środa, 28 lutego 2007

Jesteś zły, licz do stu. Jesteś bardzo zły, licz do tysiąca.

Gdy tak jak Wy czytałem tego bloga siedząc we Wszawie w naszym pięknym kraju, także marzyłem aby wyjechać do Japonii, zamieszkać w Tokyo przez rok czy dwa...a może dłużej. Kraina Kwitnącej Wiśni malowała mi się obrazami z Ostatniego Samuraja, Szoguna, Final Fantasy, To Close, Ghost in the Shell, Akiry i przede wszystkim z Lost in Translations. Gdy ktoś krytykował czy wyśmiewał się z tego kraju zawsze stanowczo reagowałem. Gdy już tutaj dotarłem i zamieszkałem - jak to zawsze bywa - rzeczywistość okazała się może nie gorsza, po prostu inna. Coraz częściej dostrzegam rzeczy, które mnie doprowadzają do strasznego "zdenerwowania" - jak można być takim ograniczonym człowiekiem, jak można bezmyślnie wykonywać codzienną pracę, jak można nie interesować się tym z czego się korzysta każdego dnia, jak można nie wiedzieć podstawowych rzeczy - jak świat jest zbudowany, jak działa telefon komórkowy, jak ustawić nagrywanie w magnetowidzie, jak podłączyć kabel -jakikolwiek, jak jeździsz motorem to jakie dokumenty potrzebujesz, jakie i gdzie ubezpieczenie zapłaciłeś. Może ja jestem inny, a może te 140 mln ludzi jest innych. Ja to akceptuje - jedynie się złoszczę ale wiem, że tego nie zmienię bo oni sami nie chcą. Czasem jest na prawdę wygodnie iść w potoku ludzi, jeden za drugim bezmyślnie, beznamiętnie jak w jakimś letargu czy chochołowym tańcu. Jak widzę te nieszczęśliwe twarze, kiedy słyszą - dziś już nie ma dla was zajęć - możecie iść do domu. W Polsce? Hurra, zawijamy się. Tutaj - niemalże płacz, załamanie - i niemy krzyk w głowie -"co ja teraz zrobię"? Tylko czy natura człowieka nie jest taka aby zadawać pytanie: DLACZEGO? JAK TO DZIAŁA? CO?, JEŚLI? Tutaj to nie reguła - dzięki Bogu są wyjątki, które zainteresują się tym, że w swoim telefonie jest kilka zakładek menu, a nie tylko Książka adresowa oraz skrzynka mailowa. Że można coś zrobić inaczej, może lepiej, może gorzej ale inaczej. Bardzo duża grupa młodzieży stara się za wszelką cenę być inna...i to chyba dobrze.

Coraz częściej widać w zwykłych sprawach ten wielki dystans który dzieli mnie oraz mieszkańców Japonii. I to wcale nie prawda, że przeszkodą jest język. Oni traktują ciebie jako turystę. Kiedyś i tak wrócisz do siebie. Prawie codzienne kupuję przepyszne kanapeczki w piekarni. Prawie codziennie ten sam sprzedawca mi sprzedaje. Ja się zawsze uśmiecham, on ma zdziwioną minę. Jak zawsze. Czy zastanawia się - co on jeszcze tu robi? je te kanapki i dalej żyje? kiedy on wróci do domu? A może: Jaki niesamowity kolor skóry? Na prawdę lubi te kanapki? Ja też je lubię. Ale ma duży nos i w jakim dziwnym języku mówi..

Ktoś może powiedzieć - skoro tak ciężko jest tam żyć to po co tutaj jestem? hehe realizuje moje największe marzenie i wcale nie żałuję.

Ale żeby nie było, że tutaj jest tak dramatycznie i traumatycznie. Jest także masa bardzo pozytywnych odczuć. Przepiękne widoki oraz niesamowite miejsca. Delektuję się każdą chwilą spędzoną w towarzystwie tych prawdziwie otwartych oraz przyjaznych Japończyków. W zasadzie codziennie odkrywam coś nowego, jakąś nową restaurację, sklep, oceanarium itp. Dotychczasowe weekendowe wypady do Kyoto, Osaki czy nawet na Naritę lub do zwykłego-niezwykłego spa pozwalają naładować akumulatory i przetrwać.


p.s. w tytule posłużyło mi japońskie przysłowie.

4 komentarze:

reii pisze...

Piękny post. Nie wiem czy to dobre określenie ale tylko to ciśnie mi się na usta.

logik_obiezyswiat pisze...

Uśmiałem się do łez. W Polsce analizujemy każdy swój krok, utrudniamy sobie życie zrozumieniem tego, jak działa komórka?! Jeśli tak, to Polacy są chyba nienormalni. Cały świat lubi sobie upraszczać życie wszędzie tam, gdzie jest to możliwe, a Japończycy nawet bardzo, stąd zaawansowanie technologiczne. Znasz działanie kineskopu na wyrywki? Naprawdę to wszystko zgłębiasz?
Musisz wyjechać, bo już Ci się liczba Japończyków dwoi, zdrowie ważniejsze. Patrzysz na świat bardzo wybiórczo, do tego wyciągasz błędne wnioski, nie możesz pozbyć się stereotypów, zaczynasz myśleć tak jak ci każą "pokrzywdzeni" gaijini. Język nie gra roli? To zacznij czytać blogi czy dyskusje po japońsku, poznaj myśli tubylców, a nie skoncentrowane na sensacji relacje cudzoziemców, którzy swoim nastawieniem sami tworzą nastwienie tubylców do nich samych!

WiT pisze...

Logik, spotkajmy się może na jakieś piwko. Wpadnij któregoś wieczora do Yokohamy.

markus07 pisze...

tak wybacz, zamiast 1 wcisnęła mi się 2. Nie patrzę wybiórczo -po prostu opisuje moje wrażenia - nie bazuje na stereotypach ani nie szukam sensacji ani relacji innych cudzoziemców - po prostu opisuje to co mnie tutaj spotyka. To napiszę w prost -TUTAJ LUDZIE SAMODZIELNIE NIE POTRAFIĄ MYŚLEĆ- porównując do Polaków - to Polak umie na raz robić 3-4 rzeczy i się nie pogubić, jak dostanie polecenie znalezienie serwisu do xero - to Polak sam wpadnie na pomysł aby zajrzeć do googli czy książki adresowej, aby samemu zadzwonić i się spytać - a nie będzie siedział ja ten matoł przez 3 godziny, palił fajkę za fajką, z drżącymi rękami - i nic nie wykombinuje - bo on wcześniej tego nie robił. To jest rzeczywistość a nie jakieś sensacyjne doniesienia, tacy ludzie mnie otaczają i uwierz mi to są 100% Japończycy. Gdy przebywałem z maluchem który miał 5 lat - był bardzo bystry, myślący, uczynny i bardzo samodzielny. Jak widzę chłopaka 21 letniego, który skończył studia informatyczne i nie jest w stanie znaleźć w internecie sterowników do karty muzycznej. Gorzej - nawet nie wpadł, że na stronę producenta trzeba zajrzeć - to co się z nim stało? Gdzie to kombinujące, samodzielnie myślące dziecko się podziało? Skoro mieszkasz tutaj już tak długo i wokół siebie masz tak zaawansowanych technologicznie Japończyków, którzy korzystają z tej technologii na co dzień to podaj mi adres - to chętnie się tam przeprowadzę ;) Ufam także, że gdy będę biegle posługiwał się językiem japońskim wiele spraw stanie się jasnych i może oczywistych