poniedziałek, 29 stycznia 2007

Dobry ramen nie jest zły

Ramen jest integralną częścią japońskiego życia, włączając w to turystykę ramenową, do której wrócę później. Tak się składa, że na przeciwko mnie jest jeden ze sławnych barów z ramenem, nazywa się Giro. Charakterystyczne kolejki ustawiają się codziennie (oprócz środy) w porze lunchu i od 18:00 do 22:00. Każdy sklep tego typu ma swoją sekretną recepturę, która czyni smak niepowtarzalnym. Tym dwóm panom od Giro, naprawdę się to udało.
Stanąwszy w kolejce już jestem częścią ekipy, wyróżniam się z tłumu przechodzącego tędy codziennie. Do tego wyróżniam się z kolejki, bo jestem biały. Przeciętna 20
osobowa kolejka to jakieś 30 minut stania. W środku 10 miejsc siedzących, wąskie przejście, automat do sprzedaży żetonów, woda i chusteczki. Co parę minut jeden kucharz wychodzi do kolejki pytając o rozmiar, jaki zamówisz, by przygotować odpowiednią miskę. Po 20 minutach stania, wąchania dymu papierosowego
(większość mężczyzn w Japonii pali), przestępowania z nogi na nogę, dostaję możliwość kupienia żetonu. Wybieram małą porcję z dwoma kawałkami mięska w standardzie (600JPY). Za drobną dopłatą można dostać więcej mięsa, jajko, ser lub kimchi.
Z plastikowym niebieskim prostokątem wracam do kolejki. W międzyczasie kolejni klienci zadowoleni odpadają od lady, zatapiając się w swoich smarkach połączonych z potem z czoła. Ramen potrafi być ostry. Większość z nich niestety te smarki wciąga, traktując to może jak swoisty deser :P. Gdy po 10 kolejnych minutach moje nogi szczęśliwie przekraczają próg tego mikroskopijnego zakładu, czuję już ramenowy aromat. Znaczy to też, że trzeba się wyposażyć w kubek z wodą i chusteczki do wycierania wspomnianych smarków.
W końcu siadam, podaję żeton. Kucharz dokonuje ostatnich ustaleń, np. co do ilości czosnku czy oleju i po chwili dostaję talerz, który zawsze wygląda jakbym go mógł zjeść w całości, nigdy mi się jednak ten wyczyn nie udał.










Turystyka ramenowa w Japonii polega na wycieczce po jakimś rejonie, np Kanto, i codziennym kosztowaniu innego ramenu, wybranego przez wybitnych znawców spośród tysięcy. Kult ramenowy może być niezrozumiały wyłącznie dla osoby, która
tego nie spróbowała.

9 komentarzy:

radek pisze...

Cool, muszę powiedzieć, że też polubiłem ramen i mam swój ulubiony bar w Yokohamie który zapewne, jako znawca tematu znasz. Greg zna ten bar jest on blisko stacji Yokohama tuż za najbardziej tłoczną uliczką w "centrum". Moja przygoda z ramen zaczęła się właśnie od kolejki. chciałem sprawdzić za czym ci ludzie tak stoją (a raczej siedzą bo przed tym barem są ławeczki). Faktycznie swoje trzeba odczekać ale warto. Bardzo warto.

Kuba pisze...

potwierdzam kult ramenu ;-)
my z tomkiem mamy 2 ulubione ramenownie - w shibuya i w sakuragaoka czyli yamato.

Gotenks pisze...

Eee ja nic nie mam dopowiedzenia hehe fajne...

AvantaR pisze...

Az takie to dobre :) ? Bo kurcze gdzie nie poczytasz o japonii, lub jaka mange nie wezmiesz do reki to ramen, ramen, ramen ;)

Jest to podobne w smaku do czego polskiego, tak dla porownania :> ?

Anonimowy pisze...

Nareszcie jakieś wyczerpujące informacje o ramenie.
Dziekuje za foto-historyjke, to moim zdaniem szczególnie przyblirza sprawe.

constans73

pOdLaK pisze...

Oooo... to będzie trzeba kiedyś spróbować :)
A jak to się ma do polskiej "zupki chińskiej", pewnie jaki piernik..

moreless pisze...

he sami faceci... a gdzie obiaduja kobiety?

Mikesz pisze...

moreless-giro slynie z poteznych porcji kobiety nie podolalyby takiej ilosci!

Anonimowy pisze...

to jest zupa pomidorowa, nie ma sie co podniecac