środa, 31 stycznia 2007

To już luty!?

Czas zasuwa tu jak nigdzie indziej. Nie mam poczucia jego zmarnowania, tylko jakoś tak go nie dostrzegam. 1,2,3,4 i kolejny miesiąc. Każdy tydzień podobny, ustawiony wg. sinusoidy biorytmu, kart tarota, gwiazd czy tego, w co kto wierzy.
Niedawno nowe białe twarze przyjechały do tego miasta aniołów. Czasem jak czytam ich ekspresję to widzę sam siebie sprzed prawie dwóch lat, przepełnionego ideałami wyssanymi z palca ludzi, którzy wiele napisali o Japonii. Sam też różne rzeczy opisuję, w większości to co widzę, co myślę i robię. Łatwo nazwać to bredniami, równie łatwo w to uwierzyć. Ja już się niczemu nie dziwię, spokój mnie ogarnął.
Grejpfruty tanie są teraz.




To propos tematu czy się pytam ludzi o pozwolenie na zrobienie zdjęcia. Tą czarodziejkę spytałem. Zareagowała pozytywnie, poprawiła loczek, poza numer 7 i gotowa. Ale to takie banalne...

wtorek, 30 stycznia 2007

Isis

wspierani przez showmanów z These Arms Are Snakes oraz Boris, zespół wyróżniający się małą, kruchą japoneczką na gitarze prowadzącej. Wszyscy dali czadu wczoraj w Shibuya. Jeszcze mi szumi w uszach...












Ostatnie dwa zdjęcia mają tytuł "Japończycy na koncercie"... ;)

Linki do oficjalnych stron wykonawców tu. Więcej info na wikipedii: tu, tu i tam.

poniedziałek, 29 stycznia 2007

Tu byłem...

Czasem warto wbić pinezkę w miejscu na mapie.

Dobry ramen nie jest zły

Ramen jest integralną częścią japońskiego życia, włączając w to turystykę ramenową, do której wrócę później. Tak się składa, że na przeciwko mnie jest jeden ze sławnych barów z ramenem, nazywa się Giro. Charakterystyczne kolejki ustawiają się codziennie (oprócz środy) w porze lunchu i od 18:00 do 22:00. Każdy sklep tego typu ma swoją sekretną recepturę, która czyni smak niepowtarzalnym. Tym dwóm panom od Giro, naprawdę się to udało.
Stanąwszy w kolejce już jestem częścią ekipy, wyróżniam się z tłumu przechodzącego tędy codziennie. Do tego wyróżniam się z kolejki, bo jestem biały. Przeciętna 20
osobowa kolejka to jakieś 30 minut stania. W środku 10 miejsc siedzących, wąskie przejście, automat do sprzedaży żetonów, woda i chusteczki. Co parę minut jeden kucharz wychodzi do kolejki pytając o rozmiar, jaki zamówisz, by przygotować odpowiednią miskę. Po 20 minutach stania, wąchania dymu papierosowego
(większość mężczyzn w Japonii pali), przestępowania z nogi na nogę, dostaję możliwość kupienia żetonu. Wybieram małą porcję z dwoma kawałkami mięska w standardzie (600JPY). Za drobną dopłatą można dostać więcej mięsa, jajko, ser lub kimchi.
Z plastikowym niebieskim prostokątem wracam do kolejki. W międzyczasie kolejni klienci zadowoleni odpadają od lady, zatapiając się w swoich smarkach połączonych z potem z czoła. Ramen potrafi być ostry. Większość z nich niestety te smarki wciąga, traktując to może jak swoisty deser :P. Gdy po 10 kolejnych minutach moje nogi szczęśliwie przekraczają próg tego mikroskopijnego zakładu, czuję już ramenowy aromat. Znaczy to też, że trzeba się wyposażyć w kubek z wodą i chusteczki do wycierania wspomnianych smarków.
W końcu siadam, podaję żeton. Kucharz dokonuje ostatnich ustaleń, np. co do ilości czosnku czy oleju i po chwili dostaję talerz, który zawsze wygląda jakbym go mógł zjeść w całości, nigdy mi się jednak ten wyczyn nie udał.










Turystyka ramenowa w Japonii polega na wycieczce po jakimś rejonie, np Kanto, i codziennym kosztowaniu innego ramenu, wybranego przez wybitnych znawców spośród tysięcy. Kult ramenowy może być niezrozumiały wyłącznie dla osoby, która
tego nie spróbowała.

piątek, 26 stycznia 2007

Lomo raz!

Pierwsze klatki z lomo przeszły moje oczekiwania o milę. Chociaż z pierwszego filmu wyszły 3 klatki, z drugiego już 33. Próbka tego poniżej.










Świat w tych czterech malutkich plastikowych soczewkach wygląda zupełnie inaczej. Lepiej chyba...

Witamy w świecie flar

W ramach poszerzania horyzontów kupiłem nowy obiektyw. Chciałem kupić inny, ale sigma niedawno wycofała ten model z japońskiego rynku, bez podania przyczyn.
14mm przy moim aparacie daje kąt widzenia równy 89.5 stopnia, praktycznie bez dystorsji.
Weekend zapowiada się rodzinny, domowy. Może jakieś ciepłe zdjęcia wyjdą.







Na ostatnim zdjęciu najbardziej typowy z typowych salarymanów, na przerwie obiadowej. W garniturze, klapkach z biura, ze szlugiem w ustach, bez myśli na twarzy...

poniedziałek, 22 stycznia 2007

Rozmaitości

Coraz częściej odkrywam że Japonia to miejsce gdzie można zobaczyć tak wiele zróżnicowanych rzeczy, że ciężko czasami uwierzyć. Co ciekawe, o niektórych miejscach nawet Japończycy nie wiedzą. Odkrywają je przy okazji jakiejś uroczystości - bo wszyscy tam jadą, a potem sami się dziwią. Ale podobnie jest i w Polsce - niby rodzimy kraj a także go nie znam - są miasta wojewódzkie w których nie byłem. Tak samo Japończycy - słyszeli o czymś ale tam nie byli...no bo i po co...

Wrzutka rozmaitości:

Odaiba nocą - księżyc był "more mysterious" niż zazwyczaj :)

Największy Budda na świecie - 120 m.

みずき

Przy winnicy

Już po świętach....

To nie UFO - to kaplica, która służy tylko do ślubów.

A propos obcych :)

Miałem okazję jechać kilkoma rajdówkami ale w Nascarowej wyścigówce to był debiut... tylko fotograficzny jak na razie.

Fujisan - wokół niego jest ciekawe - zdjęcie zrobione przy 284 km/h.

Pimp my phone :)