czwartek, 28 grudnia 2006

Drugi dzień na wyspie

Przejechaliśmy 60-cio kilometrową autostradą pół wyspy. Resztę lokalnymi drogami. Północne rejony to raj dla pustelników, starych dziadków i fotografów. Bezludne plaże, malutkie wysepki. Wszelkiego rodzaju obiekty turystyczne omijamy z daleka. Wieczorem zrobiliśmy turnee po barach Naha. Ludzie tu są naprawdę przyjaźni. Szczególnie po wyjaśnieniu, że nie jesteśmy Amerykanami.
Śmieszna sprawa z językiem tutaj. Dotychczas wszyscy, którzy mówili mi coś o Okinawie podkreślali, że język Okinawski znacznie różni się od Japońskiego. Nie jestem znawcą ale wypytywaliśmy o to z Kaczorem napotkanych w barach ludzi. Niestety nawet najstarszy z napotkanych ok. 50-letni kucharz w jednej z knajpek, potrafił po okinawsku powiedzieć dzień dobry, a jakieś dwie inne kobitki wymieniły jeszcze może ze trzy inne słowa, których japończycy mogą nie znać (w stylu zaimków osobowych).
Ogólnie więc jedna wielka ściema, język Okinawski to tak jak nasz dialekt śliedzikowy czy ślunski.
















7 komentarzy:

Arek pisze...

...jedna z fotek z iście politycznym przesłaniem :]... piękne okolice... pozdrawiam

mcv pisze...

Hahahaha, ai-desu wymiata :D

Anonimowy pisze...

Piękne zdjęcia..

pOdLaK pisze...

... dziadu - dobre :)
Dziękuje za nową piękną tapetę, w pracy będę miał o czym marzyć :-)

Anonimowy pisze...

Spieprzaj dziadu zarządziło xDDD

Anonimowy pisze...

Spieprzaj dziadu zarządziło xDDD

Daikon_or_Kimchi pisze...

Wit, w kazdejwiekszej ksiegarni mozna kupic slownik okinawsko- japonski... to nie jest dialekt.