czwartek, 1 marca 2007

Samuraje, czas odpocząć

To artykuł Joanny Bator o istocie kryzysu japońskiej kultury, opisywanym w książkach H. Murakamiego. Polecam, ciekawe spojrzenie.

8 komentarzy:

Yuen pisze...

Ja mam pytanie do Wita:
Czy rzeczywiscie zaczyna sie ta zmiana w Japonii - ze ludzi staja sie (albo chociaz staraja sie byc) bardziej indywidualni i szukac czegos wiecej, czy jednak dalej marzeniem kazdego czlowieka jest stanie sie salarymanem/gospodynia domowa

logik_obiezyswiat pisze...

Stanowczo odradzam lekture tej pani. Wystarczy pojsc droga logiki - najpierw pisze, ze bohater nie jest salarymanem, a an koniec, ze jest przecietniakiem. Wychodzi jak sloma z butow stereotyp, ze kazdy Japonczyk jest salarymanem, samurajem, itd. Pierdoly poprzepisywane zywcem z angielskich opracowan, nawet polszczyzna bardzo angielska. Nagnie do swoich teorii wszystko, nawet uniwersalna literature Murakamiego. Przeciez kazdy kto go czyta od razu sie zorientuje, ze autorka albo nie czytala, albo szukala tylko potwierdzen do swoich sztampowych jak upity od rana Polak stwierdzen.

mira pisze...

logik_obiezyswiat gdzie ty mieszkasz? Na Hokkaido?! Przeciez w Tokyo 90% dorosłych facetów na ulicy, w dzien powszedni nosi czarne garnitury. Byłeś tu kiedyś? Wracałeś kiedyś pociągiem z roboty o 23:00 w tłumie cuchnącym wódą i potem?
"Stanowczo odradzam lekture tej pani. " - Ile ty masz lat? 60? Co ty pieprzysz?
Twój tekst brzmi jak jakaś peerelowaksa pogawędka przy kawie po turecku.
Pamiętasz co się działo tu w 1945? Opowiedz nam o tym...

Yuen pisze...

No ale troche jednak imo sie tekst tej pani kupy nie trzyma. Czytalem Murakamiego i rzeczywiscie to jest naciagane. Owszem, jego bohaterowie sa inni, ale oni nie walcza z systemem, oni zyja obok niego. Tak ja to odbieram. Ich sprzeciw nie jest wobec poswiecania swojego zycia dla pracy, bardziej wobec ogolnych relacji miedzyludzkich.
Na pewno znajdziemy tam pierwiastek pokazywania bezsensu tego systemu, ale nie to jest glownym tematem ksiazek (nie czytalem wszyskich, ale duzo z nich). Chyba, ze jestem tepy i tego nie dostrzegam

radek pisze...

A ja myśle, że każdy może sobie myśleć co chce, jak mu to jeszcze opublikują to i inni mogą zobaczyć co ten ktoś myśli.Nie znaczy to, że mamy myśleć tak samo, nie znaczy to też, że myśleć tak nie możemy. Grunt to umieć czytać i interpretować w sposób dla siebie swoisty. Wszak obiektywizm nie istnieje (to każdy po 30-ce już wie).Więc czytać Panowie, błotem się nie obrzucać, dyskutować.
W wolnych chwilach upijać się.
Bo to dobrze robi na szare komórki- sterylizuje środowisko mysli.

Anonimowy pisze...

Ja mam natomiast bardzo ciekawy artykół o młodych ludziach "Hikikomori-ch"

http://www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=898&Itemid=49&limit=1&limitstart=0

logik_obiezyswiat pisze...

Mieszkałem w wielu miejscach, najdłużej w Tokio, bo inaczej sie nie dało, niestety. Twoje "czarne garnitury" to nie tylko sararimani (czarne nosi też jakuza, nieprawdaż?), do tego te Twoje 90% na ulicy to nie 90% męskiej społeczności, chyba zdajesz sobie sprawe z logiki tego, co piszesz? To tak jakby oceniać Amerykę po Manhattanie - gdyby 90% mezczyzn w Tokio pracowalo jako sarariman, to miasto by umarło w dwa dni, spójrz do statystyk, a nie oceniaj "na oko". 90% dorosłych Tokijczyków to znacznie większy tłum, zreszta nawet samych sprzedawcow i sklepikarzy jest niewiele mniej niz wszystkich "garniturowcow". Wracałem pociągiem o różnych godzinach i owszem, tuz przed shuudenem w tłumie zawsze kilku podpitych, choć rzadko cuchnących _wódą_, czesciej byly to bardziej tubylcze trunki. Ale nigdy ich widok nie mówił mi - "patrz, nienormalny kraj" - wręcz przeciwnie, bo widziałem jak dorastają, jakie mają ideały i ambicje, ze sa zwyklymi ludzmi. Mam prawie 60 lat i prawo, wrecz obowiazek powiedziec, ze Bator słusznie uchodzi wsrod "starej polonii" za ucielesnienie pogoni za sensacja, dla ktorej przepisuje teksty z anglojezycznych publikacji, nawet tych nieaktualnych od dekady, byleby tylko stac sie guru od tej "szalonej" i "nieludzkiej" Japonii i wybiorczo udowadaniac swoje tezy. Typ szczegolnie niebezpieczny, bo podpisujacy sie jako przedstawiciel uczelni wyzszej, a sila tego podpisu jest potem taka, ze jak sie z niej smiejesz, to wyskakuja na ciebie z paznokciami krzyczac, ze "pieprzysz". Dzieki rodzicom udalo mi sie uniknac komuny, za co bardzo im dziekuje, dzieki nim moja logika nie zostala skrzywiona, a watroba nieskalana kawa po turecku. Przykro mi, ze nie opowiem Wam o 1945, ale spokojna glowa, wystarczy poprosic dyzurna specjalistke i bedziecie wiedziec wszystko. Tylko uwazajcie, bo dla niej "kotek idzie ulica" jest kolejnym dowodem na prawidlowosc jej tez, wystarczy go dobrze odwrocic ogonem.

melun pisze...

dobrze, ze jeszcze sa tacy co LOGI(K)cznie mysla...