy do baru z ramenem. Ciężki, gorący rosół dobrze zrobi każdemu. Jest pierwsza w nocy, ulice pełne taksówek, chodniki pełne ludzi.

Budzę się w barze, na stole. Przed oczami mam solniczkę, zawszę dosalam Ramen. Jest już jasno, czas do domu, autopilotem pod prąd. Ten dzień już jest raczej stracony.

7 komentarzy:

Robert pisze...

Ooooostro. Co za noc, a jakie atrakcje :D Ciekawe to HB, w Polsce czegos takiego to chyba nie ma.;)

"To też miejsce, do którego wysyła raz w tygodniu żona pana Taro, bo już mają dziecko i nie uchodzi tak z mężem jakieś figle uprawiać po nocy."

W Japoni żony na cos takiego pozwalaja?? O_o

Anonimowy pisze...

"Jest pierwsza w nocy, ulice pełne taksówek, chodniki pełne ludzi."
I to jest właśnie piękne:)
A ramen o pierwszej w nocy to już kompletny odlot:D

Anonimowy pisze...

Polak trafia na Zydowke w "klubie nocny" to faktycznie nie zreczna sytuacja. Mimo wszystko mam nadzieje ze bylo milo, bo chyba wlasnie o to mialo chodzic

Anonimowy pisze...

To właśnie oznacza znaleść się po drugiej stronie ekranu.




constans73

Jack pisze...

Nie no ciekawe nie powiem... Szkoda tylko, że ceny takie wysokie, ale za "egzotyczne okazy" w końcu się płaci dużo jak wszędzie. Życzę szybkiego wyleczenia kaca po jakże ciekawej imprezie :)

Anonimowy pisze...

zobaczymy jak będzie od kuchni:)ciekawe jak widzą to te kobiety...inspiracja: kozyra-łaźnia turecka:)

Vanti pisze...

Heh, no proszę - Szanowny WiT zwiedza nocne atrakcje ;P A tak na poważnie - mam nadzieję, że kac nie był za duży i że mimo wszystko miło wspominasz ten wypad.